Przejdź do głównej zawartości

Hormonalny kalejdoskop

Uprzedzam, że dziś post będzie trochę fizjologiczny, ale tak mnie jakoś naszło :P

Zanim zaszłam w ciążę co miesiąc cierpiałam z powodu @. Raz bardziej, raz mniej, ale zawsze, za każdym razem w pierwszy dzień @ byłam na tabletkach przeciwbólowych, żeby normalnie funkcjonować. Pamiętam, że kuzynka jak mantrę powtarzała mi "Zobaczysz, jak urodzić dziecko przejdzie jak ręką odjął." Nie chciało mi się w to wierzyć, bo niby dlaczego miałoby się to nagle zmienić. W tej chwili mam @ piąty raz po porodzie, pierwszą dostałam 7 miesięcy o urodzeniu Juniora. Sama jestem tym bardzo zaskoczona, ale jeszcze ani razu nic, kompletnie NIC mnie nie bolało, a gdyby nie konieczność biegania do toalety co jakiś czas w wiadomym celu, pewnie nawet nie zauważyłabym, że mam @. Szok po prostu. Także dziewczyny, jeśli któraś się męczy z @ to uszy do góry - jest dla was nadzieja! :P Pomijam fakt, że trwa u mnie póki co 6, a nawet (o zgrozo!) 8 dni, ale liczę na to, że organizm jeszcze w jakiś sposób się oczyszcza i że z czasem to się trochę skróci.

W ogóle ciąża i poród czynią w organizmie kobiety mega rewolucję i w sumie wszystko mi się powywracało do góry nogami. Przed ciążą, a w zasadzie przed ślubrm jeszcze dość mocno wypadały mi włosy. Podejrzewam, że było to skutkiem mojej przedślubnej diety, stresami itp. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po sesji zdjęciowej był bieg do fryzjera w celu opitolenia włosów z długości za ramiona na boba :) ewidentnie tego im było trzeba, bo gołym okiem widać było, że biedaki odżyły. 5 miesięcy po ślubie zaszłam w ciążę i wtedy moje włosy przeżywały w ogóle jakąś ekstazę egzystencjonalną, bo nie dość, że nie wypadały wcale, to jeszcze rosły jak szalone. Hormony zrobiły swoje. Po porodzie wiadomo - równia pochyła w drugą stronę, wypadło mi ok 1/3 tego, co udalo mi się w ciąży wyhodować. Teraz wszystko wróciło do normy, hormony chyba wróciły już na swoje miejsce i włosy też. Są znów ładne i gęste, a na czubku mam gąszcz 5-6cm antenek. Czadowo :)

Cera też można powiedzieć na plus. Przed ciążą miałam tłustą. W ciąży unormalizowała się do tego stopnia, że zrezygnowałam z podkładu, a jeśli już jakiegoś używałam to lekkiego BB z garniera. Na szczęście mi tak pozostało.

Ciekawe jak będzie następnym razem... kiedyś :P

Komentarze

  1. Ja w czasie okresu chodzę po ścianach z bólu niestety ze względu na zdrowie muszę to wytrzymać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uu no to wspolczuje. Ja mialam zawsze ten komfort, ze kiedy nie moglam juz wytrzymac, tabletki przeciwbolowe stawialy mnie na nogi. Na szczescie nie sa na razie potrzebne i oby tak zostalo

      Usuń
  2. Hmmm... pocieszyłaś mnie :) liczę że i ja będę mogła taki bilans na plus zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. slyszalam o wielu takich przypadkach, wiec mam nadzieje, ze i ty bedziesz zaliczac sie do tego grona :)

      Usuń
  3. Cóż za aktualny temat, jako że wczoraj dostałam @ :P W sumie u mnie nie jest najgorzej, pierwszego dnia (co drugi miesiąc) boli mnie rzeczywiście wszystko (włącznie z plecami...), a @ trwa tylko 3 dni, także zaliczam się raczej do grona szczęściarek :) Na cerę nigdy nie narzekałam, więc mam nadzieję, że nigdy się to nie zmieni... A włosy - z natury mam cienkie, choć wcale nie jest ich mało. A lśniące i gładkie również są z natury:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to faktycznie mozna powiedziec, ze masz szczescie :)

      Usuń
  4. ja dalej po porodzie mam cyrki z cera i z małpą. chyba pora się skonsultować z lekarzem ;p

    a co do włosów to wypadały jak opętane ale jakoś tak wszystko się unormowało z czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieje, ze i pozostale kwestie Ci sie unormuja, tak jak wlosy ;)

      Usuń
  5. Ciekawe jak to będzie u mnie, bo mam na odwrót niż Ty (w sensie przed ciążą) - żadnych dolegliwości okresowych, cere mam suchą, włosy raczej bez problemu (tak jak pisałam u siebie przestały mi się przetłuszczać, ale nic się nie zmieniło w ich gęstości czy przyroście)... Ogólnie przyznam, ze nawet będąc w ciąży nie odczuwam jakiegoś szczególnego wpływu hormonów, mam więc nadzieję, że może jestem w jakiś sposób na nie odporna :P Przyznam, ze ja najbardziej boję się doła po porodzie, czyli tego całego baby blues.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u kazdego hormony dzialaja inaczej, wiec kto wie, moze u Ciebie wszystko zostanie tak jak przed ciaza. Najbardziej nie zycze Ci wypadania wlosow po porodzie, bo to dosc przygnebiajace.
      Baby blues ominal mnie calkowicie i w sumie nie spotkalam sie z tym w naszym otoczeniu. Ja mialam jedynie kryzys w trzeciej dobie po porodzie jak mnie dopadl nawal pokarmu i wylam z bolu, bo mialam wrazenie, ze mi cycki eksploduja :P a poza tym luz :)

      Usuń
  6. Same plusy. Jeszcze bardziej zachęcasz... Choć na szczęście odpukać ja z @ nie mam większych problemów (uff)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a pewnie, ze zachecam, nie tylko ze wzgledu na w/w aspekty :)

      Usuń
  7. u mnie odpukac juz piaty raz nic i mam nadzieje, ze tak zostanie :)
    jasne, ze Cie pamietam, na pewno zajrze

    OdpowiedzUsuń
  8. Mówisz, że jest jeszcze dla mnie nadzieja :P ?
    Każdego miesiąca 2 dni mam wyjęte z życia... spędzam je na toalecie, najczęściej jeszcze z miską na kolanach, trzymając się kaloryfera wrazie utraty przytomności :P Zjadam z 20 przeróżnych tabletek i nic...
    Oby i u mnie się to sprawdziło ;) Dodatkowymi włosami też nie pogardzę, bo dość długie mam ale cienkie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie obywalo sie bez miski, ale masakra byla... takze jest nadzieja i mam nadzieje, ze i u ciebie to sie sprawdzi :)

      Usuń
  9. o,o,o też tak miałam.
    Masakra jak się nieraz pokładałam z bólu, musiałam po 5 tabletek zażywać, żeby się podnieść z łóżka, a po urodzeniu Gutka super lajt, normalnie żyć nie umierać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to mamy tak samo :) a juz w ogole bosko by bylo, gdyby tej mapy nie trzeba bylo w ogole przezywac :P

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...