Przejdź do głównej zawartości

"Spadkobiercy" Kaui Hart Hemmings

Kilka dni temu skończyłam czytać swój najnowszy książkowy nabytek - "Spadkobierców"  autorstwa


Komentarze

  1. Nie czytałam książki, ale widziałam film, bardzo reklamowany wszędzie. Film mi się podobał, historia też. Naprawdę dobrze zrobiony obraz. Ale jak się ma do książki i czy ją wiernie odtwarza, jak jest napisana - nie wiem. I nie sądzę bym po książkę jeszcze sięgnęła. Rzadko to robię po obejrzeniu filmu. Znam już historię, jej bieg i zakończenie, więc rzadko jestem ciekawa jak to jest ukazane w książce.
    Ale temat rzeczywiście trudny. I w sumie ciężko powiedzieć, czy taka historia może się 'podobać'. Mnie poruszyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie tu jest ten haczyk - "ciezko powiedziec czy moze sie podobac".
      Ja zazwyczaj robie odwrotnie i najpierw siegam po ksiazke :) i tez nie sadze, bym obejrzala jeszcze film :)

      Usuń
  2. a mi film nie przypadl do gustu.
    ja teraz czytam "bez mojej zgody" i juz nie moge doczekac sie az skoncze, do 350 strony bylam strasznie wkrecona, a teraz ciagnie sie jak flaki z olejem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj az dojdziesz do konca. Bedziesz zaskoczona :-) bardzo mi sie podobala ta ksiazka

      Usuń
  3. A ja niestety nie czytałam ale chyba wyślę M. do biblioteki ;)
    Bardzo lubię takie realistyczne ,,flaki z olejem,,... :D
    A powieść w filmie traci moc ;P Nie lubię oglądać takich filmów, bo moje wyobrażenia podczas czytania zupełnie się z mieniają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, ja tez wyobrazilam sobie wszystko w jakis konkretny sposob i nie lubie jak moje wyobrazenia nie pokrywaja sie w rzeczywistoscia :)

      Usuń
  4. Ja też bardzo rzadko oglądam film przed książką. Ale tym razem oglądałam tylko film (szczerze nawet nie wiedziałam, że jest książka). Film dosyć mi się podobał, nie powalił, ale jakoś tak zaintrygował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja mam dokladnie takie same odczucia co do ksiazki :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...