Przejdź do głównej zawartości

Wbrew pozorom nie o pogodzie

Mówcie co chcecie, ale pogoda za oknem jest naprawdę pokopana. Pod koniej maja grzało niesamowicie (jak dla nas aż za bardzo), a teraz cały czerwiec jakiś taki dziwny jest. Niby słońce świeci, a jak już się wyjdzie na zewnątrz, temperatura szaleje - w słońcu za ciepło, w cieniu za zimno. Człowiek nie wie jak samego siebie ubrać, a co dopiero dziecko. Przy takiej pogodzie nigdy nie wiem czy jest mu ok. Póki nie marudzi i nie jest zmarznięty/spocony zakładam, że tak :)
No ale nie o pogodzie miało dziś być...
Któryś raz z kolei zaczynam ten temat, ale coś nie mogę napisać tego co chcę w taki sposób, żeby trzymało się kupy i żeby wiadomo było o co chodzi. Nie wiem czy i tym razem mi się uda, ale spróbuję.
Znacie taki typ człowieka - specjalista od wszystkiego, wszechwiedzący w każdej dziedzinie, zawsze mający odmienne zdanie od mówiącego, a jak ktoś ośmieli się mieć inne zdanie od niego, a co gorsza głośno je wyrazić (czy tylko ja tu widzę paradoks?), momentalnie trafia na jego czarną listę. I 'osobnik" się obraża. Potencjalnie na zawsze. Potencjalnie, bo nigdy nie wiadomo co mu do głowy strzeli. Mamy takiego "osobnika" w rodzinie (nie, nie chodzi o moją teściową :P), a na jego czarną listę co chwila trafia ktoś nowy i w ten sposób konkakt z nim utrzymuje coraz mniej osób, a i one bardziej z obowiązku niż z własnej woli. W tej chwili została ich naprawdę garstka. Generalnie jego zachowanie mi totalnie zwisa dopóki nie dotyczy nas, ale zauważyłam, że powoli i do nas zaczyna się przypinać, kiedy się spotykamy. A to, że Mężu jest taki czy siaki, że robi coś tak, a nie inaczej, a to, że ja coś robię, mówię, w ogóle żyję nie tak jak on to sobie wyobraża. Jeśli my mówimy, że coś jest białe, dla niego jest czarne, nie ważne czy ma rację, czy nie ma... dla zasady zdanie ma odwrotne. Sam krytykuje dosłownie wszystko, ale krytyki przyjąć nie potrafi. Co gorsza, nie potrafi powiedzieć tego wprost - po prostu się obraża, a tyłki obrabia nam za plecami, na szczęście do osoby, która uczciwie nam o tym mówi, żebyśmy wiedzieli jak jest. Póki co podchodzę do tego spokojnie, ale ja spokojna jestem do czasu. Jak mi ktoś zalezie za skórę, potrafię ukąsić i to boleśnie. Nie trawię tego typu ludzi. Ja naprawdę szanuję zdanie innych i uważam, że każdy ma do niego pełne prawo, ale nie cierpię tej obłudy, kiedy ktoś udaje przyjaciela, a naprawdę jest wredną żmiją. Na razie robię dobrą minę do złej gry, ale czuję, że niebawem wybuchnę. A wtedy towarzystwo "osobnika" znów się zmniejszy... Przykre to jest, ale cóż... czasem bywa i tak.

Nie wiem czy to, co napisałam trzyma się kupy i czy oddaje to, co chciałam, ale lepiej nie potrafię tego napisać :)

Komentarze

  1. ehhh mam taką samą sytuację w bliskiej rodzinie :) Teraz jeszcze próbuje robić na złość i ściągnąć komuś na głowę problemy...
    Nic się na to nie poradzi, cieszmy się tymi, których mamy najbliżej i na których najbardziej nam zależy. Reszta nie jest warta uwagi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Różni są ludzie, jak widać. Ja przed takimi typami nie udaję, że jest wszystko ok. I raczej trzymam się z daleka, bo po co mi taka znajomość? Skupiam się na tych pozytywnych relacjach :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...