Przejdź do głównej zawartości

Bez pomysłu na tytuł :P

Patrzę właśnie na naszego śpiącego Synka i nie mogę uwierzyć, że jest już taki duży. Zawsze wiedziałam, że czas płynie bardzo szybko, ale dopiero teraz widzę jak bardzo. Rok temu o tej porze byłam już tykającą bombą zegarową i każdego dnia zastanawiałam się, kiedy wybije godzina zero. Wydaje mi się, że Junior dopiero był taki malutki, a tu już taki duży chłopczyk zasuwa po domu na czworakach albo za rączki i zwiedza każdy kąt nawijając przy tym bez przerwy. Jest coraz sprytniejszy, radzi sobie w coraz trudniejszych sytuacjach, kombinuje, próbuje, zawzięcie uczy się chodzić, wstawanie przy wszystkim ma juz opanowane do perfekcji, mówi coraz więcej. No jednym słowem dorośleje mi dziecię :) Z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej szkoda mi, że rośnie tak szybko i za parę lat nie będzie już miał ochoty na przytulaski z mamusią i tatusiem. Urodziny już za kilka dni. Mężu zaplanował sobie urlop na ten dzień i zabieramy Juniora na wycieczkę do zoo jeśli będzie ładna pogoda, a jeśli nie to do aquaparku (Junior jest jak prawdziwy wodnik szuwarek, z wody mógłby nie wychodzić wcale), no chyba, że przyjdzie nam do głowy coś jeszcze innego. Zobaczymy. A w następny weekend imprezka w domu :)
A tymczasem chodzę do domu i wącham, bo kurcze coś mi pachnie i nie mogę namierzyć źródła tego zapachu. Ładnie pachnie, żeby nie było. Mężu kupił wczoraj jakiś nowy płyn do płukania, więc może to to? Jak Junior wstanie wybywamy na dłuuugi spacer, bo pogoda piękna, 25 stopni dziś ma być. Czad! Trzeba korzystać, bo to pewnie ostatnie podrygi takiej rozpusty.
A jak wrócimy planujemy nasz obiadowy debiut w postaci carbonary. Podobno dobra bestia, ale jakoś jeszcze jej nie próbowaliśmy. Zobaczymy co za cudo nam wyjdzie :) Miłego dnia :)

P.S. Junior chichra się przez sen. Na głos :P Ciekawe co Mu się śni :)
P.S.2 - to jednak ten płyn. Rossmannowy jakiś :)

Komentarze

  1. Napisz jaki płyn dokładnie! :)

    Ja co roku nie mogę się nadziwić, że jak, że już? Rok, dwa, trzy? :)
    Urodziny Tymka, tak jak urodziny Twojego Juniora, to dla nas ważna data (już nie chodzi o to, że dzień ten sam:D), bo narodziłyśmy się też my, jako mamy<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to prawda, dla mnie uplyw czasu liczy sie teraz w odniesieniu do urodzin Juniora, a nie moich, jak to bylo kiedys. Teraz dla nas to jest najwazniejsza data w roku :)

      a plyn to jednak rossmannowy jest :P domol violet harmony

      Usuń
  2. Otwierając Twojego posta patrzyłam na naszego małego i zastanawiałam się kiedy upłynął ten tydzień... ot taka zbieżność sytuacji :)
    Najlepszego dla Juniora :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najpierw tydzien, dwa, pozniej miesiac, pol roku, rok ... i tak dalej... :)
      dziekujemy juz na zapas :)

      Usuń
  3. Carbonary jeszcze nie jadłaś?/nie robiłaś? :) dałabym się pokroić za nią :) w naszym domu robimy ją często :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie sama nie wiem jak to sie stalo :) dzisiejsza byla pyszna i na pewno bedzie goscic na naszym stole czesciej :)

      Usuń
  4. Jak ja lubię, kiedy w domu przyjemnie pachnie :)

    No tak, czas płynie bardzo szybko, co jednak zazwyczaj w jakiś sposób mnie cieszy. Biorąc pod uwagę, ze najchętniej urodziłabym już dziecko w wieku 2-3 lat jest szansa, że w tym wypadku też się będę z tego cieszyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dojdziecie do tego wieku szybciej niz Ci sie wydaje i bedziesz tesknic za takim malutkim bobaskiem ;)

      ja tez lubie jak w domu ladnie pachnie :)

      Usuń
    2. Ja generalnie lubię dzieci "kumate", z którymi już da się coś zrobić, takie poniżej roku, dwóch, totalnie ignoruję :) Oczywiscie własnego dziecka na pewno nie zignoruję, ale już teraz nie mogę się doczekać, jak wreszcie będę mogła je czegoś konkretnego uczyć ;)

      Usuń
    3. no to jakoś będziesz musiała ten rok przetrwać, póki Tasiemiec nie zakuma :) Moze ciezko w to uwierzyc jak czlowiek jeszcze nie ma wlasnych obserwacji, ale fajnie jest patrzec jak nawet takie malutkie dziecko uczy sie nowych rzeczy i widac to jak na dloni - jednego dnia nie wie co sie z czym je, a nastepnego smieje sie z tego jak szalone. Przykladowo oczywiscie :)

      Usuń
    4. No ale przecież to jasne, że do własnego dziecka się inaczej podchodzi :) I wcale nie jest mi ciężko w to uwierzyć, bo to logiczne, że dziecko z dnia na dzień nie staje się tym dwulatkiem, tylko przez cały ten czas się uczy i robi postępy.

      Usuń
    5. Ja wcale nie twierdze ze trudno ci w to uwierzyc. To tylko tak ogolnie bylo :-)

      Usuń
  5. Jejku, faktycznie duży chłopak :) Pamiętam Wasze przygotowania do ślubu, a teraz Wasz maluch ma już prawie roczek! Czas zdecydowanie za szybko leci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo duzy :) slowa kluczowe to "za szybko" :)

      powodzenia jutro :) czekam na relacje :)

      Usuń
  6. Matko boska ;)) Najpierw nie potrafiłam się nadziwić jak szybko zleciała u Ciebie ciąża, teraz nie mogę się nadziwić, że już rok prawie od kiedy Junior jest po drugiej stronie brzuszka. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...