Przejdź do głównej zawartości

Czym się różnią mali chłopcy od dużych?

Stwierdzam wszem i wobec, że niczym.... No dobra, niech będzie, że wzrostem. A tak poza tym to niczym :) Tak samo kręcą ich nowe zabawki, tak samo pociągają ich komputery (przynajmniej moich), samochody i wszelkie robótki typowo męskie (choć Junior gotowaniem czy sprzątaniem też nie pogardzi - oj oby Ci tak zostało Synu :P). A do takich wiekopomnych wniosków doszłam ostatnio stercząc drugą godzinę nad piętrzącą się przede mną furą ubrań do prasowania. Teściowa moja jest zwolenniczką upychania wszystkiego nogą do szafek prosto z pralki, ale ja poszłam jednak w ślady mojej Mamy (i Męża też już prawie sprowadziłam na właściwą drogę) i wolę sobie wszystko uprasować po praniu i takie piękne, czyściutkie, pachnące i poskładane ułożyć ładnie w szafie. Ot takie zboaczenie :) No i ostatnio ogarniałam sobie takie 3 wsady pralkowe z jednego tygodnia i tak sobie kontemplowałam dochodząc do takiego oto wniosku, jak w zdaniu pierwszym. Stosik ubrań Juniora 10 bluzeczek, 3 pary spodenek, trochę bodziaków itp. Mężowy stosik - 12 koszulek, 5 koszul, 3 pary spodni. Ja - 5 bluzek i jedna para spodni :) Otóż moje chłopaki bez względu na to czy to duży, czy mały, brudzą się niemiłosiernie. I jakkolwiek tego małego jestem w stanie zrozumieć, tak ten duży jest dla mnie zagadką. Pracuje w biurze, jak po południu robi coś w ogrodzie, to w przeznaczonych do tego ubraniach, które wiadomo, muszą się brudzić i innej opcji nie ma. Myć się przecież myje :P, w domu czysto jest, a on ciągle czymś ufajdany. ględzę mu nad uchem o tym i ględzę i nic. No trudno, chyba będę musiała z tym żyć :P Tak, wiem to przemyślenia z gatunku tych niezbyt wysokich lotów, ale jakoś czułam potrzebę wylania żali. A co, mój blog, wolno mi :P

A tak generalnie nic nowego u nas. Dziś jest w końcu ładna pogoda i planujemy po obiedzie wybrać się na rowery. Junior ma swoje krzesełko, sam wybrał sobie kask i po pierwszych kilku krótkich przejażdżkach bałam się, że na tym się skończy, ale nagle synkowi memu się odmieniło i taka jazda chyba mu się spodobała, bo sam się dopomina, żeby wyjąć rower i jechać. No to jeździmy. Mamusi dobrze to zrobi :P

Komentarze

  1. Ja póki co dostrzegam jednak jeszcze sporo różnic, ale kto wie co będzie za kilkanaście miesięcy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wlasnie z kazdym miesiacem widze coraz wiecej podobienstw miedzy nimi :-)

      Usuń
  2. W takim razie u nas w związku to ja jestem chłopcem! :) To ja się zawsze czymś ubrudzę a M. wiecznie się ze mnie śmieje, że zawsze cos na siebie wyleje, chlapnę itp. Tak on się śmieje, bo to ja to piorę :P
    Wszystko inne raczej podobne jak u małego chłopca, jakaś mala technologiczna nowinka i nie ma chłopa na 2 dni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe... dobrze mu sie smiac :)
      Oj tak z tymi "zabawkami" to jest ciekawie. Jedna pierdółka, a ile radosci :P

      Usuń
  3. Ja mam tak samo, ze do szafy idzie juz czyste i poskladane. Tyle, ze mam suszarke, wiec musze wszystko po prostu poskladac poki jest cieple, prasowac nie musze (i cale szczescie!). :)

    Moje dzieciaki ostatnio spedzily z mezem kilka godzin na podworku, podczas gdy on doczyszczal auto (to jego bzik). Bi lazila, ogladala kwiatki, jezdzila na rowerku. Za to Nik chodzil za tatusiem krok w krok, pytajac o kazdy szczegol i wrocil do domu z nowym zasobem jakze pozytecznych slow, takich jak np. "felga". Prawdziwy maly mezczyzna! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam suszarki i w sumie nie czuje atkiej potrzeby, bo kocham zapach prania suszonego wiatrem :) Aczkolwiek przyznaje, ze suszarka to wygoda niesamowita :)
      Junior asystuje tatusiowi we wszystkim pracach związanych z narzędziami, podaje przeklada i nie myli sie ani troche :)

      Usuń
  4. Hej Kwiatuszku- po ponad dwóch latach założyłam nowego bloga- zapraszam;)
    A co do Juniora to Ci powiem, że bardzo mało się brudzi, nasza córcia to z tygodnia będzie miała 7 brudnych kompletów odzieży- przynajmniej 7;)

    Fajnie, że synek lubi jeździć na rowerze- nasza córcia jak zobaczyła fotelik i na nim usiadła na balkonie jeszcze to nie mogła się doczekać, jak założyła kask jeszcze w domu to też radość, jak zobaczyła, że tata z rowerem czeka na nią przed klatką to aż piszczała z radości, ale po 10 minutach jazdy zaczęła płakać i chciała zejść. Tak więc Mąż prowadził dwa rowery a ja dziecko i taka oto była nasza pierwsza wycieczka rowerowa. Ale za jakiś czas znów spróbujemy;)
    Pozdr i zapraszam do siebie- co prawda zaraz wyjeżdżamy and morze, ale po powrocie na pewno będę pisać;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...