Przejdź do głównej zawartości

Naj...

Wiecie co, zastanawia mnie ostatnio jedna rzecz. Wśród naszych znajomych i rodziny jest ostatnio naprawdę mnóstwo dzieci. I kiedy tak się z nimi spotykamy obserwujemy ich metody wychowawcze. Każdy wychowuje swoje dzieci tak, jak uważa za stosowne i nie mnie to oceniać, ale uważam, że niektóre zachowania to gruba przesada. Za gruba. Sami jesteśmy rodzicami i wiemy jak to jest kochać dziecko. Chcemy dla Juniora jak najlepiej, jest dla nas całym światem i uważamy Go za najpiękniejsze, najmądrzejsze i najwspanialsze dziecko na świecie. Wiadoma sprawa. Jednakże zasada jest taka, że takimi poglądami dzielimy się tylko między sobą, ewentualnie wbijamy do główki Juniorowi różne pochwały, żeby wiedział, że bardzo Go kochamy. Chwalimy Go jak tylko się da, bo nam tego w dzieciństwie zabrakło, a każde z nas bardzo chciało słyszeć takie słowa. Bo to ważne. Dla nas takie rozmowy to coś normalnego, ale kiedy spotykamy się z rodziną czy ze znajomymi, staramy się zachować zdrowy umiar. Owszem, kiedy ktoś zapyta i rzeczywiście go to interesuje, to opowiadamy jaki Junior jest, co już umie, a czego prawie się już nauczył itp., ale nie zagadujemy towarzystwa na śmierć tylko i wyłącznie tematem Juniora. Kiedyś nawet usłyszeliśmy taką opinię od naszych przyjaciół, którzy powiedzieli nam, że jesteśmy jednymi z niewielu ich znajomych, którzy nie dostali świra na punkcie dziecka i potrafimy zachować właśnie ten zdrowy umiar, nie zamęczając wszystkich rozmowami o kupkach, porodach i ulewaniu. Nie powiem, miło nam się zrobiło, nawet bardzo, ale w sumie dla nas to normalne. Bo przecież nie wszystkich musi to interesować. Owszem, w gronie osób, posiadających dzieci, pewne tematy muszą czasem wypłynąć, jak choćby te kupki :) ale bardziej na zasadzie humorystycznej czy jako przerywnik od innych tematów. Fajnie jest też na pewne tematy pogadać z innymi rodzicami, wymienić się doświadczeniami i w ogóle, ale ludzie kochanie, są przecież też inne tematy na świecie. Jest w naszym gronie taka rodzinka z dwójką dzieci. Ludzie z naszym wieku, czyli koło trzydziestki, mają dwie córeczki, jedna chodzi do zerówki, druga ma osiem miesięcy. W ich towarzystwie temat jest jeden - dzieci, dzieci, dzieci i wszystko co się z nimi wiąże. A jak ktoś próbuje skierować rozmowę na inne tory, oni i tak z uporem maniaka wrócą do tematu wyjściowego :) W sumie mimo, że mają dwoje dzieci, w ich opowieściach mowa jest tylko o starszej dziewczynce. No, bo ona jest najlepsza ze wszystkich dzieci w swojej zerówkowej grupie, wszystko już umie, liczyć (szkoda, że nie pierwiastkować), czytać biegle, pisać najtrudniejsze słowa, śpiewać, rysować na poziomie studentów ASP. No w ogóle same ochy i achy. Po prostu cud miód i orzeszki. Może i umie te wszystkie rzeczy, w końcu ma 6 lat, więc kto wie, ale na pewno nie na poziomie, jaki przedstawiają jej rodzice (czasem mam wrażenie, że oni sami chyba do tego poziomu nie dotarli :P). Młodsza dziewczynka jest traktowana tak na odczepnego, jak wypadek przy pracy - jest to jest, trudno, ale niech się zajmie sama sobą, bo oni mają tą starszą córkę przecież. No i siedzi to malutkie biedactwo, bawi się tym, co jej wpadnie w rączki, a jak są inne dzieci, to zawsze do zabawy wybierają właśnie tą malutką kruszynkę, a nie starszą. Tej starszej inne dzieci jakoś tak nie trawią, mam wrażenie. Kiedyś po wyjściu tej całej specyficznej rodzinki, synek znajomych powiedział "Mamo, dobrze, że oni już poszli, bo ta Hania, to cały czas się rządzi i wszystko ma być tak jak ona chce". Nikt tego nie skomentował, ale ten mały czterolatek trafił w sedno. Dziewczynka przez podejście rodziców jest już rozpuszczona jak dziadowski bicz. Non stop musi być w centrum uwagi, wszystkie dzieci muszą się bawić tak, jak ona chce i jak ona wymyśli, a wszyscy dorośli mają mieć oczy skierowane na nią, bo ona akurat coś mówi, występuje itp. A rodzice nigdy jej słowa nie powiedzieli, że to nieładnie czy coś. Wcale się nie dziwię, że dzieci wolą bawić się z niemowlakiem niż z nią. A my jak tak na nich patrzymy, wiemy jakich błędów nie popełniać... :)

