Przejdź do głównej zawartości

Świętowanie - część pierwsza i na pewno nie ostatnia :)

Wczorajszy dzień zaczął się bardzo miło. Junior wstał wyspany, zadowolony i uśmiechnięty. Poprzedniego wieczoru powiesiliśmy w salonie i w jadalni kilkanaście balonów, żeby umilały nam dzień już od samego rana i żeby Junior wiedział, że to wyjątkowy dzień. Na środku salonu postawiliśmy paczkę z prezentem zawiniętym w kolorowy papier i z wielką kokardą. Odśpiewaliśmy Mu "Sto lat" i wycałowaliśmy ;) Junior był zdziwiony i nie bardzo wiedział co się dzieje, ale ewidentnie Mu się podobało. Prezent - rowerek - okazał się strzałem w 10 i Junior bardzo rzadko z niego schodził :) Początkowo myśleliśmy, że z naszych planów nici, bo od rana padało, ale po 10:00 przestało i, jako że Mężu miał urlop, pojechaliśmy do ZOO :)) Już sam fakt, że Tata był z Nim cały dzień zamiast w pracy był niesamowitym prezentem ;) Dla nas to też była frajda, bo ostatni raz byliśmy tam... hmm... w podstawówce chyba :P Dziecię nasze zachwycone, musiało obejrzeć każde mijane zwierzątko, a prawdziwym hitem było własnoręczne karmienie kóz :)) Także wyjazd oceniamy jako bardzo udany :) po południu odwiedzili naa dziadkowie, znowu były prezenty, śpiewy, buziaki, a Junior w siódmym niebie :) śmialiśmy się, że jak wstanie dziś rano będzie czekał na powtórkę, ale chyba zrozumiał o co chodzi. Przynajmniej tak sobie tłumaczę :P Drugą część świętowania zaplanowaliśmy na weekend, więc będą i dzieci, i tort, i świeczka, i prezenty - jednym słowem szał :)
A ja od wczoraj nie mogę wyjść z szoku, że to JUŻ!! No bo jak to, mój malutki chłopczyk ma już ROK??? A dziś nawet ponad rok? Nie mogę w to uwierzyć. Zawsze wiedziałam, że czas leci jak szalony, ale dopiero teraz, odkąd Junior jest z nami widzę jak szybko płynie. Trochę szkoda, ale co zrobić... Wersja papierowa wczorajszego listu trafiła już do Juniorowego albumu. Postanowiłam sobie, ze co roku na Jego urodziny i przy każdym ważnym wydarzeniu będę pisać do Niego takie listy, zakleję każdy w kopertę, a album ze wszystkimi listami dostanie na 18stkę :) i jeszcze w dniu ślubu :)

Komentarze

  1. Fajny pomysł z tymi listami :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieco spóźnione, ale najlepsze zyczenia :) Fajny pomysł z tymi listami - ja na 18-stkę dostałam pamiętnik z wpisami od wielu ważnych dla mnie osób, w tym z czasów przedszkola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekujemy :)
      Mam nadzieje, ze kiedys Juniorowi tez sie to spodoba. Pamietnik takze zaczelam mu pisac, choc troche ciezko z systematycznoscia, bo jednak codzienne zycie pochlania calkiem mocno :)

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego dla Juniora! :))
    Ja z M. też mamy podobne przemyślenia - właśnie, że miejsce w którym mieszkamy jest jak najbardziej odpowiednie dla nas. Bliskość dużych miast nas nie przeraża, a jest atutem, a spokój i cisza to dla nas ogromny plus. No i dla dzieci chyba zdrowiej i lepiej jest mieszkać troszkę na uboczu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, dopiero teraz się spostrzegłam, że ten komentarz miał być pod najnowszą notką... Przepraszam.

      Usuń
    2. spoko, wiadomo o co chodzi :)
      dziekujemy za zyczenia, a co do miejsca zamieszkania, to mamy podobne podejscie do sprawy :)

      Usuń
  4. o ile gejem nie zostanie, bo tego nie wiesz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet jesli gejem zostanie, to dostanie we wlasciwym czasie, dla mnie to nie problem

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...