Przejdź do głównej zawartości

Co u nas

I kolejne 2 tygodnie minęły jak z bicza strzelił... Kiedy? Nie mam zielonego pojęcia...
Chciałabym pisać częściej i częściej u Was bywać, ale jeszcze muszę poczekać na taki czas. Na razie staram się bywać w miarę możiwości, bo wiadomo, są rzeczy ważne i ważniejsze :)
Synuś jest bardzo absorbujący w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Za nami pierwszy skok rozwojowy, który przetrwaliśmy prawie "bezboleśnie". Jest naprawdę bardzo grzeczny, prawie nie płacze, co mnie bardzo zaskoczyło. Oczywiście dopóki mama jest w pobliżu. Gorzej jak znika ;) Mały Miś ma chyba jakiś radar i wyczuwa, kiedy wychodzę, a wtedy tata albo dziadkowie mają przechlapane. Ale cóż, czasem trzeba pewne rzeczy załatwić osobiście i Malutki musi się przyzwyczaić do takich chwil.
Rośnie nam dziecię w oczach. Waży już równiótkie 5kg, pięknie się uśmiecha i coraz częściej nas zagaduje. Cudny jest. I cudne jest uczucie, kiedy całym sobą wtula się w mnie i zasypia albo po prostu się do mnie przykleja i rozgląda wokoło z wysokości moich ramion i nikt najczęściej nie może go wtedy ruszyć :) Jestem zaskoczona, że w ogóle nie dokucza mi zmęczenie. Myślałam, że będę chodzić na rzęsach po nieprzespanych nocach, ale o dziwo mój organizm całkiem fajnie funkcjonuje. Nawet dziś po 2 godzinach snu :P W sobotę byłam u ginekologa, wszystko wróciło do normy, zagoiło się jak trzeba. No Mężu wniebowzięty, bo dostaliśmy zielone światło na... ;) Tylko trzeba się pilnować, żeby Misio za szybko rodzeństwa nie miał ;)
Ostatnio tak się zastanawiałam jak to jest z tym kiepskim przyrostem naturalnym w naszym kraju i stwierdziłam, że nasza rodzina chyba postanowiła poprawić wyniki :P W tym roku przybyło nam pięcioro smyków, a kolejna trójka czeka w kolejce i pojawi się w pierwszej połowie przyszłego roku. Fajnie, nasz Synek będzie  miał wielu kuzynów i kuzynek w swoim wieku. Wesoło będzie jak wszyscy się zejdą. Tak jak nasza banda kuzynostwa, kiedy byliśmy mali :)
Za oknem zima... Pierwszy śnieg w życiu naszego Misia :) Mieliśmy iść na spacer, ale nic z tego, za bardzo sypie... Cóż, taki urok bliskości gór :)

Notka dziś bez ładu i składu, za dużo mam do opisania, za mało czasu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie :)

Komentarze

  1. no to będziecie mieć wesoło jak się dzieciaki rozgadają lub rozgugają;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie, nacieszcie się pierwszym dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój Koton waży 5 kilogramów :D A nie mam siły go nosić ;P
    Fajnie, że dobrze się Michałek rozwija :) I cieszę się, że nie czujesz się taka zmęczona. Z opowiadań mamy i koleżanek mam wiem, że jednak największe zmęczenie przed Tobą, bo teraz takie dzieciątko jest zazwyczaj grzeczne. Ale życzę Ci by już taki pozostał :) A co u Was? Jak się odnajdujecie w nowej roli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zmeczenie bedzie nadal tylko pewnie innego rodzaju. Ale nie martwi mnie to ani troche :-)
      o nas w nowej roli napisze nastepnym razem

      Usuń
  4. Ważne, że napisałaś:) A skład i ład jest, nie przesadzaj:) Moim zdaniem dużo dzieci się rodzi i mogłoby rodzić się więcej, ale ludzi niestety na dziecko nie stać - nie lubię tego określenia, ale taka prawda;) U mnie w rodzinie w ogóle maluchów nie ma... Ale pewnie jak posypią się to wszystkie naraz :)

    Teraz to wy cieszcie się z Mężem sobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda ze aspekt finansowy coraz czesciej przewaza szale na nie przy podejmowaniu decyzji o dziecku

      Usuń
  5. Fajnie, że starasz się raz za kiedy napisać, co słychać :) Na pewno synek zajmuje CI prawie cały czas, ale pewnie to piękne chwile spędzone z nim :D
    Hmm, chyba mądrze mówisz, każdy inaczej planuje dzieci ale też bym nie chciała mieć nigdy w takim jakimś krótkim odstępie czasu :) Nacieszcie się swoją trójką póki co:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram sie :-)
      tak kazdy inaczej do tego podchodzi. Mowiac o planowaniu przypomina mi sie powiedzenie "jesli chcesz rozsmieszyc Pana Boga powiedz mu o swoich planach" :-)

      Usuń
  6. Ja to Cię nieodmiennie podziwiam, że tak pięknie weszłaś w macierzyństwo:) super:)) osobiście się przy pierwszym dziecku bardzo szarpałam - a Ty - po prostu człowiek się sam uśmiecha!

    Niech Misiołek dalej tak na pociechę rośnie!
    A na wzmiankę o śniegu przypomniał mi się Twój post o śniegu, sprzed - nie wiem - dwóch lat? (że za dużo i ile można) Il tempo vola - czas leci - mówią Włosi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jakos gladko to poszlo na szczescie i fajnie dogadujemy sie z Malym.
      No ciekawe kiedy bede miec dosc sniegu :-) na razie pokazuje go Synkowi :-)

      Usuń
  7. Czyli dziecko aniołek ??
    U mnie w rodzinie natomiast dzieci jest bardzo mało...jeszcze do niedawno nie było ich praktycznie w ogóle :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami potrafi pokazac rozki jak kazde dziecko ale bardzo rzadko a i tak jest kochany :-)
      u nas tez dlugo nie bylo dzieci w rodzinie az w konu worek sie rozwiazal i co chwile jakies sie rodzi. Moje pokolenie weszlo w taki etap zycia :-)

      Usuń
  8. Ja, w moim wieku miałam czwórkę kuzynostwa, i oj działo się:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję Maluszka i cieszę się, że jest takim Skarbem dla Was :) Zdrówka Wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyjemnie czyta się takie pozytywne posty. :)

    http://nowy-feminizm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Kfiatuszku Wesołych Świąt już w trójkę. Buziaczek dl synka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...