Przejdź do głównej zawartości

Ostatni dzień w pracy

Dziwnie mi... po 6 latach pracy w Firmie przekazuję swoje obowiązki. Dziś jestem ostatni dzień w pracy, jutro wizyta u Pana Doktora i dłuuuuugie L4... Z jednej strony się cieszę, bo naprawdę mam już dość, ciężko jest wysiedzieć 8 godzin przy biurku i mój kręgosłup zdecydowanie odmawia posłuszeństwa, dlatego się cieszę, że będąc w domu będę mogła spędzać czas w różnych pozycjach. Zwłaszcza, że pogoda zrobiła się w końcu piękna i mam zamiar z niej korzystać podczas spacerków, póki mogę. Z drugiej strony dziwnie mi, bo po tych kilku latach dziwnie będzie "siedzieć" w domu, choć już teraz wiem, że na nudę narzekać na pewno nie będę :) Nie mówię, że jestem niezadowolona czy coś, bo jestem, w końcu perspektywa tak długiego wolnego od pracy zawodowej to nie byle co. Jakaś nostalgia mnie dopadła, bo oto powoli bardziej namacalnie rozpoczyna się kolejny etap mojego życia. Pełniejszy :) A szefowa obiecała, że moje stanowisko i moje biurko będą na mnie czekać i usłyszałam kilka innych ciepłych słów, dzięki którym poczułam się naprawdę doceniona. To baaaardzo miłe :) W każdym razie będą tam na mnie czekać z otwartymi ramionami. Super :)
Dobra, koniec przerwy na jogurcik, czas brać się dalej za robotę i przekazywać sprawy dalej. Jutro napiszę - już z domu :)

Komentarze

  1. Wspaniale, że idziesz na zwolnienie, mając jednocześnie ten komfort psychiczny, że w firmie będą na Ciebie czekali.:)
    To dobrego ostatniego dnia... a od jutra... może będzie wiecej notek? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaram sie oczywiscie pisac czesciej :)
      To prawda, fajnie isc na L4 ze spokojem, wiedzac, ze ma sie dokad wracac :)

      Usuń
  2. Zasłużyłaś sobie na tak długie L4 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bede nieskromna, ale co tam - ja tez tak uwazam :P

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. to prawda :) i mimo wszystko pracowity, tylko w innej sferze

      Usuń
  4. Nie dziwię się, że ogarnia Cię nostalgia - chyba każdy tak ma :) kiedy się kończy szkołę, pracę - zawsze człowiekowi w jakimś sensie szkoda tego etapu, który właśnie mija :) Ty masz jednak o tyle dobrze, że tam za jakiś czas powrócisz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, ale wtedy moje zycie bedzie wygladac juz zupelnie inaczej :)

      Usuń
  5. Dobrze, że miejsce pracy będzie na Ciebie czekać, nie ma to jak komformt psychiczny.
    Spokojnego ostatniego dnia przed L4 :)

    OdpowiedzUsuń
  6. udanego czasu oczekiwania :) na pewno nie będziesz się nudzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nie bede, jestem tego pewna :)

      Usuń
  7. Też sobie nie potrafię wyobrazić tak nie wychodzić codziennie do pracy :)
    Dobrze, że tak pozytywnie odbierają w pracy Twoje zwolnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest dziwnie, nie powiem, ale przyzwyczaje sie :)

      Usuń
  8. Ja się dopiero tego uczę tj. codzienności w pracy. Do tej pory korzystałam z beztroski studenckiego czy szkolnego życia. Jednak nie dziwię Ci się, że wybrałaś L4 - mi jest ciężko wysiedzieć 8h przy komputerze, a co dopiero kiedy brzuszek rośnie, a maleństwo fika w środku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kazdej nowej rzeczywistosci trzeba sie nauczyc, ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic :)
      To prawda, ciezko jest siedziec w jednej pozycji przez 8 godzin, a i Synkowi jest juz niewygodnie

      Usuń
  9. Wypoczywaj jak najwiecej :) Swoja droga dobrze w Pl macie z L4 - tutaj kobiety w ciazy nie dostaja tyle wolnego (no chyba ze ciaza jest zagrozona i lekarz stwierdza ze mamusia musi lezakowac do konca ciazy...) Enjoy :) I fajnie ze w pracy beda na Ciebie czekac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taki mam zamiar. To prawda, fajnie jest moc skorzystac z takiego L4 :)

      Usuń
  10. Faktycznie dziwnie:) Tyle lat i tu takie długie L-4:) Nawet jak czasami wkradnie się nuda, to... nie ma tego złego:) Grunt, że czekają na Ciebie! I że Cię docenili:) A tymczasem... miłego leniuchowania z Małym! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj bardzo dziwnie :)
      Tez sie ciesze, ze na mnie czekaja :) To bardzo poprawia komfort psychiczny :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...