Komentarze

  1. Współczesny świat niestety zmienił środek ciężkości i dla wielu ludzi to dzieci są na 1 miejscu, bez względu na wszystko. Uważam, że nie można do tego dopuścić, by dziecko kręciło naszym życiem.
    Nie mam małych dzieci w swoim otoczeniu, ale w moim zawodzie bardzo często obserwuję niestety tą tendencję.
    Cieszę się, że Wy zachowujecie zdrowy rozsądek. Jak widać się da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nigdy nie bylam zwolenniczka takiego stanu rzeczy, zresztą Mezu tez nie, dlatego robimy wszystko, żeby do tego nie dopuscic. Tak jak piszesz, jak człowiek chce, to się da.

      Usuń
    2. I oby tak dalej... nie można dopuścić by dziecko wlazło nam na głowę i w niej całkowicie zawróciło ;)

      Usuń
    3. dzieci zawracają w glowie czy tego chcemy, czy nie, ale trzeba zachować jakiś umiar i rozsadek, bo później sa efekty "bezstresowego" wychowania

      Usuń
  2. Ważny jest zdrowy umiar we wszystkim. Myślę że rozmowy dorosłych nie powinny się ograniczać tylko do dzieci chć zajmują z pewnością sporą część.
    W naszym otoczeniu są różni rodzice ale w miarę normalni w kwestii wychowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedy ma się dzieci, sila rzeczy na spotkaniach towarzyskich ich temat wyplywa, nie ma bata, ale to nie może być tak, ze ograniczamy się tylko do dzieci i o niczym innym nie potrafimy rozmawiać. Nie tedy droga moim zdaniem

      Usuń
  3. Z jednej strony to dobrze, że jest taki przykład rodziny, bo doświadczacie tego i wiecie czego unikać, a z drugiej strony szkoda dzieci... tylko ich krzywdzą... zarówno tą starszą jak i młodszą (choć tej młodszej to aż mi się szkoda zrobiło, budulka mała :( )
    Niestety tak to już z rodzicami bywa... jedni potrafią dawkować sobie emocje, a inni po prostu nie...

    To jest w sumie podobnie jak z przyszłymi mamami... pieluszki, wyprawki, wózki, itd... :D Jak spotykam się ze znajomymi raczej nigdy nie wychodzę na prowadzenie z takim tematem. Jedni są na etapie organizowania wesela, inni ani nawet nie są zaręczeni... uznałam, że jak ktoś będzie chciał coś wiedzieć, to zapyta i wówczas temat się rozwinie na krótką chwilę. Czasem jedynie coś wplotę, jak mi się wspomni właśnie na zasadzie humorystycznej, jak piszesz :)
    A jeśli spotykam się z obecnymi świeżo upieczonymi mamami lub przyszłymi to wiadomo, wiedzie jeden temat, ale są też inne... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi tez jest szkoda, tej młodszej dziewczynki, bo ta starsza ostatnio już naprawdę działa mi na nerwy, a ta malutka tak naprawdę jest pozostawiona sama sobie i musi sobie biedna jakos radzic i organizować zajecie. Przykre to jest.
      We wszystkim trzeba zachować zdrowy umiar. Tak jak piszesz - jeśli ktoś zapyta, bo go to interesuje, to można chwile pogadać, ale rozmowy nie może zdominować jeden temat

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...