Przejdź do głównej zawartości

Po cmentarnym Fashion Show 2014

Fashion Show tym razem był krótki, bo z Juniorem za długo na cmentarzu nie pobyliśmy, więc i perełek wyłowić nie było kiedy. A ja na to potrzebuję czasu, bo jednak nad grobami staram się skupić na tym, po co przyszłam, a nie na rozglądaniu wokoło. Dzień Wszystkich Świętych bardzo lubię. W zasadzie zawsze lubiłam. Bo jest tak ładnie, kwieciście i te tysiące świeczek wieczorem. Fakt, że większość grobów wygląda tak tylko raz w roku (a szkoda...), bo zwyczajnie ludzie przypominają sobie wtedy o grobach swoich bliskich, często niestety na pokaz, co mnie bardzo irytuje. Jako że nasza trasa spacerowa przebiega niedaleko cmentarza, to my z Juniorem jesteśmy tam codziennie. Nie wyobrażam sobie jak mogłabym przejść obok i nawet nie zaglądnąć. Dlatego uprzykrzamy spokój naszym zmarłym i często wpadamy w gości :P I tak przez cały tydzień obserwowaliśmy jak ludzie, których obecność na grobach widać sporadycznie (mam na myśli stan zadbania grobów) nagla się pojawiali i czyścili, grabili, zamiatali itp. Wiele z tym osób wynosiła do śmietnika stroiki z Bożego Narodzenia, co mówi samo za siebie. I szkoda,  że  w efekcie większość z tych osób poszła w wielkość - kto postawi większą doniczkę z chryzantemą, lub kto postawi ich więcej. Ja osobiście lubię jak na grobie jest jeden duży ładny żywy stroik zamiast miliona doniczek. U Dziadków zawsze robimy zrzutę właśnie na taki stroik i tak podoba nam się najbardziej. No ale o gustach się nie dyskutuje. Junior za to przeżył szok, bo jest przyzwyczajony, że na codzień to spokojne miejsce, a tu nagle dzikie tłumy, panie w kozakach na szpilkach i futrach mimo pogody iście wiosennej (bo jak się już kupiło, to trzeba się pokazać, no nie?), panowie wystrojeni jak woźny w dzień nauczyciela z dumą nosili chryzantemy- giganty, łypiąc przy tym oczami na boki czy ludzie widzą jakie duże niosą, bo przecież nie będą żałować raz w roku. A że stan i jakość tych gigantów pozostawiała wiele do życzenia to już inna sprawa, ważne, że się szarpnęli, no nie? :)) Ach... jak ja to lubię. no i Junior jak już mówiłam przeżył szok, bo co to się dzieje? A jak wracając do domu wieczorem zabraliśmy go jeszcze raz na cmentarz, żeby zobaczył te tysiące światełek po ciemku, to już nam dziecko zupełnie odleciało. Tak się zapatrzył u Męża na rękach, że aż się nie ruszał, oczka miał jak spodki i uśmiech od ucha do ucha. Chyba mu się podobało, choć nie rozumiał o co chodzi :)

Komentarze

  1. My też wolimy kupować żywe kwiaty, niż te opasłe doniczki, które tylko zasłaniają cały grób. Ale w tym roku odpuściliśmy, bo mogły być przymrozki, więc kwiaty by 'kipły' ;) Postawiliśmy na sztuczne, ale ładne stroiki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mowie, ze sztuczne sa brzydkie, bo mozna trafic naprawde ladne stroiki, ale osobiscie wolimy zywe :-)

      Usuń
  2. Jak kwiaty to tylko żywe. Chociaż idzie wyłapać ładne sztuczne stroiki, które wyglądają naprawdę jak żywe. Aczkolwiek u Nas się tego nie preferuje. Mama zawsze kupuje pełno różnych kwiatów i to z nich tworzy piękne stroiki.
    Na cmentarzu też jesteśmy często, i też mnie dziwi cały ten cyrk jaki ludzie wyprawiają gdy nachodzi 1 listopada.. no ale nie mamy na to wpływu. Ja tam nie komentuję innych, każdy robi co uważa za stosowne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widze, ze mamy podobne zdanie co do obu kwestii, o ktorych wspomnialas :-)

      Usuń
    2. dziewczyny, mogę się pod obiema wami podpisać wszystkimi kończynami!
      Ja też bywam statystycznie częściej na cmentarzu niż raz do roku (nie tak jak Ty kfiatushku, bo mi kompletnie nie po drodze, ale jednak bardzo często). Też nie przepadam za sztucznymi kwiatami i też wolę jak jest skromniej na grobie.
      My też uzgadniamy rodzinnie co i jak więc zazwyczaj jest jedna donica, coś pasującego we flakonie i kilka zniczy.
      Za to jak jeździmy do M to przeżywam szok.... czym chata bogata. Czułam się jak w marnym show- kto ma więcej! ;)

      Usuń
    3. oj tak, a w tym kto da wiecej czasem mam wrazenie, ze jest tez konkurencja kto da bardziej zwiednieta donice :P

      Usuń
  3. Niestety kiedyś ludzie bardziej pamiętali o zmarłych bliskich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, szkoda, ze to sie tak zmienia

      Usuń
  4. Ja przestałam patrzeć na innych, to bez sensu... Najlepiej skupić się na sobie i na własnym przeżywaniu tego Święta, na modlitwie za bliskich, nie tylko 1 i 2 listopada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem czlowiek nie musi nawet obserwowac, bo pewne rzeczy same rzucaja sie sobie. Ale zgadzam sie z Toba - najlepiej skupic sie na sensie tych dni

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...