Przejdź do głównej zawartości

Dziesięć rzeczy, które sprawiają, że jestem szczęśliwa

Do napisania tego postu zainspirowała mnie Karolinka, za co BARDZO Ci dziękuję kochana. Piszę go nie tylko dlatego, że podoba mi się tematyka, ale chociażby dla samej siebie, żeby móc wrócić do niego w trudniejszych chwilach (o jakich przykładowo pisałam kilka postów temu), docenić to co mam i nie przejmować się tym, na co nie mam wpływu.

Jeden - po pierwsze i zdecydowanie najważniejsze to:moje Chłopaki :) (choć oczywiście do rzeczy ich nie zaliczam :P). Jestem szczęśliwa, że mam ich przy sobie, że są, że widzę ich kiedy się budzę i kiedy zasypiam. Kiedy Ten Mniejszy wtula się we mnie całym sobą, kiedy tak mądrze patrzy swoimi wielkimi niebieskimi oczkami, kiedy Jego buzia rozjaśnia się w uśmiechu na mój widok, a Jego usteczka tak pięknie mówią "Mama" :) I kiedy Ten Większy mnie przytula i mówi, że nas kocha, za to, że wspiera, rozśmiesza, pomaga, że zwyczajnie jest :)
 I Ten Kudłaty też :) za to, że jest taki mądry, kochany, wierny, a jednocześnie tak pozytywnie szurnięty (jak jego właściciele :P),a do tego tak zakochany w swoim najmłodszym Panu :)

Dwa - po drugie:nasz dom. Jest poniekąd spełnieniem naszych marzeń, zawsze pragnęliśmy mieć swój własny kawałek podłogi i choć czasem było naprawdę ciężko, udało się. I dzięki temu wiemy, że marzenia się spełniają. Czasem trzeba im tylko troszkę pomóc :)

Trzy - po trzecie: poranna kawa i coś słodkiego :) Uwielbiam rano, w sumie to może bliżej południa napić się pysznej kawy. Zwykłej rozpuszczalnej (najlepiej zielonego jacobsa) albo z ekspresu, bez żadnej pianki (bo przypomina mi bitą śmietanę :P jak już piję kawę z pianką, to piankę zawsze muszę dokladnie rozmieszać w kawie albo oddaję ją Mężowi, żeby mi pianę "wysiorbał" :P - nie lubię takich puchów i już). Do kawy obowiązkowo coś słodkiego, najlepiej sernik, albo murzynek, albo takie kruche ciastka ze słonecznikiem na wierzchu. Mniam :)

Cztery - po czwarte: jak to pięknie i malowniczo ujęła Karolina (pożyczę to od Ciebie kochana, ok?) dzień dresa :))) Kiedy nic nie muszę, mogę poleniuchować z dobrą książką albo kubkiem gorącej herbatki, kiedy idziemy całą naszą małą rodziną na długi spacer, bo od kiedy mamy Juniora, a później jeszcze psa, długie spacery są naszym odpoczynkiem :)

Pięć - po piąte: morze. Choć mamy do niego prawie 500km, choć widzimy je maksymalnie raz w roku, to wtedy czujemy, że żyjemy. Tylko nad morzem potrafimy odetchnąć pełną piersią i zawsze dziwimy się, że mamy takie pojemne płuca, bo tylko nad morzem powietrze tak pięknie do nich wchodzi.

Sześć - po szóste: dobre jedzenie. Polskie pierogi, włoskie makarony i pizze, chińskie specjały, japońskie sushi... wszystko, no... może prawie wszystko :P I nie mam tu na myśli samego jedzenia, ale i gotowanie. Uwielbiam gotować, piec, eksperymentować na żywym organizmie, bo Mężu jest moim testerem i póki co - żyje :) Kiedy byłam młodsza nie cierpiałam robić nic w kuchni, bo wiecznie ktoś mnie pouczał, że to nie tak, to źle, tamto niedobrze i w ogóle co ja robię. A ja tego strasznie nie lubię, nie tyle krytyki, co ciągłego wtykania nosa i plątania się pod nogami. Od kiedy zamieszkałam z Mężem, baaardzo wiele się nauczyłam, podchodzę do gotowania z pasją i na luzie. Wyjdzie, to super, nie wyjdzie - trudno, spróbujemy jeszcze raz, może wtedy się uda :) A najbardziej lubię, kiedy Mężu mi coś dobrego przygotuje :) Jemu też coraz bardziej się to podoba i coraz częściej "panoszy" się w kuchni. I dobrze, nie mam nic przeciwko :)

