Przejdź do głównej zawartości

Come back of the year ;)

Długo dojrzewałam do tego momentu, ale tęsknota za tym miejscem wygrała. I oto jestem!
Nie mam bladego pojęcia czy ktokolwiek jeszcze tutaj zagląda, ale bardzo chciałabym przywrócić mojego bloga do swiata "żywych". A gdzie byłam kiedy mnie nie było? No cóż... wiele się wydarzyło.
Ostatni post dotyczył m.in. mojej zmiany pracy. Jak czas pokazał mimo pozytywnych przeczuć okazało się to BARDZO złą decyzją. Pracowałam tam trochę ponad pół roku. Zdecydowanie o pół roku za długo, ale kto to mógł przewidzieć. Początki zapowiadały się naprawdę obiecująco, ale po trzech miesiącach wyszło szydło z worka - zarząd okazał się bandą chamów i prostaków, chodziłam wiecznie znerwicowana, myślałam o tym co mnie czeka kolejnego dnia przez 24 godziny na dobę i dosłownie chodziłam po ścianach. W sumie los okazał się dla mnie łaskawy i po 9 miesiącach zaproponowano mi "cudowne" warunki - roboty tyle samo, ale pensja w wysokości 50% dotychczasowej, więc grzecznie, aczkolwiek dobitnie powiedziałam co o tym myślę i podziękowałam za taką umowę. Tym sposobem zostałam bez pracy. Mniej więcej w tym samym czasie mojego ginekologa zaniepokoiły moje wyniki badań i zlecił dodatkowe pod kątem raka. Najpierw biopsja, później oczekiwanie na wyniki sprawiło, że to było 6 najdłuższych, najbardziej nerwowych i najbardziej depresyjnych tygodni mojego życia. Wiadomo - w takich momentach wyobraźnia pracuje, a że ja nigdy ze swoją wyobraźnią nie miałam problemów, więc pracowała na podwójnych obrotach. A nawet potrójnych. Możecie sobie wyobrazić co przeżywałam. Na szczęście moje modlitwy zostały wysłuchane i okazałam się być zdrowa, ale nie życzę nikomu tego co przechodziłam. To wszystko sprawiło, że nie bardzo miałam czas i natchnienie do bloga. Zresztą moje pisanie sprowadzałoby się do roztrząsania wszystkiego na czynniki pierwsze, a nie chciałam się dodatkowo dobijać. Przez tych kilka tygodni daliśmy sobie spokój z poszukiwaniem pracy, żebym mogła trochę odetchnąć, a tydzień po tym jak dowiedziałam się, że jestem zdrowa znalazłam nową pracę ot tak sobie :) I to jest to. Pracuję tu od 7 miesięcy i jest super. To całkiem nowa firma, międzynarodowa, jest nas tylko troje Polaków, reszta pracowników to mega mieszanka kulturowa. To cudowni ludzie, z którymi świetnie się pracuje i naprawdę każdego dnia chodzę do pracy z uśmiechem na twarzy :) W KOŃCU!!

Junior nam wyrósł, ma już 3,5 roku, od roku chodzi do przedszkola (to ten rok kryzysowy, kiedy łapie wszystko, co się nawinie - od przeziębienia, przez ospę po jelitówkę :P). Wyrósł na bardzo mądrego i wygadanego chłopczyka. Nie powiem, czasem robi wszystko, żeby postawić na swoim, ale chyba każdy tak ma, co nie? :) Niedługo chcemy postarać się o jakieś rodzeństwo dla Niego, bo to już najwyższa pora, ale zobaczymy jak nam te starania będą szły :P
Mężu Niedawno dostał dużo lepsze stanowisko w swojej firmie, Chwilowo jest trochę w rozjazdach, bo musi przejść wszystkie konieczne szkolenia. Teraz od 2 tygodni jest w USA, w piątek wraca. Później jeszcze tylko jeden krótki wyjazd do Hiszpanii i będziemy go w końcu mieć przy sobie :)

Jak widzicie trochę się działo. Mam nadzieję, że choć trochę się wytłumaczyłam i że choć w jakiś stopniu to jest usprawiedliwienie mojej nieobecności. Po prostu przytłoczyły mnie wszystkie problemy, a później sprawy dnia codziennego i nie miałam głowy do bloga. Ale ostatnio na nowo zaczęło mnie tu ciągnąć, tak więc wracam - mam nadzieję, że tym razem na dobre.

Koniecznie dajcie znać czy ktos tu jeszcze jest :)))

Wasz Kfiatushek :)

Komentarze

  1. Witaj Kfiatushku!!! :)

    Podczas ktoregos z porzadkow na blogu, niecnie usunelam Cie z listy myslac, ze juz sie nie pojawisz. A jednak! ;) Mam nadzieje, ze juz zostaniesz!

    OdpowiedzUsuń
  2. A jednak się udało. Nigdzie się już nie wybieram ☺
    Nawet nie wiesz jak mnie cieszy ten pierwszy komentarz :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja juz co prawda nie pisze.;) ale jestem!;)
    Dobrze ze u Ciebie wszystko w porzadku! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem i wszystko w porządku. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę to napisać :)
      Szkoda, że już nie piszesz, ale mam nadzieję, że będziesz do mnie zaglądać.

      Usuń
  4. Ja co prawda dawno nie piszę.. jakoś natchnienia brak.. i szczerze zapomniałam o blogu.. ale właśnie dziś naszło mnie że zajrzę co tam słychać..

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dobrze, że gdzie niegdzie mam poukrywane linki ;) Cieszę się wracasz!

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie wiele się u Was działo. Ciesze się, że u Was już wszystko się poukładało:) miło że wróciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda działo się całkiem sporo i cieszę się z tej obecnej normalnosci :)

      Usuń
  7. Jak fajnie ze wróciłas i ze wszystko dobrze się skończyło... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. odnalazłam cie własnie dzisiaj...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...