Przejdź do głównej zawartości

A było tak...

To, że jestem tym razem to był strzał w dziesiątkę podejrzewałam w zasadzie od samego początku po totalnie spontanicznym popołudniu "w sosie własnym" ;) Byłam tylko ciekawa czy rzeczywiście mam rację. Nic nikomu nie mówiłam, nawet Mężu nie wiedział o moich podejrzeniach, bo stwierdziłam, że nie ma co się napalać - w myśl zasady poczekamy, zobaczymy. Im bliżej było terminu spodziewanej @, tym bardziej się zastanawiałam. Pierwsze wskazówki w sumie się pojawiły, ale w sumie w dość śladowym natężeniu, więc tym bardziej nic nie mówiłam. W spodziewany dzień @ nie przyszła, w ciągu kolejnych dni również, a ja z coraz większą nadzieją dojrzewałam do kupna testu. Tydzień po spodziewanej @ test w końcu kupiłam, ale jeszcze przez kilka dni leżał schowany w szufladzie, bo bałam się go zrobić z obawy, że mógłby być negatywny. Dojrzałam do jego zrobienia w sumie w dość oryginalny sposób, a mianowicie w pewną niedzielę podczas mszy św. :) Zamiast kazania puszczony był fragment wypowiedzi papieża Jana Pawła II, z pamiętnymi słowami "Nie lękajcie się", a po nim pieśń "Nie bój się, wypłyń na głębię" (swoją drogą uwielbiam ją). Jakoś tak bardzo osobiście odczytałam te słowa i łzy same ciekły mi po policzkach (dobrze, że Mężu tego nie widział, bo pomyślałby pewnie, że coś ze mną nie halo :P). No ale idźmy dalej. Cały tamten dzień spędziliśmy u moich rodziców, a kiedy wróciliśmy do domu w głowie cały czas słyszałam tamtą pieśń. W końcu zebrałam się na odwagę i poszłam zrobić test. Dwie piękne krechy pojawiły się praktycznie od razu, a ta "potwierdzająca" wyskoczyła nawet wcześniej niż "testowa". Z płaczem i trzęsącymi się rękami pobiegłam do Męża, który w pierwszej chwili nie wiedział co się stało. Wzruszenie tak mnie ściskało za gardło, że nie mogłam wydusić z siebie słowa i tylko pokazałam mu test. Był w wyraźnym szoku (ale takim pozytywnym) i powiedział tylko "To super! Ale właściwie dlaczego ty płaczesz?" :) Następnego dnia zapisałam się do lekarza, ale niestety musiała troszkę poczekać na wizytę, bo nie było wolnych miejsc i przez cały ten czas chodziłam jak na szpilkach, bo chciałam, żeby to było już teraz natychmiast. Jakoś udało nam się dotrwać do weekendu i mogliśmy z ust lekarza usłyszeć potwierdzenie (przełom 7/8 tygodnia) i zobaczyć pięknie pulsujące serduszko naszej Kruszynki :) Dostałam skierowanie na całą serię badań, zalecenia co do diety i pierwsze zdjęcie Maluszka :) Tak więc dalsza część weekendu minęła nam na powiadamianiu przyszłych dziadków o pojawieniu się Kruszyny :) Wszyscy naprawdę oszaleli po tej wiadomości. I dobrze, w końcu to ich pierwsze wnuczę ;) Mężu i ja jesteśmy równie szczęśliwi i jednocześnie oszołomieni tym, że to się dzieje naprawdę :)
A jak moje samopoczucie? Prawdę mówiąc średnio. Jeśli ktoś wyobraża sobie początek ciąży jako sielankę rodem z amerykańskiego filmu, to powiem tak - telewizja kłamie :P Oczywiście każda kobieta przechodzi ten czas inaczej, mnie akurat dopadło dość mocno. Co prawda tylko przez ostatnie 1,5 tygodnia chodziłam ledwo żywa, usypiałam na stojąco, a o 19 to już w ogóle był totalny odlot :P Kilka razy zaliczyłam sprint do łazienki i ból głowy z piekła rodem, ale nie narzekam. Dla Malucha wszystko ;) Teraz już w sumie w porządku, jeśli tak można powiedzieć, biorąc pod uwagę, że nadal codziennie do 10 rano mnie mdli, ale przynajmniej już nie rzygam i zaczynam wracać do świata żywych kładących się spać po 19 :) Dietą jakoś specjalnie nie muszę zaprzątać sobie głowy, bo w sumie już na samym początku odrzuciło mnie od wszystkiego, czego mi jeść nie wolno :P więc jest git :) Teraz mogłabym 24 godziny na dobę jeść serek wiejski i jogurt naturalny. Smakują mi jak jeszcze nigdy dotąd. Brzuszek jeszcze nie rośnie, ale nie dam rady go już utrzymać wciągnąć, więc coś tam się zmienia. No w końcu jakby nie patrzeć w piątek zaczynamy 9 tydzień. Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki za pozytywny przebieg tego czasu, a ja już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty u lekarza, a to dopiero za 3 tygodnie...
Także blogowe ciotki, trzymajcie za nas kciuki :)))

