Przejdź do głównej zawartości

Nasza domowa codzienność

Życie na L4 upływa nam leniwie :) Wstajemy przed 9 (trzeba korzystać póki się da :P), później śniadanko, spacerkiem na zakupy (dziś akurat siedzę w czterech ścianach, bo żar się leje z nieba i boję się wychodzić), później trochę odpoczywamy albo ogarniamy to co trzeba w domu, następnie trzeba się powoli brać za obiad i czekać aż Mężu wróci z pracy, wieczorem albo kolejny dłuuuugi spacer, albo załatwianie spraw związanych z naszym gniazdkiem, co oznacza jeżdżenie, szukanie, bieganie i sprawdzanie, ale naprawdę to lubię, więc nie narzekam :) Za 2 tygodnie zaczynam zajęcia w szkole rodzenia, więc mój grafik ulegnie modyfikacji, ale to fajnie, bo lubię  jak coś się dzieje, gdzieś trzeba podskoczyć itp. :) No i przy okazji nauczę się czegoś pożytecznego :)
Jak tak teraz siedzę sobie w pokoju przy otwartym balkonie, mam okazję posłuchać spotkania osiedlowej loży ławkowej :) Bez względu na pogodę na ławkach można spotkać stałe grono obrabiaczy tyłków :) Co jakiś czas zmieniają tylko ławki i przenoszą się pod inną klatkę, a czasem wynoszą. Jak pada deszcz to też siedzą, tyle że pod parasolami (serio!). Skład non stop ten sam, jedna pani (około 60tki) wczoraj siedziała caluteńki dzień, chyba nawet w domu nie była :) Teksty różne lecą jak trafi się jakaś perełka to na pewno
Wam opiszę :)
W pracy podobno młyn. Rozmawiałam wczoraj z koleżanką i mają kupę roboty. Z jednej strony szkoda mi ich, bo sama wiem jak to jest. Jak jedna z koleżanek poszła jakiś czas temu na macierzyński, nie wiedzieliśmy w co ręce włożyć każdego ranka, a wychodząc do domu człowiek nie wiedział jak się nazywa, także wiem co oni tam teraz mają. A z drugiej strony to podobno szefowa już mnie doceniła i widzi, że się nie wyrabiają. Fajnie, tym lepiej będzie wrócić do pracy za 1,5 roku :) Ale póki co cieszę się domową rzeczywistością i dobrze mi z tym :)

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. no leci leci, dzis mija nam 10 miesiecy od naszego slubu, a Wasz juz za kilka dni :)

      Usuń
  2. Korzystaj, póki możesz :) Nam na razie nieco odpuścili kołowrotek, z powodu niedziałającej klimatyzacji, więc siedzimy tylko normalną ilość godzin, bez nadgodzin. Natomiast lipiec zapowiada się dziki. Ale tak to już jest w tej branży, a ja wybrałam sobie zdecydowanie najgorszy moment na przyjście, bo kończenie projektu ;)

    Oj tak, uwielbiam lożę starszych pań z bloku. Mamy taką jedną, która zawsze rozbawia mnie do łez swoimi komentarzami. Tylko u nas nie na ławce, a w windach...Wyobraź sobie, że mamy jedną windę w bloku, a dwie panie potrafiły ją przyblokować na 5 piętrze, bo musiały rozmowę skończyć. Teraz jak jest nowoczesna i ciężej ją tak blokować to już tego nie robią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas windy nie ma, wiec okupuja lawki :) ale podejrzewam, ze gdyby byla, to babki rozlozylyby w niej swoje krzesla i jezdzily w gore i w dol :)

      Usuń
  3. nie wiem jak Ciebie ale wizja siedzenia w domu ponad rok by mnie dobijala ;d ale ciesz sie wolnym bo sie nalezy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez tak mi sie wydawalo, dopoki nie zaszlam w ciaze :) Na pewno na nude narzekac nie bede :)

      Usuń
  4. strasznie szybko ten czas leci ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie Ci. U Was leniwie, a u nas wręcz odwrotnie. Ale wiem, że to się zmieni niedługo ;)
    Powiedz tylko - dlaczego 1,5 roku planujesz zostać w domu? Wiesz już co potem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie wiem czy tak leniwie. Po poludniu i w weekendu jestesmy na pelnych obrotach w zwiazku z naszym gniazdkiem, a i w dzien jest co robic w domu.
      1,5 roku liczac urlop macierzynski i zalegly urlop. Od 2015 synek do zlobka, a mama wraca do pracy :)

      Usuń
  6. Leń się ile możesz, za jakiś czas zatęsknisz za nic nie robieniem ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie obijaj się póki możesz :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...