Siedem - po siódme: rozpieszczanie samej siebie u kosmetyczki. O mamuńciu, jak ja to lubię, te wszystkie zabiegi, kremy, odżywki, masaże, zapachy... żyć nie umierać :) A już największą ekstazę przeżyłam raz, kiedy chodziłam na zabiegi odświeżające przed ślubem. Wyobraźcie sobie, że leżę ja sobie na łóżeczku z masażem (bo i takie cudeńko tam mają), na twarzy pięknie pachnąca maseczka, w tle nastrojowa muzyczka, odpływam powoli w krainę marzeń, a tu moja kosmetyczka stwierdziła, że jak i tak czekamy aż maseczka się wchłonie czy cóś, to zrobi mi masaż dłoni. Nałożyła jakiś jeszcze ładniej pachnący cieplutki peeling i heja. Łoooooo Jezusicku.... co to było za uczucie... odlot porównywalny chyba tylko z mega najlepszym seksem pod palmami... serio... :))) Chyba muszę w tym roku poprosić św. Mikołaja o bon do kosmetyczki, to fundnę sobie taką chwilę rozkoszy, a co se będę żałować ;))

Osiem - po ósme: wiosna... kiedy po długiej zimie wszystko budzi się do życia, rozwijają się listki, zaczynają kwitnąć kwiaty i robi się pięknie. Mimo, że każda pora roku ma w sobie coś magicznego, to chyba wiosna najbardziej napawa mnie optymizmem :)

Dziewięć - po dziewiąte: dobra książka. Uwielbiam usiąść sobie na kanapie z dobrą książką. A ponieważ ja książki dosłownie połykam w całości i odpływam totalnie, kiedy coś czytam, ciągle mi mało. Szkoda, że nie mam już tyle czasu na czytanie co kiedyś. Ale i tak staram się chwytać ile się da :)

Dziesięć - po dziesiąte: zdjęcia - uwielbiam robić, oglądać wspominać, zatrzymywać czas, łapać chwile i wracać do nich. Bo w każdym zdjęciu kryje się mnóstwo wspomnień i emocji, ktorych nikt nam nie odbierze :)))

Nie nominuję nikogo,, ale zachęcam Was wszystkie, bo naprawdę fajnie się na chwilę zatrzymać i głeboko zastanowić, co nam daje szćzęście, bo czasem to nie jest takie oczywiste :) Także kto chętny, do dzieła, a ja chętnie poczytam :)

Komentarze

  1. Proszę :)
    No "dzień dresa" jest super! Uwielbiam i to stwierdzenie i już praktykowanie:) Świetnie, że są to tak oczywiste rzeczy, a zarazem mające tak wielką siłę, że uszczęśliwiają:) W jedzeniu też zapomniałam wspomnieć o pierogach, przecież to moje ulubione danie - zwłaszcza ruskie i ze szpinakiem:) Sama kleję na potęgę, a potem na potęgę, też jem... Tyle złej mąki, o rany :P
    Myślę, że rodzina, dom zawsze powinny być azylem. Także dobrze, że tak bardzo Cię to uszczęśliwia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę się - Kochana piszesz nadal bloga?? Ja nic o tym nie wiem! Myślałam, że zniknęłaś na dobre...

      Usuń
    2. Tak, piszę - napisz na zyciowodokwadratu@gmail.com tego swojego maila na którego wysłać Ci zaproszenie. :)

      Usuń
    3. Już znalazłam maila i zaproszenie wysłałam. Ale jeśli możesz to wyślij zaproszenie do siebie na maila, którego podałam wyżej. :)

      Usuń
    4. oj tak, pierogi ruskie i ze szpinakiem to jest to, co tygryski lubia najbardziej. Ciul z mąką ;) A praktykowanie dnia dresa to juz w ogole :P

      Usuń
  2. Bardzo fajny pomysł, kradnę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kradnij, kradnij, chetnie poczytam :)

      Usuń
  3. Kiedyś spisałam sobie na kartce takie 10 "rzeczy" ciekawe gdzie ja ją mam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poszukaj jej, czasem warto sobie to przypomniec :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. niby proste, ale trzeba troche pomyslec i zajrzec wglab siebie

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...