Przejdź do głównej zawartości

Żeby było jasne :))

Fiu fiu, widzę, że pod poprzednim postem rozgorzała dyskusja co do słuszności mojego postępowania :) I dobrze, bo i takie posty są potrzebne i komentarze wyrażające Wasze zdanie. Część osób doskonale zrozumiała to, o co w całej sprawie chodziło, a szczególnie to dlaczego zrobiłam tak, a nie inaczej. Są też osoby, które tego absolutnie tego nie popierają i jak najbardziej macie do tego prawo, ale pozwólcie, że napiszę jeszcze kilka słów na ten temat, żeby wszystko było jasne, tak na zamknięcie tematu.
Otóż, mam trochę wrażenie, że niektóre osoby wyobraziły sobie całą tą sytuację jako wielka awanturę z krzykami, płaczem i rwaniem włosów z głów :) absolutnie tak nie było. Jak już ostatnio napisałam nie raz mówiłam co chcrmy kupić i dlaczego, nie raz zaznaczałam, że nigdy w życiu parasolki, bo kompletnie mi nie odpowiada, więc chyba zrozumiałe jest, że wkurzyłam się widząc właśnie parasolkę. Owszem, wiem, że rodzice chcieli dobrze i co do tego nie mam absolutnie żadnych wątpliwości. Cieszę się, że się wnukiem interesują, że kupują Mu mnóstwo rzeczy (choć tak naprawdę w wyhowaniu nie o to chodzi), że się starają. Ale... Wózek to nie jest autko do zabawy czy spodenki, które w razie czego można odłożyć w kąt i nie używać. To poważny zakup, na który chcemy mieć decydujący wpływ, bo to my będziemy go uzytkować w 95% jeszcze przez ładnych parę lat. Ma odpowiadać tak Juniorowi, jak i nam. Mam wybrany model, który zamierzamy kupić i żaden inny nie wchodzi w grę. Jeśli rodzice chcieli nam wózek kupić wystarczyło zapytać wcześniej czy może taki być, czywolimy coś innego. Proste. Ja też powiedziałam im, że ten, który kupili mi nie odpowiada i nie chcę takiego typu wózka. Zrobiłam to bardzo spokojnie. Może za drugim razem zrobiłam to nieco ostrzej, ale to nie może być tak, że ktoś na siłę będzie mi takie prezenty wciskał, skoro już raz jasno wyraziłam swoje zdanie. Wystarczyło powiedzieć ok, wymienimy na inny i już. Przez wiele lat robiłam tak, jak niektóre z Was radziły - zaciskałam zęby i nic nie mówiłam w podobnych sytuacjach, ale tak też nie może być, bo nie tędy droga. Rodzice mimo dobrych i szczerych intencji nie mogą już kierować wszystkimi decyzjami, nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak kupno wózka. Wiem, że chcą dobrze, ale wszyscy jesteśmy dorośli i tak my, jak i oni sami chcemy podejmować własne decyzje. Im na pewno nie podobałoby się, gdybym ja chciała decydować za nich, tak samo ja nie chcę, żeby oni decydowali za mnie.
Niektóre z Was sugerowały, że przyjęłyby wózek, a później nie używałyby go albo oddały komuś. Noo... myślę, że to jeszcze tylko pogorszyłoby sprawę w tym przypadku, bo dopiero byłaby wojna.
Cóż zrobiłam jak zrobiłam, pewnych rzeczy może trochę żałuję (jak np. tego, że się zdenerwowałam i powiedziałam to w złości), a pewne rzeczy drugi raz zrobiłabym dokładnie tak samo.
Żeby Was na koniec uspokoić powiem tylko, że wczoraj spotkaliśmy się z rodzicami, wyjaśniliśmy wszyscy swoje argumenty, Mężu mnie wspomagał swoimi zdolnościami mediacyjnymi, bo ma chłopak talent do tego i sprawa jest już zakończona. Ja wiem o co chodziło, rodzice też chyba zrozumieli mnie i sprawa jest zakończona. Mam nadzieję, że i u Was obraz mojej osoby jakoś poważnie nie ucierpiał :)

Komentarze

  1. Nigdy w życiu nie przyjęłabym takiego wózka, bo już wystarczy, ze nie zostałaby uszanowana moja decyzja, ale nie zamierzałabym nie szanować pieniędzy innych, niech go zwrócą.

