Przejdź do głównej zawartości

Dzień Taty po raz pierwszy... Dzień Mamy też :)

Dziś po raz pierwszy świętujemy Dzień Taty :) Po raz pierwszy oficjalnie, bo rok temu Tatuś dostał buziaka od Synka przez brzuszek, choć wtedy jeszcze z lekką dozą nieśmiałości, bo wiadomo, żeby nie zapeszać... :) Z tej dzisiejszej okazji Tatuś dostał mnóstwo mokrych buziaków i został ugryziony w nos dwiema jedynkami (podobno przez przypadek :P). Po powrocie z pracy zabrał Synka na męski spacer, a mamusia tym sposobem miała 1,5 godzinki dla siebie, które poświęciła na totalnie nicnierobienie :P a co!, czasem się człowiekowi należy, no nie? pomalowałam sobie paznokcie, wypiłam sobie herbatkę na tarasie i delektowałam się chwilą... ale po godzinie stwierdziłam, że dziwnie i pusto mi bez nich w domu i kątem oka zerkałam czy już idą, i nie ukrywam, że ucieszyłam się, kiedy wrócili :) Teraz Mężu usypia Juniora na górze, a ja robię za ewentualne posiłki cyckowe w razie potrzeby. Póki co piszę i nasłuchuję czy chłopaki będą mnie wzywać.
Swoje majowe święto też uważam za wyjątkowe. Wyjątkowe, bo również pierwsze :) dostałam od Misia własnoręcznie narysowaną laurkę w stylu wesołej ekspresji autora - dla mnie najpiękniejszy rysunek na świecie (Mężu mówił, że namęczyli się trochę zanim załapali co się z czym je) oraz bukiet kwiatów z łąki niedaleko naszego Gniazdka. Wieczorem Synuś zafundował mamusi możliwość delektowania się cieplutką kąpielą przy świecach w ramach domowego SPA :)
Kurcze, aż trudno uwierzyć, że do tej pory tylko składaliśmy życzenia swoim rodzicom, a teraz sami świętujemy te dni. I jest to naprawdę piękne :)

A co u nas po weekendzie? Całkiem fajnie było. Brak planów jak najbardziej był wskazany, bo dni w sumie same się zapełniły. W czwartek poszliśmy na procesję, którą Junior dzielnie przejechał w wózku zwisając przez poręcz i podziwiając kwiaty na ulicy :P Po południu wpadli dziadkowie i zrobiliśmy sobie małego grilla. W piątek spontaniczny telefon od znajomych i razem z nimi i ich dziećmi (dwie dziewczynki lat 1 i 3) wybraliśmy się do zoo. Ludzie - wieki tam nie byłam! W sumie my dorośli byliśmy chyba pod większym wrażeniem niż dzieci, które padły w wózkach w połowie zwiedzania :P Obiecaliśmy sobie, że w tym roku obowiązkowo jedziemy jeszcze raz. Przejście całej trasy zajęło nam 5 (!) godzin, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego. Naprawdę warto było. W sobotę w sumie nie robiliśmy nic, wypoczywaliśmy po dniu poprzednim, a w niedzielę zostałam Matką Chrzestną małego Julka :) I tym sposobem mamy z Mężem trójkę chrześniaków. W sumie mam nadzieję, że dojdzie jeszcze max jedno (bo pewnie Mężu będzie kiedyś chrzestnym u swojej siostry), bo jak później zaczną się komunie i wesela, to normalnie zbankrutujemy jak nic :P a patrząc na trendy komunijne chyba trzeba zacząć już odkładać (choć my nie z tych, co to quady dzieciom kupują na komunie...). Wracając do chrztu Julka to było naprawdę sympatycznie - mały wiejski kościółek, dziecko na honorowym miejscu i msza dedykowana spacjalnie jemu. Naprawdę nam się podobało. Kiedy po wszystkim Julek padł zmęczony wrażeniami, pałeczkę przejął nasz Junior i został gwiazdą i maskotką wieczoru :) był mega grzeczny i wesoły, a jak ktoś włączył mu muzykę, to mało nie wyskoczył z rąk osobie, która go trzymała. Dumni z Niego byliśmy jak pawie :) Wróciliśmy do domu o 20, ale Junior ani myślał iść spać i przedłużył sobie imprezę w domu. Tak się rozbawił, że wygłupial się do 22:30, kiedy to bateryjki mu się wyczerpały. Padł i spał do rana jak suseł.


tak więc fajnie było, mam nadzieję, że u Was też :)
miłego wieczoru życzymy :)

Komentarze

  1. :) miło czytać same pozytywne wieści :)
    U nas narazie dzień Mamy i Taty z pozdrowieniami z brzuszka i kopniakami ale i tak wyjątkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z roku na rok będą to coraz piękniejsze święta.
    Ja w tym roku dostałam wierszyk od Tymka, sam z siebie wieczorem mi powiedział...a nawet tego dnia nie był w żłobku, nikt mu nie przypominał o tym, że ma to zrobić. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i pieknie, Tymek to madry chlopczyk i jak widac nie trzeba mu przypominac :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...