Przejdź do głównej zawartości

Gdzie ja jestem?

Powiem Wam, że od powrotu do pracy mimo, że siedzę w (jeszcze) swojej Firmie, to czuję się jakbym trafiła na jakąś obcą planetę. Bardzo odległą w dodatku. Pisałam już, że w trakcie mojego urlopu macierzyńskiego wymieniło się tutaj 80% ekipy w biurze. Rotacja zawsze była tutaj duża, ale nie spodziewałam się aż tylu zmian. Początkowo myślałam sobie spoko, nowi ludzie, przyzwyczaimy się. Ale kurcze, im dłużej tutaj jestem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam składając wypowiedzenie i nie mogę się już doczekać końca stycznia, kiedy to stąd wyfrunę. Zanim poszłam na L4, a później na macierzyński aż chciało się chodzić do pracy, bo pomijając kupę roboty, było tutaj zdecydowanie wesoło. Co chwilę ktoś coś zażartował, można było się pośmiać i w ogóle na luzie pogadać. A teraz? Atmosfera jest tutaj jak w starej oponie, prawie nikt się nie odzywa, większość z tych nowych siedzi jakaś taka naburmuszona, ani to zagadać, ani nic. Gdyby nie obecność dwóch naprawdę fajnych i sympatycznych osób (dziewczyny i chłopaka, de facto też nowych), nawet nie byłoby do kogo ust otworzyć, serio. Z nimi chociaż od czasu do czasu można pogadać, pośmiać się i w ogóle, a reszta to jakaś kosmiczna pomyłka. Codziennie mamy taką jakby "odprawę", gdzie spotykają się dwa działy, nasz i jeszcze jeden, które ściśle ze sobą współpracują. I tak obserwuję wtedy tych ludzi oderwanych od swoich biurek i wrzuconych do małej salki konferencyjnej i oczom nie wierzę. Kojarzycie takie sceny z amerykanckych filmów, gdzie w liceach są takie grupki kujonów w okularkach i z bardzo dziwacznych śmiechem i sposobem mówienia? Dokładnie tak jest na tych spotkaniach. Czuję się jakbym wpadła w sam środek spotkania takich dziwnych osób z filmu. Czasem mam ochotę zapytać "gdzie ja kurna felek jestem? gdzie jest "moja" Firma?". Naprawdę chciałabym już być w Nowej Firmie. Tam co prawda też wszyscy będą nowi, ale mam szpiega wewnątrz, bo będę pracować z koleżanką w jednym dziale i z tego co słyszałam od wielu osób, tam jest naprawdę fajnie, fajna atmosfera i w ogóle, więc mam nadzieję, że będzie zadowolona. Przynajmniej mam zamiar tam iść z pozytywnym nastawieniem, a przecież w sumie o to chodzi, co nie? :)
A co u nas? Junior szaleje w domu z ciocią, chodzą na spacerki, ostatnio nawet bez wózka, bo Junior zdecydowanie wybrał własne nóżki, ciągnie psa za ogon, jeździ na nim, grzebie mu we wszystkich możliwych otworach (na szczęście tylko na głowie :P), a biedny Poker znosi to ze stoickim spokojem, a kiedy ma już dość po prostu wstaje i przenosi się w inną część domu. Co oczywiście nie zraża Juniora, który z piskiem radości leci za nim :) biedny pies, dopiero jak wracamy do domu ma chwilę spokoju. Ale mam wrażenie, że to właśnie dzięki niemu Junior tak dobrze zniósł rozstanie z nami. Super :)
Jeszcze chwila i będzie weekend, mam nadzieję, że pogoda się utrzyma, bo za oknem mamy dosłownie wiosnę. 11 stopni, słońce, coraz dłuższe dni... ach jak ja to lubię. Czasem chyba zapominam, że jest dopiero połowa stycznia. Dopiero albo już. :)

DOPISANE 10 MINUT PÓŹNIEJ:
Właśnie sprawdziłam prognozę pogody dla naszego miasta na najbliższe dni. WTF??? Jakie 1/0 stopni??? Jaki deszcz lub deszcze ze śniegiem??? Ja się tak nie bawię... buuuuu! Mam nadzieję, że coś się komuś popitoliło.

