Przejdź do głównej zawartości

Sportowo

Ostatnio w TV co weekend można oglądać mecze Ligi Światowej siatkówki. Każdy oglądam z zapartym tchem jednocześnie bardzo żałując, że w tym roku nie jest mi dane tam być i kibicować na żywo. I pomyśleć, że kiedyś nie cierpiałam siatkówki :) Skutecznie zraziła mnie do niej nasza nauczycielka z podstawówki, która nie dość, że ciągle nas nią męczyła (na zmianę z bieganiem na profesjonalnym stadionie przy naszej szkole) i nie przyjmowała do wiadomości faktu, że nie wszyscy mogą być orłami w każdej dyscyplinie.I właśnie przez nią przez wiele lat sam dźwięk słowa "siatkówka" działał na mnie jak płachta na byka. Ale nadszedł taki dzień, że moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni, dzięki mojemu kuzynowi - zapalonemu kibicowi siatkówki. Miałam wtedy chyba z 15 lat, a Dawid od zawsze był i nadal jest zapalonym kibicem. Zmusił mnie wtedy do obejrzenia z nim meczu od początku do końca i tak się wciągnęłam, że zostało mi tak do dziś. Najpierw szalałam przed telewizorem, a po jakimś czasie zaczęłam jeździć na mecze, początkowo z kuzynem i jego dziewczyną, później dołączył do nas Mężu i tak przez wiele lat MUSIELIŚMY zaliczyć przynajmniej jeden mecz reprezentacji. Wracaliśmy zawsze pełni wrażeń, a ja dodatkowo ze zdartym gardłem. W tym roku niestety nie mogliśmy jechać, raz ze względu na fakt, że kasę wolimy przeznaczyć na nasze gniazdko, a dwa ze względu na moją ciążę (a patrząc na to, co wyprawiam na meczach, nasz Synek mógłby się urodzić na trybunach :P). Pilnie śledziłam wszystko w TV i stwierdziłam, że to jednak nie to samo. Niby emocje podobne, ale brakuje mi strasznie całego tego huku, trąbienia, krzyku, muzyki.... całej otoczki. TV nie jest w stanie oddać tego, co dzieje się na takim meczu. Emocje i cała atmosfera naprawdę porywa człowieka całkowicie. Szkoda, że śledząc wszystko przed telewizorem słychać tylko brzęczenie :) Ale to nic, kiedyś sobie wszystko odbijemy, a później może dołączy do nas Synek i stanie się równie zapalonym kibicem, co jego rodzice :) Oczywiście nic na siłę, tylko jeśli będzie chciał :)

Komentarze

  1. Ja też oglądałam każdy mecz, a siatkówka to jeden z moich ulubionych sportów i bardzo żałuje, że nie poszłam w tym kierunku.
    To fakt, w tv nie ma tej atmosfery co na trybunach, dlatego Ja staram się być osobiście na meczach, czy to koszykówka, czy to siatkówka, czy żużel :)

    Kto wie, może Wasz synek też pójdzie w kierunku sportu? Przyszłość pokaże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, na zywo to zupelnie cos innego :)
      Jesli tylko Synek bedzie tego chcial, to nie widze przeszkod. Ale nic na sile. To musi byc Jego wybor, nie nasz :)

      Usuń
    2. To prawda :)
      a tak w ogóle jak się czujesz?

      Usuń
    3. bardzo dobrze, choc pewne czynnosci, jak chocby zwykle schylanie, przychodza mi z coraz wiekszym trudem, ale nie moge i nie bede narzekac :)

      Usuń
  2. Ja mam te same odczucia, chociaż ja do dziś nienawidzę siatkówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sumie grac nie cierpie do dzis, ale kibicowanie to juz zupelnie inna bajka ;)

      Usuń
  3. Nie lubię siatkówki, może dlatego, że nigdy mi nie wychodziła ta gra:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez wlasnie z tego powodu nie lubilam siatkowki. Do czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja byłam w piątek w Katowicach - emocje niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Katowicach atmosfera jest wyjatkowa :)

      Usuń
  6. W szkole lubiałam grać w siatkówkę ;-)
    ale oglądać na TV nie lubię ;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...