Przejdź do głównej zawartości

No i mam zagwozdkę...


Dostałam propozycję pracy. Fajne stanowisko z możliwością dalszego rozwoju, kasa ciut lepsza niż obecnie i co?  ...Nie wiem co robić. Mam ochotę spróbować, kusi mnie bardzo, ale się boję. Boję się tego, że znów trafię tak jak tu. Boję się, że po okresie próbnym mi podziękują, a kredyt sam się nie spłaci. Boję się, że trafię z deszczu pod rynnę. A z drugiej strony jeśli zostanę tutaj nic ciekawego mnie nie czeka, a tylko nerwy, nerwy, nerwy... Tyle tylko, że tutaj już tą umowę mam w ręce. Nie wiem co robić. Kusi mnie bardzo, ale się boję... Co robić?

Komentarze

  1. jeśli nie spróbujesz możesz żałować ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie tego tez sie boje. Ogolnie wszystkiego sie juz boje :)

      Usuń
  2. Tak to właśnie jest - niby źle w obecnej pracy, ale daje ona jakieś poczucie bezpieczeństwa. Na tyle, że ewentualna nowa praca, jeśli się pojawi, jest dość dużym ryzykiem. Niewielu ludzi na takie coś idzie. Ja poszłam i nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie dlatego tak trudno jest podjac decyzje o zmianie, bo to juz jest cos nieodwolalnego. Musze sie z tym przespac.

      Usuń
    2. Wszystko zależy od tego, na czym Ci bardziej zależy. Czy na zmianie pracy ze względu na atmosferę i warunki, czy na bezpieczeństwie płynącym z posiadania umowy.
      Ja jestem optymistką i w nowej pracy widziałabym szansę :) Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz.

      Usuń
    3. atmosfera i warunki pracy sa bardzo wazne, bo jesli jest zle, to predzej czy pozniej odbije sie na zdrowiu. A z tym bezpieczenistwem roznie moze byc w obecnej pracy patrzac na polityke firmy i niektorych managerow. Waham sie, ze coraz bardziej sklaniam sie ku nowemu.

      Usuń
  3. Ja bym mimo wszystko zaryzykowała... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana :) Skoro obecna praca i tak Cię w jakiś sposób nie satysfakcjonuje to nawet się nie zastanawiaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. Obecna praca mnie nie satysfakcjonuje, a atmosfera jest straszna, więc nie mam innej opcji jak zmiana. Drugi raz taka okazja sie nie trafi

      Usuń
  5. Ja bym zaryzykowała. Jest taka zasada prawdopodobieństwa, że jeśli zmieniasz przy nadarzającej się okazji to powinno się lepiej wyjść niż inni, bo ludzie się zastanawiają i nie podejmują decyzji. Dotyczy to zarówno stanowiska pracy, jak i np. pasów przy bramkach na autostradzie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez tak uważam. A to byla prawdziwa okazja, opowiem Wam w nastepnym poscie

      Usuń
  6. Próbuj :) nie zastanawiaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wcale CI się nie dziwię, że nie wiesz co zrobić. Trzymam kciuki za dobrą decyzję ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to bardzo trudna decyzja. Mam nadzieje, ze podjelam sluszna

      Usuń
  8. Rozumiem dylemat. Ja w takich sytuacjach nieraz az rycze z niemoznosci podjecia decyzji... Mysle jednak, ze to szansa. Jesli nie sprobujesz, a w obecnej pracy sytuacja bedzie sie tylko pogarszac, predzej czy pozniej bedziesz sobie pluc w brode. ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...