Przejdź do głównej zawartości

i mamy luty...

No i mamy luty... Bo wiecie, że już luty jest, co nie? Ten czas tak zapitala, że sama byłam w szoku jak spojrzałam w kalendarz. Jakim cudem ja się pytam? Dopiero przecież szykowaliśmy się do świąt, dopiero Sylwester był, a tu już ładnych kilka dni lutego śmignęło. Ale w sumie to dobrze. Bo jak jest luty, to znaczy, że za chwilę będzie marzec, a jak będzie marzec, to i wiosna będzie (OBY!!!), a jak będzie wiosna, to i zajęć będzie duuuuużo i bardzo mnie ta perspektywa cieszy :)))

Niewiele się u nas ostatnio dzieje, a to z racji tego, że Mężu trochę zapracowany, siedzi wieczorami i dłubie w laptopie jakieś rzeczy, których z rysunku nijak nie potrafię odczytać. A ja po pracy albo coś w domu ogarniam, albo książkę czytam, albo na fitness latam i tak spokojnie czas nam płynie. Ktoś może rzec, że nudno, ale cóż... ja tą naszą "nudę" lubię :) Niedługo pewnie będziemy marzyć o takich leniwych wieczorach, bo roboty będzie od groma, więc trzeba się cieszyć nimi póki mamy okazję. W tym tygodniu postawiłam sobie ambitny cel częstszych i intensywniejszych ćwiczeń, żeby w czwartek bez wyrzutów sumienia pojeść sobie pączków i innych pyszności. Ojjjj nie pamiętam już kiedy ostatnio jadłam pysznego chrupiącego pączusia.... mmm... :) No, także trzeba na zapas trochę spalić, żeby później nie martwić się kaloriami. Korzystając więc z tego, że Mężu jest zajęty, latam sobie co drugi dzień na fitness i jest gites :) Nasza instruktorka ostatnio też już wychodzi ze skóry, żeby wymyślić nam mega trudny zestaw ćwiczeń i czasem sama się sobie dziwię jakim sposobem jestem w stanie doczłapać do domu po zajęciach :P
Pamiętacie jak kiedyś pisałam Wam o Moni? Jeśli nie pamiętacie, to można sobie przypomnieć o tutaj
Powiem Wam, że naprawdę już z nią nie wytrzymuję. Dżizas... ta dziewczyna przechodzi już samą siebie. Jest tak wkurzająca i wtykająca nos w nieswoje sprawy (prywatne i służbowe), że mam ochotę już jej coś powiedzieć i naprawdę chyba tylko siłą woli utrzymuję język za zębami. Od tygodnia nasza szefowa jest na zwolnieniu (grypsko) i Monia oczywiście chyba postanowiła wejść w jej rolę, choć nikt (a już zwłaszcza szefowa) jej o to nie prosił. Wiem, bo pytałam. Jest tak wścibska i irytująca, że ciężko się z nią pracuje. Wszystko musi wiedzieć, komentuje każde działanie wszystkich w naszym dziale i oczywiście ona zrobiłaby to lepiej. Nie lubię takiego czegoś, ale robię swoje i staram się nie zwracać na nią uwagi, bo nie chce mi się z nią użerać. Już raz jej powiedziałam co o tym myślę - podziałało na dość krótki czas, teraz zaczyna jej wracać... Nie chciałabym powtórki z rozrywki, ale jak tak dalej będzie, to kiedyś mogę nie wytrzymać :)

Komentarze

  1. oj widzę że Monia jest z piekła rodem...
    a taka domowa nuda jest dobra, chociaż od czasu do czasu potrzebna odskocznia, jak od wszystkiego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, dlatego staramy się fundować sobie takie odskocznie w miarę możliwości :) Ostatnio to był nieplanowany wypad na weekend w góry. Teraz muszę wyciągnąć Męża do kina, bo dawno nie byliśmy :)

      Usuń
  2. Ja ci powiem, że ,,Monie,, to chyba tak mają... Mam taką samą w szkole... najchętniej dyrektora by zastąpiła i nie wolno nic powiedzieć co nie jest po Moniowej myśli ;P Wr...

