Przejdź do głównej zawartości

Co się kryje w zakamarkach pamięci?

Macie tak czasem, że różne zapachy kojarzą Wam się z kimś konkretnym lub z jakimś wydarzeniem, okazją itp.? Ja tak mam bardzo często. Na samym początku bloga napisałam taką notkę na temat mandarynek i czekolady :) Pamiętam tą opisaną sytuację bardzo dokładnie :) koleżanka z sąsiedniego biurka wróciła z kuchni z kubkiem gorącej czekolady i z zapachem obranych mandarynek - a mi momentalnie skojarzyło się to ze świętami. I może nie tylko ze świętami samymi w sobie, ale z paczkami świątecznymi, które dostawałam od rodziców z pracy. A te paczki ZAWSZE pachniały czekoladą i mandarynkami :) I tak mam do tej pory. Taki zapach nieodłącznie kojarzy mi się ze świętami. Zresztą nie tylko ten zapach wywołuje we mnie jakieś tam skojarzenia. Wiele takich jest. Np. "różowy" kompot to tylko i wyłącznie nasza szkolna stołówka :) naleśniki z czekoladą kojarzą mi się z pierwszymi wakacjami, które spędziłam z mężem mym :) I mogłabym tak wymieniać długo.
Ale przejdźmy w końcu do rzeczy... w zasadzie po co o tym piszę? Hmm... bo ostatnio w taki sposób przypomniało mi się coś, o czym już bardzo dawno nie myślałam :) Otóż ćwiczę sobie ostatnio spokojnie z wywieszonym jęzorem i prawie wyplutymi płucami na aerobiku (bo nasza prowadząca chyba postawiła sobie za cel na ten sezon zajechać nas na śmierć :P ), aż tu nagle do nosa mego cichaczem wlatuje jakiś zapach (i wcale nie ten, o którym w tej chwili myślicie :P ). O jakiś taki znajomy zapach perfum chodzi. No tak sobie myślę "skąd ja ten zapach znam???". Rozglądam się ja po sali - do nikogo z ćwiczących jakoś mi ten zapach nie pasuje, więc szukam pierwotnego właściciela w myślach. W głowie włączyła mi się analiza bazy danych, myślę, szukam, analizuję (przy okazji gubiąc kroki ćwiczeń ) i nagle DING - fanfary - oto WIEM!! :) Takie perfumy miał nie kto inny jak moja polonistka w liceum. I używała ich ZAWSZE. Tak mi się ten zapach zakodował, że już chyba zawsze będzie mi się kojarzył z nią. Podczas wycieczki do Krakowa nawet specjalnie weszliśmy wielką bandą do perfumerii w Empiku w poszukiwaniu tych perfum, żeby w końcu się dowiedzieć co to w ogóle jest i o dziwo je znaleźliśmy. Było to Armani coś tam :) I żeby nie było zapach naprawdę całkiem ładny. No, ale wracając do polonistki. Jako że przez całe liceum siała postrach wśród swoich uczniów wymagając wiedzy na takim poziomie, że klękajcie narody, to te perfumy wtedy nie kojarzyły nam się zbyt pozytywnie :) Naprawdę, siwowłosa babeczka miała bardzo wysokie wymagania w stosunku do swoich uczniów i biada temu, kto ośmielił się przyjść na lekcję nieprzygotowany. Pamiętam jak w którejś klasie przyszliśmy na pierwszą lekcję po wakacjach i padło hasło "wyciągamy karteczki, kartkówka z Dziadów cz. 3". Uroczo.... :) Zanim pozbieraliśmy szczęki z podłogi czas pisania minął i cała klasa solidarnie dostała pałę :) Przez całe 4 lata nie było lekko (tak tak, chodziłam do liceum w tych zamierzchłych czasach, kiedyż to trwało ono 4 lata :) ), ale nasz trud został sowicie nagrodzony na maturze :)))) Pomagała, podpowiadała, podczas spisywania tematów maturalnych (bo Kfiatushek zdawał cudowną starą maturę, za co losowi jest niezwykle wdzięczny) wypytywała co kto pisze, co już napisał i co jeszcze pisać będzie, ewentualnie podrzucała jakiś pomysł. A na ustnej maturze wyciągnęła każdego, kto ze stresu zapomniał języka w gębie (widziałam na własne oczy czekając aż koleżanka przede mną skończy odpowiadać). Tak więc mimo kłód rzucanych pod nogi, mimo trudu i znoju, mimo łez, potu i krwi... no dobra, przesada z tą krwią :P... nasza licealna polonistka w mojej pamięci zawsze będzie zajmowała miejsce wśród tych super belfrów, których na swojej drodze spotkałam :)
Pani K. - dziękujemy :)))

Komentarze

  1. Oj też miałam taka polonistke i też jestem ostatnim rocznikiem starej matury za co losowi jestem dozgonnie wdzięczna :) Uwielbiałam moja polonistkę ale jak ją widziałam to zapominałam jak się nazywam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to w takim razie mysle, ze doskonale rozumiesz tego posta :)))

      Usuń
  2. Mnie również mandarynki, pomarańcze kojarzą się z nadchodzącymi świętami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to chyba jeden ze swiatecznych znakow rozpoznawczych :)

