Przejdź do głównej zawartości

Włączam się w akcję

Przez przypadek natknęłam się na jakimś blogu na ten link i ani przez moment nie zastanawiałam się czy włączyć się w tę akcję. Jestem żywym przykładem na to, że każde słowo tam napisane to prawda. Przemoc psychiczna wobec dzieci jest gorsza od tej fizycznej, bo pozostaje w ich psychice na bardzo długo, o ile nie na zawsze. Sama doświadczyłam czegoś takiego ze strony mojego ojca i nikomu tego nie życzę. Podkopało to moją wiarę w siebie, poczucie własnej wartości i ogólnie mnie całą. Dopiero Mężu podał mi pomocną dłoń i pomógł mi stanąć na nogi, wziąć się w garść i uwierzyć w siebie i w to, że jestem wartościowym człowiekiem, pomimo wszystkiego co w życiu na swój temat usłyszałam. Zrobię wszystko, aby moje dziecko nigdy tego nie doświadczyło, a jeśli ten post pomoże w jakikolwiek sposób uchronić przed tym inne dzieci, to będę się bardzo cieszyć.

Przeczytajcie proszę TEN ARTYKUŁ. To naprawdę poważna sprawa i postarajmy się nie przechodzić obok niej obojętnie, tym bardziej, że niektóre z Was też tego doświadczyły. Sprawmy, żeby inne dzieci nie musiały przez to przechodzić.

Komentarze

  1. Myślę że warto o tym pisać i mówić wszystkim wokoło i zwracać uwagę gdy ktoś bedzie źle mówił o naszym dziecku szczególnie starsze pokolenie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzeba to robic, nie tylko, gdy chodzi o nasze dzieci, ale tez warto zebrac sie na odwage slyszac takie slowa u kogos obcego

      Usuń
  2. Czytając Twój post poczułam jakbym czytała o sobie...
    Mój ojciec od zawsze wmawiał mi rzeczy, które miały wpływ na moje życie...Jeszcze niedawno usłyszałam, że nie jestem nic warta i do niczego się nie nadaję mimo, że swoje lata już mam i pewien bagaż doświadczeń. Swoje przeszłam dlatego obiecałam sobie, że moje dziecko będzie miało prawdziwe dzieciństwo i będzie słyszało to, co powinno słyszeć każde dziecko... że jest mądra, wartościowa, że da radę, że potrafi...i wiele wiele innych pozytywnych słów.
    Poruszający artykuł.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dokladnie Cie rozumiem, bo mam dokladnie tak samo. Do dzis slysze slowa, ktorych nikt uslyszec nie powinien, czy to dorosly, czy dziecko

      Usuń
  3. Znów mnie inspirujesz :-) Oj, rodzice dali mi do wiwatu i niestety w dorosłym życiu sobie nie mogę poradzić z tym cholernym poczuciem bycia najgorszą :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie tez to jeszcze meczy, choc i tak jest o niebo lepiej, niz bylo

      Usuń
  4. Nigdy z czymś takim sie nie spotkalam - to znaczy na wlasnej skórze, ale zdecydowanie jestem zdania, że takie słowa, o których mowa w artykule mogą dużo bardziej zaszkodzic niż nawet niejeden klaps (żeby bylo jasne pisząc o klapsie mam na myśli klepnięcie w pupę a nie jakieś lanie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak wlasnie jest margolko, takie slowa niszcza czlowieka od wewnatrz, a to boli do konca zycia

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...