Przejdź do głównej zawartości

melduje

Jestem jestem, nie martwić mi się tu J W Nowej Firmie dostęp do internetu oczywiście mam, ale wiadomo, że to są początki i po pierwsze muszę się skupić nad tym co tu do mnie mówią, bo jak na razie ni ch... nie rozumiem i jestem zielona jak szczypiorek na wiosnę, więc staram się maksymalnie wysili szare komórki i jakoś to wszystko ogarnąć, a jest tego mnóóóóóóstwo. No a poza tym tak trochę głupio w pierwszych dniach nowej pracy siedzieć na necie i pisać bloga J A jak już wracam do domu, to nadrabiam zaległości w czułościach z synkiem, później w domu też zawsze jest coś do zrobienia, a czas leci. Do Was zaglądam na bieżąco, więc wiem co w trawie piszczy, ale nie zawsze mam czas i możliwość komentowania, więc proszę mi wybaczyć J siła wyższa J Także teges... nie martwić mi się tu, bo ja jestem jak bumerang – zawsze wracam J Czasem trwa to ciut dłużej, ale wracam J
Ale do rzeczy, czyli jak tam wrażenia? Ano z jednej strony pozytywne, bo i ludzie do rzeczy, i atmosfera fajna, tylko wszystko tu jest takie „inne” i „obce”... Zupełnie inne niż w Starej Firmie, więc muszę sie przestawić na nowe funkcjonowanie, nowy sposób pracy, nowe obowiązki, nowe systemy, nawet skrzynka mailowa jest inna, więc uwierzcie mi, że ciężko jest się przestawić, szczególnie po zaledwie kilku dniach. Na razie czuję się trochę zagubiona, bo nie mam pojęcia co się z czym je, niewiele rzeczy potrafię ze sobą połączyć, pilnie notuję i czytam to co zapisałam, żeby sobie wszystko w głowie poukładać po swojemu.  Mam nadzieję, że nie zajmie mi to niewiadomo ile, bo nie lubię być taką niemotą, a tak się czuję, choć mój obecny szef twierdzi, że daję radę. No to niech mu będzie i tej wersji się trzymajmy J
A tymczasem cieszę się, że za kilka godzin weekend, bo ten tydzień był dla mnie jakiś wyjątkowo długi J

Komentarze

  1. Zadamawiaj się w nowej firmie, na wszystko przyjdzie czas! Fajnie, że napisałaś co u Ciebie:)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonale rozumiem! Ja w mojej firmie siedze juz 9 lat, wiec moge sobie pozwolic na siedzenie na blogach miedzy wykonywaniem obowiazkow. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć. Trzeba znaleźć jakiś sposób, żeby się dobrze zorganizować. A więc trzymam kciuki za Twoją nową pracę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że Ci się układa w nowej firmie. Powodzenia życz. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zagubienie towarzyszy zawsze w nowym miejscu. Daj sobie czas, nauczysz się wsystkiego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...