    A na wiosnę czekam i ja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cos w tym moze jest. W sumie wszystkie dziewczyny o tym imieniu jakie znam nigdy nie przypadly mi do gustu :)

      Usuń
  3. A ja lubię luty, bo... bo to szczególny miesiąc jest ;-) Dla mnie ;-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja lubię luty właśnie dlatego, że już wiem, że lada moment wiosna będzie :) Ale fakt, że czas płynie bardzo szybko!

    I też na fitness ciągle biegam - zwłaszcza wtedy, gdy Franek idzie na popołudnie do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to widze, ze (znowu) mamy podobnie :) W tej chwili u mnie za oknem pieknie swieci slonce i jest naprawde pieknie i zielono... chcialabym, zeby juz tak zostalo.
      A fitness dodaje powera, co? :) Szczegolnie kiedy juz czuc wiosne w powietrzu :)

      Usuń
    2. U mnie wcoraj tez było pięknie - i dzisiaj to samo :)
      Tak, fitness naprawdę wiele daje, chociaż przyznaję, że czasami wybrać się jest mi trudno. Ale się mobilizuję.
      A zapomniałam jeszcze dodać, że ja też lubię naszą nudę. Prawdę mowiąc, zupełnie nie rozumiem, kiedy ktoś narzeka na rutynę w związku - dla mnie często ona jest oznaką tego, że wszystko ma stały rytm, że dobrze się układa, daje mi to poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji :)

      Usuń
    3. cos w tym jest, moim zdaniem lepsza spokojna i szczesliwa nuda niz czeste burze z piorunami :) to nie dla mnie :)

      Usuń
  5. Taka nuda to raczej przyjemność:) Zazdraszczam, no:)
    Lutego nie lubię jakoś, choć nie mam ku temu ważniejszych powodów. Co do dziewczyny - nie dziwię się, wszędobylskie i wszechwiedzące osoby nie są za bardzo lubiane. A Moniki tak mają! Ech:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w zasadzie luty lubie :)
      Widac ten typ tak ma ;)

      Usuń
  6. faktycznie, mnie też każdy dzień leci jak szalony!
    ja tam lubię domową nudę... bezpiecznie się w niej czuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też lubię naszą nudę:))

    co do sprawy z koleżanką- podziwiam Cię za cierpliwość..;)

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas też dziś było pięknie. I prawie przed-wiosennie:)

    I wszystko rozumiem, ale ta Wasza instruktorka to jakaś sadystka jest ;)
    Smacznego jedzenia pączków! Też już czekam na czwartek:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj sadystka, sadystka :) to prawda, ale jak fajnie jest sie tak porzadnie pozytywnie zmeczyc ;)
      a czwartek juz jutro :)

      Usuń
  9. Nadrobiłam "zaległości" i przeczytałam wcześniejszą notkę o Moni. He, he, całą :)
    Wiem, że drugiego człowieka "przerobić" trudno. Najczęściej nie jest to wykonalne. Może taki Ktoś jest nam dany, byśmy się my przemieniali? Gdybam tylko... ;-)

    Lubię wiosnę i też już bardzo czekam :) ale niech wszystko będzie po kolei... włącznie z lutym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, to nawet nie chodzi o zmienianie kogos, kazdy jest jaki jest, ale czasami moglaby dac sobie na wstrzymanie, bo ciezko jest wytrzymac z kims takim na dluzsza mete
      To prawda, wlasciwa kolejnosc jest jak najbardziej wskazana ;)