P.s. A jeszcze niedawno zastanawiałam się jaki temat zdominuje mojego bloga w roku 2013. No to już wiem ;)

Komentarze

  1. No i się popłakałam :))) Tylko kobieta w ciąży zrozumie kobietę w ciąży ;)))

    Gratulacje raz jeszcze. Niech Wasze Szczęście zdrowo wzrasta pod Twoim sercem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) A ja wlasnie sobie pomyslalam, ze bedziemy miec dzieci z tego samego roku ;)
      Dziekujemy i trzymaj za nas kciuki :)

      Usuń
  2. Gratulację :) zdrowo rośnijcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. pięknie, niech Maluszek rośnie zdrowo a ty opisuj.....
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaram sie informowac Was na biezaco i postaram sie nie przynudzac ciagle o tym samym ;)

      Usuń
  4. Mi @ się spóźnia 11 dni. Aczkolwiek objawów wskazujących na ciąże - brak. Dlatego jutro będę robiła teścik.

    Jeszcze raz gratuluję no i dbaj o Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no testuj testuj i daj znac co i jak :) Ja w sumie tez testowalam po 11 dniach opoznienia :)
      A brak objawow o niczym nie swiadczy. Sama mialam jedynie jakies drobiazgi

      Usuń
  5. Ale dużo radości i entuzjazmu w tym poście :-)))
    Zdrowej ciąży bez problemów życzę :-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie:) Bardzo się cieszę, że się Wam tak udało:) Będzie dobrze, a ja czekam na kolejne notki o cudzie:)) uwielbiam takie wiadomości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my tez sie cieszymy, notki na pewno beda, tylko mocno trzymaj za nas kciuki :)

      Usuń
    2. Będę, obiecuję!

      Usuń
  7. ja zatestowałam, bo chciałam iść na imprezę, a że @ spóźniała mi się o 1 dzień to dla świętego spokoju zrobiłam test. Myślałam że padnę, a miny mojego męża nie zapomnę do końca życia. Ten strach, to szczęście...
    dzisiaj jestem w 21 tygodniu, jestem po zeszłorocznym poronieniu, dlatego ta ciąża tak bardzo wyczekiwana, a jednocześnie nieplanowana (bo nie chciałam na razie zachodzić w ciążę, najpierw pracę chciałam dostać),jest czymś niewiarygodnym. Gdyby nie to stukanie w brzuchu codziennie, to zapominam że w ciąży jestem:)

    bardzo ci gratuluję!Ja przeszłam 1 trymestr w sumie bezobjawowo, nie wymiotowałam, jedynie nudności mnie trzymały. Tego ci życzę...
    ty trzymaj kciuki za mojego syncia a ja za twoją fasolkę. Niech rosną nam dzieciaczki:*

    PS: Na kiedy masz termin?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to super, ze Wam sie udalo. Mam nadzieje, ze tym razem wszystko bedzie w porzadku. Ja w sumie tez juz dobrze sie czuje (w miare), jedyne co to lekkie mdlosci rano i czuje jak rozciaga mi sie macica :) Juz chyba wiem dlaczego czasami lekarze przepisuja na to nospe :P
      Polowa pazdziernika, a Ty?