Komentarze

  1. Długo Cię nie było, a zmiany się tworzyły, stąd taka sytuacja. Ale już raczej nie będzie Cię to obchodziło, bo przecież odchodzisz :) A w nowej pracy pewnie będzie lepiej, po to jej szukałaś :)
    Kochana, wiem że Junior to małe dziecko, ale warto je już od samego początku uczyć szacunku do zwierząt i tłumaczyć mu, że ciągnięcie za ogon czy wkładanie paluszków do oka go po prostu boli...tak jak nas. Znam przypadki z naszego otoczenia, gdzie dziecko też tak traktowało psa i wszyscy mu na to pozwalali, bo jeszcze małe, ale im było większe, tym bardziej dokuczało biednemu psu - miało więcej siły, no i nikt mu nie zabraniał, to nie wiedział, że tak nie wolno. Później na jego widok psina kuliła ogon i uciekała... A dziecko traktuje zwierzęta jak zabawki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, pewnie postrzegam to wszystko z racji mojej długiej przerwy i dlatego nie potrafie się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć, ale jeszcze tylko 2 tygodnie i fruuuuu :))
      A co do relacji Junior-pies. Nie jest tak, jak myślisz, ze Junior psa nie szanuje i robi to wszystko, żeby mu dokuczyć. Od samego początku, od kiedy mamy psa tlumaczylismy i nadal tłumaczymy, ze tak nie wolno, bo pieska to tez boli itd. Tlumaczymy mu to raz ze względu na to, ze nie powinien tak robic z wiadomych wzgledow, a dwa ze nigdy nie wiadomo jak pies zachowa się w danej sytuacji - 100 razy będzie mu to zwisac, a ten jeden raz może się nie spodobać i będzie się bronil. Także nie martw się :) Junior nie zneca się nad Pokerem w żaden sposób, choć z opisu może faktycznie moglas to tak odczytac :) Ciagniecie za ogon polega na tym, ze Junior przysuwa go sobie do twarzy, bo tak smiesznie laskocze w policzki i jest taki fajny w dotyku, a grzebanie w roznych otworach nie polega na wpychaniu paluszkow gdzie popadnie, tylko na ostrożnym "badaniu" danego miejsca, wiec spoko :) Poza tym przez 90% czasu Junior Pokera tuli, glaszcze, klepie po grzbiecie, dopomina się, żeby go nakarmić i na wszelkie sposoby daje dowody swojej wielkiej milosci do tego wielkiego już futrzaka :)

      Usuń
  2. U mnie za oknem też piękna pogoda i co ważne dobra atmosfera w pracy. Zapomniałam tylko dodać, że zarobki chujowe:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Firmie okazuje się tez zarobki beznadziejne w chociażby w porównaniu z Nowa Firma

      Usuń
  3. Jak czytam co napisałaś to widzę moją firmę. Z całej ekipy sprzed ciąży zostały 3 osoby, teraz atmosfera ponoć kiepska i ogólnie wszystko się zmieniło.
    Liczę, że uda mi się podobnie jak Tobie zmienić pracę dość szybko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dziwne.uczucie wrocic w dobrze znane miejsce i prawie nikogo nie znac.
      Trzymam kciuki zebys i ty szybko znalazla cos nowego, ale na razie o tym nie mysl i ciesz sie synkiem

      Usuń
  4. Życzę z całego serca, żebyś w nowej pracy trafiła na naprawdę świetny zespół, bo praca z takimi "mułami" to istna męczarnia! :)
    Cieszę się, że Junior tak dobrze zaadoptował się do nowych warunków... no i że ma takiego wiernego przyjaciela... :) Dobrze, że dopisałaś "na szczęście tylko na głowie :P" bo już mi głupoty po głowie chodziły (co za wstyd!) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to prawda, kilka godzin spędzonych w takiej zamulającej atmosferze potrafi naprawdę bardziej człowieka umordować niż 8 godzin bardzo intensywnej pracy.
      Ja tez się ciesze, ze Junior tak szybko przeszedł w tryb bez mamy w ciągu dnia. Prawde mowiac nie spodziewałam się, ze pojdzie az tak gładko, ale tym bardziej mnie to cieszy.
      Dlatego to dopisałam, bo mi tez się tak skojarzylo, kiedy to pisałam :P

      Usuń
  5. U nas pogoda niby podobna, wczoraj spadł śnieg. Po godzinie go nie było. :D
    A dopiero co wiosne mieliśmy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas wczoraj 11 (!) stopni było i piękne slonce :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...