Przejdź do głównej zawartości

Piątek... i już prawie listopad?

Ludu, kiedy ten październik minął? Jakoś przez palce mi przeleciał i nie mogę się nadziwić, że jutro już listopad. Czas płynie zdecydowanie za szybko.
Zaniemogłam... Jakieś paźgawe przeziębienie mnie dopadło i wena do pisania siadła. Nawet nie tyle siadła, co poooooszłaaaa... w siną dal. A w głowie kłębi mi się co najmniej kilka tematów na notki. Tymczasem siedzę z herbatką z cytryną i staram się ratować resztki sił, co by mnie na dobre nie rozłożyło. A jeszcze bardziej staram się trzymać a dala od Juniora - na tyle na ile to możliwe będąc z Nim sama w domu - żeby i Jego nie dopadło. Junior chichra się ze mna jak smarkam (raz się położył ze śmiechu), bo to przecież takie śmieszne jest... No naprawdę, boki zrywać :))) A tu jeszcze i z psem wyjść trzeba i Junior się przy okazji przewietrzy choć kilka minut (bo pogoda u nas dziś nieciekawa). Ale w sumie to dobrze, bo ja odkąd pamiętam nie potrafiłam chorować "na leżąco". W podstawówce jak byłam chora to i tak cały dzień łaziłam po domu, ubranie zakładałam na piżamę, żeby mi cieplej było, a jak rodzice mieli wracać z pracy, to grzecznie wskakiwałam do łóżka, że niby tak ładnie leżałam cały dzień :P Tylko raz w sumie leżałam plackiem, no może dwa - w szóstej jak miałam ospę i 40 stopni gorączki i nie bardzo kontaktowałam co się wokół mnie dzieje (i o dziwo bardzo dokładnie to pamiętam :P) i na studiach jak mnie zapalenie płuc dopadło (wtedy lekarz mnie szpitalem nastraszył i grzecznie leżałam, zapobiegawczo). Także cieszę się, że mam zajęcie, bo gdybym się położyła, to rozchorowałabym się na dobre, zawsze tak mam, nie wiem czemu. Jutro muszę być na siłach, żeby choć na trochę na cmentarz skoczyć.
W ogóle po szczepieniu Juniorkowym jesteśmy. Słynna świnka-odra-różyczka. Matko święta, ile ja się o tym naczytałam, to głowa mała. Poszliśmy wg. kalendarza szczepień, bo to obowiązkowe jest i tak czy siak by nas nie ominęło. Bałam się tej szczepionki (i już nigdy nie będę niczego czytać w necie, bo potem tylko jakieś schizy się w głowie robią i czlowiek doszukuje się nie wiadomo czego na każdym kroku). Na szczęście po dwudniowej gorączce i leciutkiej wysypce nie ma już śladu i wszystko jest w porządku. Junior przez kilka dni był troszkę osowiały, ale już mu przeszło.

Dobra, na dziś tyle, bo jeszcze robotę mam przed jutrem, bo goście się zapowiedzieli, więc zmykam. Odezwę się po weekendzie. Miłego świętowania :)

Komentarze

  1. Nam październik tylko śmignął ;)
    Oj, kuruj się i oby Junior nie podłapał.

    OdpowiedzUsuń
  2. No Wam na pewno minal jeszcze szybciej :-) wcale sie nie dziwie :-)
    W ciagu dnia jest zdecydowanie lepiej wieczorami za to mnie rozklada

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja rezygnuje z wszelakich szczepień. Szczepiliśmy do czasu, do momentu kiedy to nie zaczęłam zgłębiać ten temat.I nigdy więcej tego świństwa.

    Ale to decyzja rodziców, ich dziecko ich sprawa. Ja wybrałam tak i uwierz mi, śpię przez to spokojnie.

    My wracamy do domu w niedzielę. Aż nie chce się wracać po tych dwóch tygodniach nieobecności..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaszczepilam, ale ilr stresu sie najadlam to moje. Najwazniejsze, ze wszystko ok

      Usuń
  4. Zdrówka Kfiatushku :)
    Ja też nie wiem kiedy ten miesiąc minął..
    Ledwo rok się zaczął a za chwilę przecież się kończy..
    http://rodzinne-perypetie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie szczepię Emila na mmr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mielismy priirix czyli teoretycznie lepsza szczepionke ale i tak stres byl. A Tymka szczepilas?

      Usuń
    2. Tymka tak i na szczęście nic mu nie było, teraz też bym nie zaszczepiła na pewno :P

      Usuń
  6. No proszę, brak internetu sprawił, że wiele mnie ominęło. Tyle postów! Oby tak dalej! Zdrówka.

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie też wszyscy przeziębieni... kichają, smarkają, gardło drapie... ja się trzymam i mam nadzieję, że mnie to nie dopadnie... tfu tfuuuu!
    Ja już też nie mam sił czytać na temat tych wszystkich szczepionek... sama już nie wiem na jakie się zdecydować... z tego wszystkiego chyba wybiorę chyba te refundowane i ewentualnie zastanowię się nad pneumokokami i meningokokami... echhhh!
    Cieszę się, że Junior tą porcję szczepionki zniósł dobrze... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no musisz na siebie uwazac, bo jednak w ciazy choroba nie jest wskazana.
      O tych szczepionkach jest tyle opinii, ze czlowiek glupieje od samego czytania. My wybralismy 5w1 i Junior bardzo dobrze je zniosl, nie mial zadnych objawow po szczepieniach. Teraz pierwszy raz zdarzyl mu sie stan podgoraczkowy

      Usuń
  8. Ja planuję szczepić na te obowiązkowe. I raczej nic więcej. Jest wiele dyskusji, różnych zdań, badań i pseudo badań, a i tak nikt Ci nie powie, co na 100% będzie najlepsze. Ja byłam szczepiona na te obowiązkowe, żyję i mam się dobrze. Uważam, że dziecko też musi umieć sobie dać radę z tym, z czym zdrowy, normalny organizm powinien. Nie da się uchronić dziecka przed wszystkim, co niebezpieczne, niezdrowe, czy złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie organizm musi sobie radzic i sie uodparniac. My wybralismy opcje 5w1 i zadnych dodatkowych szczepien. Swoja droga tciekawe, ze przez tych 20+ lat tak sie wszystko zmienilo w tej kwestii... kasa robi swoje

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...