      Usuń
    2. 17 lipca. Październik piękny miesiąc:)Mój ślubny:)

      Macica jeszcze będzie ci się rozciągać, zobaczysz:) mnie dwa dni temu tak pachwiny bolały, czułam że mogę zrobić szpagat-taka rozciągnięta byłam:P, gorzej ze złożeniem nóg z powrotem:P

      będę do ciebie zaglądać jeśli pozwolisz:)mamusiu:)

      Usuń
    3. zagladaj zagladaj, zapraszam :)

      Usuń
  8. ale sie ciesze:)

    Mam nadzieję, że cała ciąża przebiegnie spokojnie i dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super :) Jesteś pewnie bardzo szczęśliwa, choć szkoda, że muszą temu towarzyszyć takie objawy :P
    ciekawe z tą mszą, takie przeznaczenia jakby, słowa idealnie dopasowały się do sytuacji :)
    A masz jakąś konkretną dietę czy po prostu ,,zakaz kawy, alkoholu, produktów z dużą ilością ,,chemii" itp pysznych rzeczy"? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no obawy to chyba zawsze jakies beda, ale najwazniejsze to nie dac sie zwariowac.
      slowa rzeczywiscie wpasowaly sie idealnie, a diety nie mam zadnej konkretnej, tylko raczej zakaz jedzenia i picia pewnych rzeczy

      Usuń
  10. kochana gratuluje serdecznie raz jeszcze:) to cudowny czas, ciesz sie nim!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dbajcie o siebie Perełki ;** i jeszcze raz Gratuluję :D !! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. gratuluję!! Życzę dużo zdrowia dla Ciebie i Maleństwa. Cieszę się razem z Wami i czekam na kolejne dobre wiadomości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje, a ja trzymam kciuki za Was, zeby niebawem sie udalo

      Usuń
  13. Gratuluję całym sercem. Cudowna nowina! ;**

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze raz gratuluję :) I trzymam mocno kciuki, żeby Maleństwo się dobrze rozwijało.

    Jejku, zawsze mnie cieszą takie wiadomości :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pewnie, że trzymam kciuki!
    Zdrowych i cudownych 9 miesięcy!

    OdpowiedzUsuń
  16. Dbaj o siebie kochana;)) Rośnijcie zdrowo sobie :):*
    cudownie ;))

    OdpowiedzUsuń
  17. Kurcze, to takie... niepojęte dla mnie, że wiedziałaś o ciąży już od jej zarania - sporo znajomych zresztą mówiło, że czuły że to jest to i już :-) Ale co ja się znam jako bezdzietna z wyboru - nawet policzyć nie umiem, pewna byłam że masz na wrzesień termin :-) Gratuluję jeszcze raz i mam nadzieję że przykre objawy niedługo miną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama sie zdziwilam, ale mialam jakies takie wewnetrzne przekonanie o tym, ze jestem w ciazy :)
      Przykre objawy juz mijaja i jest ok :)

      Usuń
  18. Życzę, żeby udało Ci się bezproblemowo do końca donosić ciążę i urodzić zdrowego bobaska :) Cieszę się Twoim szczęściem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje, ja tez mam taka nadzieje :)
      Dzis zaczynamy 9 tydzien :)

      Usuń
  19. Ależ się cieszę!! ;))
    Jeszcze raz gratulacje!! Dbaj o Was ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my tez sie cieszymy, dbam dbam :)

      Usuń
  20. ooo...GRATULACJE i wszystkiego dobrego na prawdziwie-nowej drodze życia, ślub przy "Tym" co Was czeka to pikuś ;)

    rośnijcie sobie zdrowo i spokojnie, a Ty odpoczywaj, korzystaj, dawaj się rozpieszczać, leniuchuj, rób to na co masz ochotę (w miarę możliwości i na ile Maluszek pozwoli ;)) bo potem...potem to będzie....będzie cudnie, ale zdecydowanie inaczej...wiem co piszę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez mysle, ze dopiero teraz czeka nas prawdziwa nowa droga zycia.
      Na poczatku na pewno bedzie ciezko, ale za to jak pieknie :)

      Usuń
  21. Moje szczere gratulacje młoda mamo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje :) Teraz kolej na Was ;)

      Usuń
  22. Ale super... To muszą być cudowne chwile, wierzę na słowo! Jeszcze raz gratuluję, bardzo się cieszę, że ten temat zdominuje Twojego bloga. O takich sprawach można czytać i czytać:)
    Dużo zdrówka!! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaram sie, zeby tak calkowicie go nie zdominowal, ale na pewno bedzie go sporo :)

      Usuń
  23. kochana... teraz ja Tobie gratuluje i cicho zazdroszcze:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja oczywiście jestem spóźniona.

    Ale oczywiście gratuluję Wam :) I cieszę się Waszym szczęściem :) :) :) I życzę dużo zdrowia dla Maluszka i dla Mamy również :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...