Przejdź do głównej zawartości

"Goście"

Zapomniałam Wam napisać jak się niedawno zagotowałam. 1,5 tygodnia już od tego minęło, ale jednak niesmak pozostał. Jako że pogoda jeszcze dopisuje, chcemy jak najwięcej zrobić wkoło domu przed zimą. A ponieważ trochę tych rzeczy jest, to i roboty full. W sobotę przedurodzinową Junior pojechał do dziadków, a my zakasaliśmy rękawy i wzięliśmy się do roboty. Mężu jeszcze miał na 16:00 dentystęw Mieście, więc postanowiłam, że pojadę z nim, bo miałam kilka spraw do załatwienia, a przy okazji mogłam odebrać Juniora. Robimy sobie koło tego domu, nawet sprawnie nam idzie. Godz. 12:05 - telefon, mój kuzyn Z., a chrzestny Juniora.
- "No cześć, słuchaj, podjechalibyśmy do Was dziś z prezentem, bo akurat mamy czas, a w tygodniu to tak nie bardzo".
Ja trochę zdezorientowana, bo inaczej się umawialiśmy, więc mówię:
- "Wiesz co, dziś to nie bardzo, bo mamy sporo roboty, poza tym umawialiśmy się na imprezę za tydzień".
- "Aha, no spoko". Zamieniliśmy jeszcze parę słów i na tym rozmowa się skończyła. Wróciłam sobie spokojnie do roboty, robię sobie, robię, bardzo zadowolona jestem bo mi sprawnie idzie, Mężu też zasuwa i cieszy się jak murzyn blaszką, bo jego "dzieło" nabiera rumieńców.
15:30. Połknęliśmy kanapki, co by kichy zapchać, zbieramy się do wyjścia. Mężu szuka kluczyków od samochodu, ja już czekam przed domem. Słucham - coś jedzie, normalna sprawa, w końcu po ulicy jeżdżą samochody. Odruchowo słucham dalej. "Coś" zatrzymuje się przed naszym domem. Hę? Odwracam się powoli... Nosz.... %&$*#(!*!(#%&.... !!!!!! Któż by inny! Z. ze swoją przecudowną drugą połową, której nie cierpię całym sercem, a nawet dwoma, gdybym takowe posiadała. Wryło mnie w ziemię i myślę sobie "Kurde, czy ja nauczyłam się mówić po chińsku i nic o tym nie wiem???". Mężu wychodzi z domu tak samo zaskoczony, jak ja. W innej sytuacji, gdybym z nimi wcześniej nie rozmawiała, po prostu zostałabym w domu, a Mężu pojechałby sam, żaden problem, ale nie tym razem. O nie nie nie.... Nie ze mną te numery Brunery dwa. Z. wysiadają z samochodu, a mi para idzie uszami. "Piękna" swoim jazgoczącym świergotem oznajmia, że co tam robota, przerwę sobie zrobimy. Poza tym ona przecież w każdej sytuacji gości przyjmuje, więc jakoś się zorganizujemy. (Z. w tym czasie stał potulniutki i słowem się nie odzywał). No myślałam, że ją walnę, naprawdę, gdybym miała cokolwiek pod ręką,
(taką cegłę na przykład :D) przysięgam, że nie zawahałabym się w nią rzucić. No co za bezczelne babsko. Miarka się przebrała. Spokojnie, aczkolwiek dosadnie i stanowczo powiedziałam, że dziękujemy za odwiedziny, ale TAK JAK JUŻ WCZEŚNIEJ MÓWIŁAM nie mamy dziś czasu na gości, że umówiliśmy się na za tydzień i jak mają ochotę wpaść do Juniora, to wtedy jak najbardziej zapraszamy, poza tym właśnie wychodzimy i nie będziemy zmieniać planów tylko dlatego, że ona nie rozumie co się do niej mówi. Na co ona "Ale co to za problem? Nawet kawki się nie napijemy?" Mężu roześmiał się jej w twarz i poszedł do samochodu, a ja powiedziałam tylko, że owszem to problem, nie mamy czasu na popijanie kawki, bo mamy inne sprawy do załatwienia i sorry, ale musimy już jechać. Po czym poszłam do samochodu i pojechaliśmy. No normalnie mówię Wam, paranoja. Może byłam chamska, nie przeczę, ale nie będę żyć pod czyjeś dyktando, bo komuś coś się umyśliło, mimo, że usłyszał zdecydowane "Nie mamy dziś czasu na gości". I z nimi tak zawsze. Nigdy wcześniej nic nie mówiłam, zaciskałam zęby i się uśmiechałam, ale tym razem nie wytrzymałam. Po powrocie prezent czekał pod drzwiami, a na imprezę nie przyjechali :) I jakoś tak wcale mi nie jest szkoda... :P

Komentarze

  1. Niektórzy ludzie nie mają za grosz wstydu. Bardzo dobrze zrobiłaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. Szkoda mi tylko mojego kuzyna, bo nie potrafi sie jej postawic i tak naprawde zmarnowal sobie zycie na wlasne zyczenie. Choc w sumie widzialy galy co braly...

      Usuń
  2. Ach, ta rodzinka... Przynajmniej wiadomo, kto miał ochotę na kawkę - ale w sumie w mieście też serwują, to nie można było się napić na mieście? Tylko się bezczelnie wpraszać, bo szanownej kobiecie Pana Z. się kawki zachciało, kiedy człowiek tłumaczy, że nie ma czasu. O matko, matko. Tupet to oni mają, nieziemski:) Ale utarliście im nosa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no utarlismy, ale nadal na sama mysl mna trzepie. Szkoda, ze do niektorych osob pewne rzeczy nie docieraja

      Usuń
  3. szkoda tylko, że za chrzestnego wybraliście Z. Jednym słowem współczuje Juniorowi...No cóż...
    Ja ze swoją chrześnicą jestem w świetnej komitywie. Kocham ją jak własne dziecko.

    Bardzo dobrze zrobiliście...Nauczą się kultury.
    Tak nawiasem mnie by też trzepało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z. jako czlowiek jest naprawde w porzadku i zawsze zakladalam, ze bedzie chrzestnym naszego Juniora. Szkoda, ze to transakcja wiazana i w pakiecie w chrzestnym jest jeszcze jego zolza. Ale co zrobic, moze da im to cos do myslenia.

      Usuń
  4. Zrobilabym tak samo... skoro się coś mówi i ustala to nie po to by ktoś Wam plany zmieniał bo ma taki kaprys.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, ona tak robi bardzo czesto, mam nadzieje, ze to jej cos da do myslenia

      Usuń
  5. OMG ja zawsze dzwonei zanim sie komus na glowe zwale, chyba ze wpadam doslownei na sekundke podrzucic jakis papierek lub paczke.
    Ciekawa jestm co by zrobili gdyby przyjechali 5 minut pozniej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no oni teoretycznie tez dzwonili i uslyszeli jasno, zeby nie przyjezdzali, bo nie mamy czasu :)

      Usuń
  6. Haha! SUPER podejście! Gratuluję, bo nie każdy miałby "odwagę" zrobić coś takiego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to juz nie byla pierwsza tego typu akcja i po prostu miarka sie przebrala :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...