Przejdź do głównej zawartości

Nie moja bajka


Na początku myślałam, że moje dziwne odczucia po zmianie pracy spowodowane są tym, że zapuściłam korzenie w poprzedniej Firmie i że po prostu muszę się przestawić na pracę w innej firmie i na inną politykę korporacyjną. Od początku byłam nastawiona bardzo pozytywnie i pełna chęci i zapału. Dziwne odczucia tłumaczyłam sobie zmianą i sama sobie mówiłam „Spoko, przyzwyczaisz się”. Za kilka dni mnie pół roku mojej pracy tutaj i wiem już na pewno, że się nie przyzwyczaję... Nie ma takiej opcji. Przyznaję, że finansowo wyszłam na tej zmianie bardzo dobrze, ale nie kasa jest najważniejsza. Nie odpowiadają mi pewne rzeczy w tej pracy, dość ważne jak dla mnie, o których oczywiście na rozmowie nie wspomniano. Widzę w tej pracy coraz więcej minusów, a coraz mniej plusów i co rano robi mi się niedobrze na samą myśl, że mam tam iść. Czarę goryczy przepełnia nasz szef, który krótko mówiąc jest psychiczny. Potrafi w jednej sekundzie ze spoko kolesia (pozornie, bo my wiemy jaki jest) zmienić się w psychopatę, który wyzywa i robi pracownikom awantury najczęściej niesłusznie, nawet nie wyjaśniając o co mu chodzi. Dlatego podjęłam decyzję, że to nie moja bajka i ja z tej karuzeli wysiadam. Nie od razu, bo najpierw muszę coś znaleźć, ale ja w takich warunkach nie mam ochoty pracować. Powiem Wam, że najbardziej chciałabym znaleźć pracę poza korporacją, w normalnej firmie, bo korporacyjny tryb pracy chyba już mi się przejadł. Krótko, bo krótko, ale chwilę pracowałam poza korporacją, więc wiem jak to mniej więcej wygląda. Ciężko będzie coś takiego znaleźć, bo w naszej okolicy jest cała masa firm, głównie forporacyjnych i wszelkie ogłoszenia, jakie się pojawiają najczęściej dotyczą takich firm, ale kto wie, może akurat coś ciekawego się znajdzie. Trzymajcie kciuki, a ja tym czasem jeszcze bardziej niecierpliwie wyglądam urlopu.

Komentarze

  1. Trzymam kciuki za szukanie nowej pracy! Niestety to jest ryzyko przy zmianie pracy, żenie wiadomo na kogo się trafi. Ja zamierzam też szukać poza korporacją... zobaczymy :-) może nam się uda ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie. Ale jak to mowia co nas nie zabije to nas wzmocni. Zawsze to doswiadczenie na przyszlosc

      Usuń
  2. Również trzymam kciuki. ale korporacja korporacji nie równa... Mam nadzieje ze znajdziesz prace marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, korporacja korporacji nierowna

      Usuń
  3. Ja rowniez trzymam kciuki!
    Masz racje, niestety. Co innego pracowac w malej firmie, a co innego w wielkiej korporacji. My (w sensie ja i koledzy z pracy) odczulismy to bolesnie, kiedy nasza firma zostala wykupiona przez ogromna, miedzynarodowa korpo. Wczesniej pracownicy i szefostwo znali sie jak lyse konie, jesli ktos mial nagly problem rodzinny czy osobisty, dalo sie zalatwic wiele rzeczy poza regulaminem. Wspolnie imprezowalismy, bylismy czesto na swoich slubach, itd. Teraz jestesmy tylko numerkami statystycznymi i z biegiem lat tez coraz bardziej mnie to uwiera...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, to dwa zupelnie rozne swiaty. Korporacja nei widzi czlowieka, tylko wyniki, a nie bierze pod uwage tego jakim kosztem je wypracowuje. Korporacja mnie tez uwiera i to bardzo, ale obawiam sie, ze nie tak latwo bedzie sie z niej wypisac, bo w okolicy sa glownie korporacje. Teraz chce po prostu zmyc sie z tej firmy, bo nerwowo dlugo tu nie wytrzymam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...