    Poza tym dla mnie sprawa jasna, to jest wybór WÓZKA, a nie sweterka czy bluzeczki. To NAM ma się nim dobrze jeździć, musi spełniać nasze wymogi, musi być wygodny dla nas, dla dziecka, musi się np. sprawdzać w zimę, a parasolka się nie sprawdzi.

    Ja Cię rozumiem, dziwie się, że nie każdy zrozumiał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem Ci szczerze, ze sama bylam tym zaskoczona i prawde mowiac troche rozczarowana, ale na szczescie wylozylam swoje racje i zostalam zrozumiana. Chyba...:)

      Tak, parasolka moze ma swoje zalety takie jak lekkosc i male rozmiary po zlozeniu, ale jak dla mnie ma zdecydowanie wiecej wad, a nie mam zamiaru jezdzic czyms na sile i klac na czym swiat stoi przy kazdym spacerze, tym bardziej, ze czesto wybieramy trasy offroadowe, gdzie parasolka nie dalaby rady zdecydowanie. Poza tym, tak jak napisalas, gdybym przyjela go dla swietego spokoju i nie uzywala, to nie szanowalabym ich pieniedzy (a maclaren sie ceni), a to jeszcze gorsze niz wyrazenie swojego zdania wprost

      Ciesze sie, ze podzielasz moje zdanie.

      Usuń
    2. Jezu, mclaren? przecież to majątek kosztowało :o

      No powiem Ci, że nasz aktualny wózek, ma i plusy i minusy, mały, lekki, poręczny, trzykołowy...ale koła ma plastikowe. TRAGEDIA :P Boje się zimy :P

      Usuń
    3. dokladnie 1099zl - jak dla mnie to kwota kosmiczna za spacerowke, w dodatku gola - bez folii, pokrowca na nozki (pokrowiec oczywiscie mozna dokupic za jedyne 280 zl :D ).
      Taaaa... plastikowe kola to porazka. Ostatnio czesto mijam takie wozki, jak Wasz i przyznam, ze slychac je z daleka :) Ja upatrzylam sobie wozek Joie Litetrax 4 i na gotowo z folia i porzadnym pokrowcem wyniesie nas 829zl Tylko nie moge sie zdecydowac na kolor :P

      Usuń
    4. Piękny wózek, naprawdę. I wygląda na wygodny. :) Opinie dobre? :)


      Do naszego jak wejdzie Tymek, z jakiegoś własnego widzimisię, to woła pomstę do nieba, wygląda jak olbrzym w wózku... :D

      Usuń
    5. Oooo... bardzo fajny, nie słyszałam o nim... szkoda tylko, że nie ma rączki regulowanej ;(
      Ja bym wybrała czerwony albo brązowy :)

      Usuń
    6. Gizmowa - tez mi sie podoba, a w polaczeniu ze spiworkiem wyglada super. Opinii musialam troche glebiej poszukac, bo to nie jest zbyt popularny model, ale raczej sa pozytywne. Ogladalam go na zywo i calkowicie nam odpowiada. Zakochalam sie w kolorystyce czarny z dodatkami szarego i zoltego, ale to wystepuje tylko w trojkolowcu, a i tak ciezko go znalezc. Chyba kupimy czarny i dokupie zolta albo zielona wkladke i nakladki na pasy, zeby go ozywic

      Usuń
    7. Kasia - brak regulowanej raczki to nie problem, bo mimo, ze Mezu jest wysoki, to wysokosc raczki mu odpowiada.
      A ja wlasnie mysle o tym czarnym z kolorowymi dodatkami, jak napisalam wyzej :) ten czerwony tez jest fajny, tylko nie wiem czy taki kolor pasuje dla chlopca :)

      Usuń
    8. Jeśli planujesz takie kolorowe dodatki, to czarny rzeczywiście też będzie bardzo fajny.
      Ja o tej rączce to pisałam z mojego punktu widzenia, jako ja np. miałabym go użytkować :)

