Przejdź do głównej zawartości

Wielki dzień...

No i znowu mnie wsysło na dość długo. Ale tym razem uważam się za w pełni usprawiedliwioną, a dlaczego to za chwilę się dowiecie. Mężu od Wigilii do 6 stycznia miał wolne i przez 2 tygodnie cieszyliśmy się naszą codziennością we troje. Było super i szkoda, że tak nie może być zawsze, ale cóż, trzeba zarabiać na chleb. No właśnie. Cały ten czas okołoświąteczny postanowiłam maksymalnie wykorzystać na przebywanie z Juniorem, wycisnąć z tego czasu każdą sekundę, nacieszyć się Nim na zapas, bo.... dziś wróciłam do pracy. Pierwszy raz zostawiłam Go na tyle godzin. Przez kilka dni oswajał się z sytuacją, przyjeżdżała do nas ciocia Męża i zostawali sami w domu na 2-3 godzinki, żeby Junior wiedział, że trochę pobędą sami, a później my wrócimy. Przetrwali te próby jedynie z kilkoma łezkami w pierwszy dzień, a dziś nadeszła chwila prawdy. Wczoraj wieczorem uryczałam się jak dzik, no bo przecież ja będę tęsknić i w ogóle, jak to tak można dziecko zostawić na tyle czasu i przecież Junior też pewnie będzie tęsknił, Mężu słuchał mnie z lekkim uśmieszkiem pod nosem, za co dostał opierdziel, bo przecież on nie wie jak to jest :) Wypłakałam się, uspokoiłam i z drżącym sercem poszłam spać ze świadomością, że jak rano zadzwoni budzik, to wszystko się zmieni. No i tak - ogarnęliśmy Juniora, daliśmy Mu jeść, Junior poszedł się bawić, a my ogarnialiśmy się przed wyjściem. O 7 przyszła ciocia, Junior na jej widok aż się cały rozpromienił, my ukradkiem daliśmy Mu buziaka i zbieraliśmy się do wyjścia, a Synek nawet się na nas nie obejrzał i pobiegł bawić się z ciocią :) Siedzę w pracy, informatycy przywracają mi dostęp do systemów, więc na razie siedzę i się nudzę. Ciałem jestem w Firmie, ale głowa została w domu i cały czas myślę jak oni sobie tam radzą. Cudem wytrzymałam do 10:28 zanim zadzwoniłam zapytać jak tam :) Wcześniej bałam się dzwonić, bo nie chciałam usłyszeć płaczu w tle. No ale w końcu pękłam i dzwonię - a tam? W tle owszem słychać Juniora, ale padającego ze śmiechu :) a ja w końcu odetchnęłam z ulgą :))) Da radę, to ze mną jest o wiele gorzej pod tym względem, ale ja to nic. Najważniejsze, że mój Synek jest dzielny :) Będzie dobrze, nie ma innej opcji :))
Tymczasem w Firmie tyle się pozmieniało (pod względem osobowym), że jestem w szoku. Z około 20 osób na openspace znam 6 :))) Pracuję tutaj do końca stycznia, a od lutego zaczynam pracę w Nowej Firmie. Trochę mi szkoda stąd odchodzić, bo spędziłam tu kawał życia i mam mnóstwo miłych wspomnień, ale czas zacząć coś nowego. Taka kolej rzeczy :)

Komentarze

  1. Z ciekawości spytam - nie lepiej było zostać w domu do końca stycznia? Było to niemożliwe czy uznałaś, że fajnie będzie na chwilę wrócić do starej firmy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze nie mam na tyle urlopu a po drugie chodze tylko na 6 godzin i Junior bedzie mial czas zeby sie przyzwyczaic zanim pojde na 8

      Usuń
  2. No to powodzenia na nowej drodze zawodowej! A nowa praca na czym będzie polegać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie na tym samym, co robie w tej chwili - specjalista ds. zakupow w dużej firmie produkcyjnej :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...