Przejdź do głównej zawartości

Jak to jest być rodzicami - by Kfiatushek & Mężu

Pod poprzednim postem Ida zapytała jak odnajdujemy się w roli rodziców, więc dziś będzie na ten temat.
Pomimo tego, że mieliśmy prawie 9 miesięcy, żeby sobie to uświadomić, w dniu przyjścia na świat Synka ciężko było nam uwierzyć w to, że to JUŻ, że mamy dziecko i jesteśmy rodzicami. Oczywiście przepełniało nas szczęście, ale też niedowierzanie, że to dzieje się naprawdę. Z każdym dniem oswajaliśmy się z nową rzeczywistością i teraz nie wyobrażamy sobie już jak to było zanim Miś się urodził. Jak mogliśmy żyć bez Niego? Nie mam pojęcia. Mężu owszem potrafił wcześniej okazywać uczucia, ale nie był jakoś szczególnie wylewny, teraz to się zmieniło. Codziennie po powrocie z pracy dosłownie rzuca się na Małego, tuli Go, całuje, rozśmiesza i robi wszystko, żeby nadrobić stracone godziny, kiedy nie było go w domu. Żadna kąpiel nie może się odbyć bez Męża, po prostu to uwielbia, a na punkcie Synka dosłownie zwariował. Ze mną jest zresztą tak samo :) Niesamowita jest świadomość, że to my powołaliśmy do życia tak cudowną istotkę :) kocham te chwilę, kiedy rankiem Synek się budzi, patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi niebieskimi oczkami, a później posyła mi najpiękniejszy uśmiech na świecie. Kiedy po jedzeniu wtula się we mnie całym sobą, rozgląda sie po pokoju i mnie szuka, a kiedy mnie zobaczy słodko się uśmiecha.
Nawet największe zmęczenie mija, kiedy karmię Go w nocy, a On przerywa jedzenie, żeby na mnie popatrzeć i się uśmiechnąć. Łzy aż same cisną się wtedy do oczu i robi mi się tak ciepło na sercu.
 Zrobiłabym dla Niego wszystko. Oboje kochamy Go nad życie i robimy wszystko, żeby być dla Niego jak najlepszymi rodzicami. Mam nadzieję, że nam to wychodzi. :)

Komentarze

  1. Na pewno jesteście świetnymi rodzicami :) Pięknie to opisałaś! Całusy dla Waszej trójki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, słodko to napisałaś :)
    Tak się cieszę, że jesteście w Trójkę tacy szczęśliwi :)
    To pewnie niezwykłe uczucie, że dzięki Wam Miś pojawił się na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda uczucue ze Misiu jest na swiecie dzieki nam jest niesamowite

      Usuń
  3. Naprawdę zachwycam się Twoim Mężem Kfiatushku, i po cichutku zazdroszczę, bo mój nigdy taki wyrywny do niemowląt nie był, ech może powinien mieć syna?;)
    Cieszę się, że Wam się układa. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  4. Najwazniejsze ze jestescie szczesliwi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie, że się spełniacie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno jesteście świetnymi rodzicami :*

    OdpowiedzUsuń
  7. przypomniałaś mi tym wpisem nasze początki z naszymi Dzieciakami, u nas Tata też oszalał całkowicie na punkcie Młodych, zwłaszcza Córy (u Synka zabrało mu to nieco więcej czasu, za to teraz pełna sztama, już samochód razem w garażu parkują;))...myślę, że "aktywny" udział taty od samego początku - wspólne wizyty u lekarza w ciąży, obserwowanie Maluszków na obrazie usg, w końcu wspólne porody, przecinanie pępowiny - no to musi poruszyć nawet największego Twardziela ;) ...i tak rodzi się więź...
    Wszystkiego Dobrego dla Was w Nowym Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama notka jest przepełniona taką fajna radością:)

    Naprawdę to czuć:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co tam u Was Kochani w tym nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteście cudownymi rodzicami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana pieknie tam u Was.. tylko pozazdroscic i przekaz mezowi, ze super z Niego Tatko, bo ze Ty jestes super, to juz wiadomo dawno he he :)))

    Buziaki xxx

    OdpowiedzUsuń
  12. :) jakże miło jest czytać takie wpisy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...