      Usuń
    9. ja już oczami wyobraźni widze taki zestaw i jestem zachwycona :) tylko nie wiem jaki kolor - zolty czy zielony :)
      A co do tej nieregulowanej raczki to jak najbardziej rozumiem o co Ci chodzilo :) my w sumie stwierdziliśmy, ze taka wysokość, jaka jest w tym wozku nam odpowiada i to nie problem, ze nie jest regulowana :) Wazniejsze były inne aspekty. Teraz mamy regulowana raczke, a i tak prowadzimy wozek na tej samej wysokości pomimo duuzej roznicy wzrostu mojego i Meza :)

      Usuń
  2. Całe szczęście, że możecie o tym porozmawiać na spokojnie i że rodzice zrozumieli. Nie każdy ma taką możliwość, u nas zaczęło się sprawdzać olanie tematu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak dla mnie olanie tematu nie rozwiazuje sprawy, bo sytuacje pewnie niedlugo by sie powtorzyla

      Usuń
  3. W życiu bym nie olała tematu bo to jest problem o którym trzeba porozmawiać z rodzicami, a nie olewać, bo równie dobrze sytuacja może powtórzyć sie za pare lat z czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, dla mnie olanie tematu nie jetst rozwiazaniem problemu, wrecz przeciwnie - to tak jakby ciche przyzwolenia na takie numery

      Usuń
    2. Dlatego napisałam, że całe szczęście, że Kfiatushek z rodzicami mogła się dogadać, bo nie każdy ma taką możliwość.
      Jeśli przez kilka lat rozmów i jasnego, wyraźnego wyrażania myśli w kulturalny sposób i bez nerwów efekt jest żaden, a sytuacje i tak się powtarzają to w końcu stwierdzasz, że masz to gdzieś. Do rozmowy potrzebne są dwie strony, a jeśli dorośli ludzie nie potrafią zrozumieć Twoich próśb o konsultacje zakupów, a potem jest afera, że się prezent nie spodobał no to ile można ;)?

      Usuń
    3. to prawda, jeśli rozmowy daja efekt rzucania grochem o sciane, to można się zniechecic, choć ja nie jestem zwolenniczka takiego rozwiązania. Ale czasem inaczej się nie da i doskonale to rozumiem :))

      Usuń
  4. Dla mnie to nie jest wcale błaha sprawa. Gdyby np. rodzice kupili nam X-landera, czy Teutonie za 2-4 tysiace złotych to bym się wściekła, bo choć są drogie, popularne i mega super to mnie np. kompletnie nie odpowiadają... Wolę wózek za 1500zł, który spełnia moje wszystkie wymogi. Tak jak pisałam poprzednio, wózek to nie jest rzecz na chwilę, z wózkiem czasem godzinami się spaceruje, więc musi odpowiadać zarówno dziecku, jak i rodziców... Jak dziecko ma się wygodnie zdrzemnąć w takiej spacerówce-parasolce? Taką to można wziąć na szybkie zakupy do supermarketu, czy na szybką wizytę do lekarza, gdzie można łatwo, szybko się przecisnąć... No ale... :)
    Ja w każdym razie doskonale Cię rozumiem. I tu nie chodzi o to, że "powinnaś cieszyć się, że dziadkowie interesują się wnukiem". Ja już wolę, żeby dziadkowie spędzali z wnukiem czas, okazywali mu miłość, radość, a nie kupowali prezenty. A jeśli chcą coś tak kosztownego zasponsorować, to niech to chociaż skonsultują z rodzicami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo cena nie zawsze swiadczy o jakosci, czasem jest nawet odwrotnie. Nasz obecny wozek 3w1 kosztowal 1799zl i naszym zdaniem jest naprawde super i jestesmy z niego bardzo zadowoleni.
      to prawda, "kupowanie" dziecku roznych rzeczy nie jest sposobem na jego wychowanie. Dziecku trzeba poswiecac czas i dawac duzo milosci, a prezenty to rzecz naprawde drugorzedna.

      Usuń
  5. zerknęłam do posta wcześniej i zrozumiałam o co chodzi bo ciut mi umknęło...
    zrobiłabym dokładnie tak samo więc rozpisywać się nie będę - ważne, że wszyscy uznali sprawę za zakończoną :) i wszystko jest ok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie. Ciesz mnie to, ze rozumiesz :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...