      Usuń
  3. Też mam takie zapachy, które mi się kojarzą ;)
    A moją polonistkę z gimnazjum i liceum (ta sama przez 6 lat) uwielbiałam, chociaż też sporo wymagała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my przez 8 lat podstawowki mielismy az 4 polonistki, ale zadna z nich nie dorownuje wspomnianej tutaj polonistki licealnej :)

      Usuń
  4. Zapachy, zapachy... Ja mam podobnie. Są osoby, do których przywiązane są pewne zapachy. Jeśli któryś poczuję, zawsze kojarzy mi się z tymi osobami, ZAWSZE. Węch + pamięć, ma wiele ze sobą wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ludzki mozg to bardzo skomplikowana maszyna :)

      Usuń
  5. O tak, zapachy to coś co zapada w pamięci. Też tak mam choć nie zawsze udaje mi się odgadnąć skąd go znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest chyba najgorsze, bo pozniej taki zapach siedzi w czlowieku i probujemy sobie przypomniec co to jest, a nie zawsze to takie proste :)

      Usuń
  6. Moja polonistka nie używała perfum, za to miała wiecznie tłuste włosy i mokre plamy pod pachami. Ale bardzo ją lubiłam i chyba ze wzajemnością;) Tez tak mam że pewne zapachy kojarzą mi się nie tylko z ludźmi ale i z niektórymi zdarzeniami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba kazdy ma cos takiego w sobie :)

      Usuń
  7. Bo po szkole docenia się tych wymagających nauczycieli, którzy czegoś nauczyli i się takich zapamiętuje, mimo, że w szkole budzili postrach i byli tymi najgorszymi, bo przecież ile to się można uczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. Dopiero teraz czlowiek docenia, ze to cisnienie z gory mialo swoj cel i naprawde duzo dalo

      Usuń
  8. Ja też zdawałam starą maturę i polonistka jakby ta sama;-)

    Gratuluję latek trzech :-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moze to ta sama ;)
      dziekuje bardzo :)

      Usuń
  9. Mi też się mandarynki i pomarańcze kojarzą ze świętami ;)

    Ja nie ktorych nauczycieli też wspominam bardzo miło, aczkolwiek nie pamiętam zapachu perfum:D

    http://sarenkowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz moze nie pamietasza, ale gdybys ktorys z nich poczula, na pewno skojarzylabys je z kims konkretnym :)

      Usuń
  10. A mi się święta kojarzą z grzańcem... z zapachami na krakowskim Rynku (pamiętam do dziś jak mnie tam w te budki Jeszcze_nie_Mężon wprowadził ;) z pomarańczami z powbijanymi w nie goździkami, z piernikami... I z zapachem sosnowych gałęzi, które Tata wraz ze świerkowymi przywozi zawsze z lasu i układa pod naszą sztuczną choinką żeby pachniało ;) oooj tyle mi tym postem przypomniałaś. I zapach Juli zawiniętej w kocyk jak była maleńka... I zapach wielkiego bukietu róż na zaręczyny i... dzięki :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo to to to... :) te zapachy, ktore wymienilas (no ok, poki co bedzi dzidzia w kocyku :P) tez mi sie ze swietami kojarza. A z pomaranczy i gozdzikow kiedy takie lampioniki zrobilam na swieta - pachnialo jak nie wiem co jak sie wlozylo do nich swieczke :)
      A grzanca to chyba musimy sobie dzis strzelic, bo mi smaka narobilas :)))

      Usuń
  11. Ja raczej rzadko mam jakieś skojarzenia w związku z zapachami. Chyba mam mało wrażliwy nosek i słabą pamięć zapachową ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. W moim życiu zapachy odgrywają bardzo dużą rolę, to właśnie one wywołują wspomnienia.

    Pozdrawiam :)
    http://ankidwie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do prawda, niewiele wystarczy to tego, aby wywolac wspomnienia, o ktorych nawet sie nie myslalo

      Usuń
  13. Fajny post, az zaczelam sie dluzsza chwile zastanawiac nad moimi skojarzeniami z zapachami :) no i gratuluje 3 latek blogowania, bo jak zwykle spoznilam sie z zyczeniami na czas :) buziol kfiatushku xxx pisz pisz pisz kochana, bo fajnie sie Ciebie czyta!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja z zapachami kojarzę ludzi, miejsca, sytuacje. Czasem zdarza mi się coś "wywąchać" i już szukam w głowie co gdzie kiedy :P takie skrzywienie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. mnie się kojarzy zapach pastowanego gumolitu (chyba to tak się nazywa:P) z przedszkolem. Mogłam wąchać ten zapach i nigdy mi nie było dość:D:D Teraz cieżko spotkać ten zapach:)

    no i zapach poranka, taki specyficzny jak szło się do przedszkola z mamą...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no prosze, coraz wiecej skojarzen sie nasuwa :)

      Usuń
  16. Kochana! Z tymi perfumami mam dokładnie tak samo!!! Kogoś zapamiętam i później rozmyślam, skąd znam i od kogo :) A co do zapachów... Jeju, czasami jak mi się ubzudra np. perfum i w tle muzyka, to zawsze mi się kojarzy dobrze :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mam tak często z zapachami... , że jak poczuje to kojarzą mi się z osobą bądź wydarzeniem... super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pamiętam jak pewnego roku paczki bożonarodzeniowe dostaliśmy z bratem dopiero w kwietniu, ponieważ nikt z taty pracy nie miał jak ich odebrać wcześniej skądś tam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to mieliscie takie przedluzenie swiat ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...