      Usuń
  10. Nawet mi nie mów o pączkach...nie jadłam ich chyba sto lat....bo potem sie zadreczam ,,po co jadłam....przytyje"- momze w tym roku sie skusze, bo schudłam trochę- to tak w formie nagrody.
    Co do moni to nie mam słów, mało inteligentne dziewcze i to wszystko. Nie wie, po prostu co wypada a co nie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a daj spokoj, raz w roku mozna porzadnie sie najesc ;) Nie martw sie, przed slubem wir przygotowan zrobi swoje i waga poleci w dol na leb na szyje :)

      Usuń
  11. Czas zasuwa jak szalony :))ale akurat w tych zimowych miesiącach wcale mi to nie przeszkadza - na wakacjach na pewno zacznie ;) Pączuś jutro obowiązkowy! (nawet bez ćwiczeń ;P) A Moni... może dosyp coś do kawy?? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, mi to tez zdecydowanie nie przeszkadza :) To bardzo fajne szczegolnie gdy sie na cos czeka ;)
      Co by tu dosypac... srodek na przeczyszczenie? :P

      Usuń
  12. To było o Twojej koleżance z pracy, a nie o Tobie :) Bo chyba tak to odebrałaś ;)))
    mogłam to lepiej sprecyzować, mój błąd. sorki ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie tak sobie poczatkowo pomyslalam, ale pozniej skojarzylam, ze to sie odnosilo do niej, spoko :)

      Usuń
  13. "Byle do wiosny" to moja domena mniej więcej od listopada ;)
    A ja zamierzam się najeść pączków do obrzydzenia, żeby później móc marudzić, że muszę schudnąć :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez mam taki zamiar, poki co na koncie mam 2, wieczorem mam fitness, wiec bede miala wieksza motywacje do cwiczen :P
      A wiosna za oknem juz u mnie jest, chcialabym, zeby tak juz zostalo ;)

      Usuń
  14. Mi zima jakoś nie przeszkadza, zwłaszcza, jeśli jest taka bajkowa jak dzisiaj :)
    Do ćwiczeń mobilizuje się już długi-długi okres czasu, muszę się przemóc wreszcie.
    Pozdrawiam!
    Zamierzam częściej tu wpadać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez lubie zime, nawet bardzo, ale w tym roku wyjatkowo czekam na jej koniec, bo wraz z wiosna zaczna sie spelniac nasze marzenia ;)
      zapraszam oczywiscie czesciej :))

      Usuń
  15. Dziś już czwartek, mam nadzieje, że plan z pączkami wypalił :) raz roku to można się najeść tymi pysznościami, przecież :P
    Też chce już wiosnę... Zima już mi się trochę znudziła :P
    A co do tej Moni, to pewnie faktycznie wkurzająca osoba... Ale gdybyś jej coś powiedziała, w miarę delikatnie, to nie podziałało by? Nie wiem na jakim poziomie się kolegujecie, ale ja tam moim koleżankom wszystko szczerze mówię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. plan z paczkami jak najbardziej wypalil ;) Pyszne byly ;)
      Ja chce wiosne, ale nie dlatego, ze zima mi sie znudzila, bo ja tam zime lubie :) Zreszta, u nas za oknem i tak zimy juz nie ma i robi sie naprawde zielono :)
      Moni juz kiedys powiedzialam co mysle o jej zachowaniu - owszem, pomoglo, ale tylko na kilka dni, wiec dla mnie to prawdziwa walka z wiatrakami

      Usuń
  16. Skoro za pierwszym razem podziałało, to może warto spróbować po raz kolejny dać jej do zrozumienia, że jej zachowanie jest niewłaściwe? Może tym razem podziała na dłużej ;)
    Ja również z niecierpliwością czekam na wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze watpie czy to cokolwiek da :) To ten typ czlowieka, do ktorego niewiele trafia, a juz na pewno nie to, ze cos robi nie tak :)

      Usuń
  17. Wczoraj zjadłam aż trzy pączki, ale pocieszam się tym, że były one domowej roboty, więc pewnie odrobinkę mniej kaloryczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam na koncie 5 :P Ale co tam, czasami mozna ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...