Przejdź do głównej zawartości

Mój sposób na wsiąknięcie i Dzień Babci po raz drugi

Wszyscy, którzy dobrze mnie znają, wiedzą jaki jest dla mnie najlepszy prezent :) Mężu jest w tym najlepszy, bo potrafi mnie obserwować i mimo, że nie zawsze słucha tego, co do Niego mówię (no jak tak można!), to potrafi wychwycić z potoku moich słów co chciałabym mieć. To co kfiatushki lubią najbardziej to po pierwsze książki w każdych ilościach i im grubsze, tym lepiej :P A po drugie wszelkiego rodzaju albumy, pamiętniki i inne tego rodzaju pierdoły, w które potrafię wsiąknąć na cały wieczór. Pisałam już kiedyś, że piszę Juniorowi prawdziwy, pisany piórem wiecznym pamiętnik (nie tak często jak bym chciała, ale piszę). Oprócz tego wypełniam albumy, które dostał w prezencie tuż po urodzeniu (sztuk 3, każdy z innymi informacjami do wpisania, więc tym przyjemniej się je wypełnia). A ostatnio wsiąkam na całe wieczory w coś innego. Otóż dostałam od Męża takie oto cudo (2 sztuki w różnej kolorystyce, bo nie mógł się zdecydować, a poza tym stwierdził, że jeden to będzie za mało :P):

 
I od kilku dni namiętnie spisuję w nim wszystko z luźnych karteczek, które trzymałam w szufladzie w kuchni. Ach... jak ja to lubię. Plan jest taki, że w takich notatnikach będę spisywać swoje wypróbowane przepisy, a jeśli kiedyś będę mieć córkę, to jej to wszystko dam jak dorośnie. A jeśli nie będę mieć córki, to dam synowej :) albo wnuczce (Jeeezuuuu.... jak to strasznie brzmi! :P)
Lubię pisać, notować, kolorować, upiększać, rysować... Jakaś szczególnie uzdolniona plastycznie nie jestem, ale coś tam potrafię :) To dla mnie najlepsze sposób na wyłączenie i chwila na uporządkowanie własnych myśli. Takie oderwanie od rzeczywistości.
Dziś Junior i nasze mamy po raz drugi w życiu świętują Dzień Babci. Rok temu, trzymiesięczny Junior na moich kolanach, swoimi jeszcze nie bardzo skoordynowanymi ruchami rączek bazgrał na kartkach tworząc dzieła przebijające na głowę Picassa :) Tak samo w tym roku, choć już w sposób bardziej skoordynowany i świadomy, Junior całe wczorajsze popołudnie spędził na robieniu laurek, ale pomysłu na drobny prezent nie mieliśmy. I tak sobie główkowałam, główkowałam i stwierdziłam, że obie babcie, tak jak ja, mają mnóstwo luźnych fruwających karteczek z przepisami, więc każda dostanie swój własny Przepiśnik, w którym będzie mogła sobie te karteczki uporządkować :) No bo ileż można kupować bombonierki, prymulki czy inne tulipany? A tak, będziemy oryginalni :) Dobry prezent? :)
A ja tradycyjnie... kierunek cmentarz... :(

Komentarze

  1. Świetny prezent! Sama takiego szukam :) Gdzie i za ile Twój mąż je kupił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tesco mi kupil, ale nie wiem za ile. Jak będę dziś to sprawdze i dam znac

      Usuń
  2. Mam ten sam sposób na "wsiąknięcie" :D i przepiśnik mam w takich samych kolorach tylko trochę inna okładka. Jako prezent dla babci - super pomysł :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no proszę :)
      Taki sposób jest super, nie ma co :)

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że moja szwagierka też jest zadowolona, bo dostała taki od nas pod choinkę. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny! Tymi wypróbowanymi i sprawdzonymi przepisami możesz podzielić się też z nami... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mi sie podoba :-)
      A no postaram sie podzielic czyms smacznym

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...