Przejdź do głównej zawartości

O sportach zimowych przed sezonem

Wiem, że to totalna rozpusta - dwa posty jednego dnia - ale muszę się z Wami czymś podzielić na dobry początek weekendu :P
Jako że rok temu Junior był jeszcze zbyt małym bąblem na tego typu atrakcje, tematem się nie interesowałam. Poza tym śnieg był u nas przez 3 dni i to w ilości nie pozwalającej na jakiekolwiek zabawy (choć wiadomo dla chcącego nie ma nic trudnego :P). No, ale przeciez zima nadchodzi coraz większymi krokami, a Junior jest już prawie-roczniakiem, więc stwierdziliśmy z Mężem, że w tym roku wypadałoby się rozejrzeć za sankami :) Tak, wiem, można je kupić w każdej chwili, a czasu jeszcze sporo, ale pomyślałam sobie, że zrobię mały rekonesans, bo do sezonu jeszcze daleko, a może akurat uda się jakąś okazję wyhaczyć. W czasie Juniorowej drzemki miałam chwilę czasu i otworzyłam wrota sezamu zwanego allegro. Wpisuję sanki, a tam... wyskoczyły mi pojazdy iście kosmiczne. Sprawdzam, czy dobrze wpisałam. Dobrze. Przyglądam się bliżej - podwozie niby takie, jak za naszych czasów albo drewniane, albo metalowe, ale cała reszta... no kosmos :) śpiworki z polarem, śpiworki z kożuchem, daszki, pasy, pchacz o regulowanym położeniu rączki, mufka, coby rączki powożącemu się nie odmroziły, folie przeciwdeszczowe, odblaski, budki z okienkiem i mój osobisty hit - lampka LED :) w razie gdyby ktoś postanowił wyjechać tym ustrojstwem na autostradę, przynajmiej na bramki się trafi :P Nosz w pipę jeża... dobrze, że sprawdziłam, bo dalej myslałabym, że sanki, to po prostu sanki... ciekawe czy trzeba mieć na nie prawo jazdy czy jakąś inną kartę rowerową ;) żarty żartami, ale pokornie muszę przyznać, że taki śpiworek, czy mufka, czy choćby budka w przypadku małego dziecka, to całkiem dobre udogodnienie. Fakt, ze wygląda to jak gondola od wózka, tyle, że na płozach, ale niewątpliwie swoje zalety ma. Coś trzeba będzie wybrać, będzie prezent na Mikołajki :)
Kurcze, a jak sobie przypomną, że kiedyś dawno temu, gdy mamuty chodzily jeszcze po ziemi, a ja byłam w wieku, kiedy zimą cały wolny czas spędzało się na górce z sankami, ważne było, żeby mieć cokolwiek, co nadawałoby się do zjeżdżania - czy to sanki, czy jabłuszko, dętkę czy zwykły worek ze słomą... Najlepsze sanki jakie widziałam miała moja koleżanka. Jej tato wyspawał je w pracy. Ciężkie były zarazy jak nie wiem, ale za to pędziły jak szalone. Trzeba było się tylko dobrze odepchnąć. W sumie fajnie tak sobie pozjeżdżać na sankach. W końcu będziemy mieli pretekst i nie będzie obciachu, bo my z dzieckiem przecież ;) o ile zmieścimy się w ten śpiworek i budkę :P

No to ten... miłego weekendu :) Grzejcie się na słońcu, póki jest :)

Komentarze

  1. Kfiatuszek, a telefony jakie były za czasów Twojego, czy mojego dzieciństwa, a jakie są teraz? :P No właśnie... Wszystko jasne. A sanki to wiadomo, atrakcja dzieciństwa i o ile śpiworek jest przydatny to super, ale jakieś daszki i inne pierdoły, to zbędne dodatki :) Postęp :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, niektore dodatki sa naprawde fajne i warto je miec przy malym dziecku. Jak chocby taki spiworek, ale reszta... przerost formy nad trescia jak dla mnie

      Usuń
  2. Miku wlaśnie dostał na Mikołajki rok temu sanki, nie dość, ze jeździł na nich 2x (w dodatku w ciągu jednego dnia) to jeszcze dupcia mi sie nie miesci w nich :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie sama jestem ciekawa jaka bedzie tegoroczna zima, ale mysle, że sanki jednak sie przydadza. Kiedys na pewno :)

      Usuń
  3. Jaki tam obciach, my całkiem niedawno z Frankiem i Dootą zjeżdżaliśmy na sankach i dziecko nam nie było do tego potrzebne :P A jaki mieliśmy ubaw! :)

    Ale ja bym jednak wolała, żeby mój synek nie jeździł na tych sankach - z prostego powodu- całą sobą nienawidzę zimy i liczę na to, ze już każda będzie taka, jak zeszłoroczna, czyli maks dwa tygodnie naprawdę zimowej aury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi tez jest na reke taka zima jak zeszloroczna, ale z drugiej strony juz widze jaka Junior mialby frajde :) Trzeba bedzie sie poswiecic dla dobra sprawy ;P

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...