Przejdź do głównej zawartości

Nerwy i dylematy

Ostatnio mam wrażenie, że jak magnes przyciągam niesłownych ludzi. W ciągu zaledwie 2 tygodni mieliśmy 2 takie przypadki, że głowa mała i kosztowało nas to naprawdę mnóstwo nerwów i stresu, które (wiadomo) w moim przypadku są kompletnie niewskazane, ale czasami naprawdę nie da się przejść nad czymś takim do porządku dziennego nie rzucając po drodze porządnymi bluzgami (Synkowi kazałam wtedy zatkać uszka :P). W zasadzie dalej mamy, bo to nadal trwa. Z przypadkiem pierwszym mamy do czynienia już od dłuższego czasu, ale od kilku tygodni kompletnie nie da się z nim dogadać. Mówi jedno, robi drugie, a na pytanie "kiedy?" dotąd padała odpowiedź jutro na pewno, a od wczoraj nastąpiła zmiana frontu na "nie wiem jeszcze". Po prostu witki opadają do samej ziemi, a nawet zdecydowanie niżej. Moje to już chyba zbliżają się do jądra ziemi. Szału już dostaję i na moje zdecydowanie za niskie ciśnienie nie potrzeba mi nawet kawy, bo ten czynnik zewnętrzny skutecznie mi je podnosi. Aż za bardzo... Synek naprawdę urodzi się zaprawiony w walce o swoje. Robię wszystko, żeby maksymalnie oszczędzić mu stresów, ale momentami naprawdę nie daję rady, a że ja z natury nerwowa jestem i wszystkim się przejmuję, to wyzwanie mam podwójne i wydaje mi się, że niezbyt dobrze mi wychodzi sprostanie mu.
Przypadek drugi pojawił się nie dawno. To znaczy był w naszym życiu od dawna, ale niedawno rzucił bardzo ciekawą propozycję pod naszą rozwagę. Obojgu nam się spodobała i naprawdę poważnie nad nią myślimy, choć ostatnio trochę na zasadzie "i chciałabym, i boję się", bo wiadomo jak w przypadku każdej (albo zdecydowanej większości przypadków) za całym szeregiem "za", maszeruje też jakaś mniejsza lub większa ilość "przeciw". Tutaj co prawda "przeciw" jest tylko jedno, ale jednak jest i to takie, które trzeba naprawdę poważnie przemyśleć, żeby nie wpakować się na minę. No to w takim razie co jest nie tak z tym przypadkiem? Już tłumaczę. Po rzuceniu propozycji "przypadek" zaczął się zachowywać kompletnie nieadekwatnie do swoich słów. Niby zapewnia, że tak, nadal podtrzymuje propozycję i absolutnie nie zmienił zdania (poprosiłam osobę, która ma z nim styczność na codzień o wybadanie sytuacji, ta zapytała go o to wprost (!) i właśnie taką otrzymała odpowiedź), ale patrząc na zachowanie tego "przypadku" po prostu człowiek głupieje i sam nie wie co o tym myśleć. A zasada "i chciałabym, i boję się" zdecydowanie zyskuje na znaczeniu.
Podsumowując - odliczam już dni, kiedy przypadek pierwszy będzie dla nas historią i nie będziemy musieli go znosić (choć patrząc na to z boku perspektywa ta jakoś tak mi się oddala) i intensywnie myślę nad propozycją przypadku drugiego, może czasem nawet zbyt intensywnie, ale to po prostu nie może wyjść mi z głowy i wraca do mnie jak bumerang. Jak bumerang na dopalaczach, który ledwo rzucisz, a już jest z powrotem. Trzymajcie kciuki, żeby obie sytuacje szybko (i pozytywnie!!!) się wyklarowały, bo naprawdę oszaleję. Nie cierpię czegoś takiego i źle się czuję z takimi zagwozdkami.

