Przejdź do głównej zawartości

W kręgu juniorowych zainteresowań

Dziecię moje, mimo swojego młodego wieku, zdążyło już mieć kilka fascynacji i różnych hobby :)
Kiedy Junior był całkiem malutki (tak ze 2-3 miesiące miał) na topie były wszelkie światełka, ale to chyba wszystkie dzieci tak mają. Wpatrywał się tymi swoimi oczętami w każdy świecący obiekt, po drodze były święta, w święta choinka, a na choince lampki, więc już w ogóle szał ciał :) Jak trochę podrósł nauczył się pstrykać włącznikami i czasem trzeba było spędzić z nim pół godziny w jednym miejscu, bo koniecznie musiał sobie światłem popstrykać :)
Wyrósł z tego na rzecz kuchni :) jako pomieszczenia i jako powiedzmy sztuki samej w sobie :) w kuchni mógłby spędzać 24 godziny na dobę, no ewentualnie z przerwą na spacer. No bo przecież tyle tam fajnych rzeczy jest, te różne łyżki, chochelki, miski, garnki, pokrywki. A jak dochodzi do tego mieszanie, krojenie, gotowanie, smażenie i inne takie... no po prostu CZAD! I to w sumie się utrzymało do dziś i osoba gotująca ma bacznego obserwatora w postaci Juniora. No bo przecież trzeba sprawdzić czy kucharz wszystko dobrze robi, a w razie czego interweniować i pomagać :) Pamiętam jak moja mama robiła kiedyś biszkopt w obecności Juniora. Tak chłopak szalał, że mało do miski jej nie wszedł i musiałam go z płaczem zabrać do domu, bo nie szło nic zrobić :) Także kuchnia jest super, a żeby to potwierdzić powiem tylko, że w tej chwili Junior śpi z przytulanką w postaci rękawicy kuchennej :)))
Oprócz kuchni przez jakiś czas na topie były klocki Lego Duplo (uwaga audycja zawiera lokowanie produktu :P), ale pasja ta została chwilowo porzucona (bo na pewno wróci) na rzecz samochodzików (ku uciesze Męża :P) oraz książek (TAK! TAK! TAK! - to ja się cieszę). Samochodziki odkrył jakiś tydzień temu, choć ma je od dawna. Tak mu się spodobały, że zasuwa po całym domu na kolanach w takim tempie, że czasem ciężko mi stwierdzić w którym miejscu jest w danej chwili, jeśli zdarzy mi się przeoczyć moment przemieszczania z punktu A do B :) I wszystko jedno czy jest do resorak, jakieś większe autko, traktor czy ciężarówka - ważne, żeby miało kółka. A odpowiednie dźwięki Junior doda sam :) Słodko to wygląda i uświadamia mi jaki mój Synek jest już duży... No i książki. Junior jest nimi zachwycony, a ja jeszcze bardziej, bo jako wielkiemu molowi książkowemu zawsze po cichutku marzyło mi się, żeby moje dziecko też je choć trochę lubiło. A Junior lubi je zdecydowanie bardziej niż trochę :) Ojjj tak bym chciała, żeby mu już tak zostało... Książeczki bierze sobie sam, przegląda je po 100 razy dziennie, wybiera jedną (zawsze tą samą :P), żeby mu przeczytać i w tym czasie ogląda inne. I ma bardzo podzielną uwagę, bo mimo, że robi coś innego to zawsze wie, że ktoś przerwał czytanie przed końcem i upomina, żeby ten ktoś czytał dalej :)

Przed nami wieeeeeele innych zabaw i fascynacji na koncie Juniora, a ja już nie mogę się ich doczekać, bo naprawdę cudownie jest patrzeć jak dziecko się rozwija, jak się coraz ciekawiej bawi - czy to z kimś, czy samo. I tak się teraz zastanawiam co my robiliśmy jak Junior był malutki i "tylko leżał" :)))))

Komentarze

  1. Zaszczepić w dziecku miłość do książek to chyba najlepsze, co można mu dać. Więc oby miłość książkowa była zawsze, niezniszczalna.Junior to już "duży" chłopak, więc fascynacji teraz czeka was wiele, ale to fajnie:) A wy pewnie ile się przy nim teraz nauczycie, ho ho :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zawsze marzyłam o tej miłości do książek u moich dzieci, dlatego bardzo bym chciała, żeby Juniorowi już tak zostało.
      Oj żebyś wiedziała, ze już duuużo się przy nim uczymy :)

      Usuń
  2. Pasja to ważna rzecz inaczej na starość zostaje tylko "Dlaczego ja?"

    OdpowiedzUsuń
  3. Ajjjj... teraz to będzie fajnie, jak dziecko będzie coraz bardziej "kumate" można z nim "porozmawiać" i naprawdę super pobawić... Mój chrześniak uwielbiał klocki lego, ma tego mnóstwo, różne radiostacje, szpitale, itd... A kiedyś na urodziny kupiłam mu wielkie pudło klocków (pamiętam nie mało się wykosztowałam), ale radości nie było końca, potem bawił się nimi aż wyrósł... teraz ma 10 lat i nie bardzo mu po drodze do klocków :D
    A może Junior zostanie kucharzem? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzieś Ty się podziała?? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas właśni eteż jest etap światełek ciekawe czy kolejne zainteresowania będą podobne ;) :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...