Przepraszam, że dziś serwuję takie smęty, ale i to jest czasem potrzebne. Stwierdziłam, że po to mam bloga, żeby móc się na nim wygadać na każdy temat (choć tutaj bez wdawania się w szczegóły, bo tak wolę). Wolałam wygadać się tutaj niż ryzykować, że jakieś przemyślenia mimowolnie wkradną mi się do pamiętnika naszego Synka, bo przecież nie będę mu zaśmiecać wspomnień takimi sprawami, które tak czy siak spędzają mi sen z powiek. Bo ja taka przejmująca się wszystkim dupa wołowa jestem i tyle :)

Miłego dnia.

Komentarze

  1. A wygaduj się! Lepiej nam niż biednemu Michaśkowi :D!
    Trzymam kciuki!
    U Was zawsze jest dobrze! Będzie i tym razem !

    37 dni... ale to zleciało... jeszcze chwila i będziemy poznawać Waszego syna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje, ciesze sie, ze rozumiesz :)
      Mam nadzieje, ze bedzie dobrze, bo naprawde nie lubie takich sytuacji i czuje, ze mnie to w tej chwili zdecydowanie przerasta.

      Usuń
  2. Fajne jest właśnie to, że masz bloga po to by wylać z siebie swoje emocje. Myślę, że na pewno choć trochę Cię to oczyściło! :) Mam nadzieję. Nie wiem o co chodzi, ale trzymam kciuki, aby wszystko potoczyło się po Twojej myśli. Pozdrowionka dla Ciebie i dla Synka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo moim zdaniem blog jest po to, zeby pisac to co czlowiekowi lezy na sercu. Nie tylko to co cieszy, ale tez to co boli i smuci.
      Ja tez chcialabym, zeby wszystko potoczylo sie tak, jak bym tego chciala albo żeby chociaz sytuacja sie wyklarowala, bo najbardziej nie lubie takiego zawieszenia i niepewnosci

      Usuń
  3. Wcale Ci się nie dziwię, ja też się zawsze wszystkim przejmuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka juz chyba nasza natura :) a jak juz dochodzi do tego sprawa wiekszego kalibru plus szalone hormony ciazowe, to robi sie naprawde nieciekawie... Ale coz... wszystko trzeba jakos ogarnac, co nie? :)

      Usuń
  4. Kwiatuszku każdy chyba ma swoje nerwowe dylematy, dobrze, że możęsz złość wylac na blogu i nie szkodzic synkowi....
    a życzę aby sie wyklarowało pozytywnie...
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie dziekuje, mam nadzieje, ze tak bedzie...

      Usuń
  5. Kochana, po to też jest blog:) A żadne z nas nie jest wiecznie uśmiechnięte i spokojne. Różne są sytuacje, które przysparzają nam nerwów, a wylanie tego z całą pewnością pomaga. Też jestem osobą, która przejmuje się wszystkim. Aż za bardzo. Każdą pierdołą! A do tego jestem impulsywna, plotę 3 po 3 i rzucam słowami, o jakie mnie nawet nie podejrzewasz.

    Oby było dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiem i dlatego tym bardziej doceniam takie miejsce jakim jest blog. Mimo ze nie wdawalam sie w szczegoly to jakos mi lzej kiedy sie wygadalam i mam nadzieje ze sprawy uloza sie po naszej mysli. Oby tak bylo.

      Usuń
  6. Jestem taką samą przejmującą się wszystkim dupą wołową :P
    Dlatego rozumiem, że musiałaś po prostu to z siebie wyrzucić!
    Tulę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje i ciesze sie, ze to rozumiesz :)

      Usuń
  7. Kochana niech Wam sie szybko wszystko wyklaruje, zeby Maly Czlowieczek nie musial sie stresowac :)

    Buziol xxx

    OdpowiedzUsuń
  8. Tez bym tego chciala. Moz jutro cos sie ruszy w jednej ze spraw. Zobaczymy :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie lubię takich sytuacji, a w szczególności, gdy wiem, że nie wszystko zależy ode mnie.

    Dużo spokoju życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez nie lubie. Ale jest szansa, ze dzis jedna sie wyjasni, a druga trzeba bedzie po prostu przeczekac.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...