Przejdź do głównej zawartości

I chciałabym, i boję się

Co jakiś czas z ust członków naszej rodziny, a także przyjaciół pada słynne pytanie "To kiedy drugie?". W sensie, że dziecko oczywiście. A ja jak w tytule - i chciałabym, i boję się.

* Chciałabym, bo:

- Junior ma już prawie cztery latka, zanim zaszłabym w ciążę i zanim Maluch by się urodził Junior rocznikowo miałby już 5 lat, a to moim zdaniem wystarczająco duża różnica wieku, im dalej w las tym mniej kontaktu będą ze sobą mieli (choć w sumie znam przypadki, że jest wręcz odwrotnie)

- JA też mam już swoje lata, w tym roku skończę 32, i jak wyżej - zanim zajdę w ciążę i zanim urodzę, to rocznikowo będę mieć 33 lata. Dużo. A biorąc pod uwagę fakt, że im człowiek starszy, tym większe ryzyko komplikacji w ciąży i tym trudniej w ogóle w tą ciążę zajść, więc wychodzi na to, że to ostatni dzwonek

- No i chcielibyśmy to drugie dziecko mieć, bo ja jako jedynaczka nie chciałabym, żeby mój Junior był sam. Niby ma kuzynów, kolegów i koleżanki, a nawet dwóch prawdziwych przyjaciół, ale z doświadczenia wiem, że to jednak nie to samo.

* Boję się, bo:

- Urodzić i być przez rok na macierzyńskim to nie problem. Tylko co dalej??? Mamy taką, a nie inną sytuację, że babcie i dziadek pracują i jeszcze chwilę będą pracować. Zakładając, że za dwa lata od teraz musiałabym wrócić do pracy, mielibyśmy ogromny problem co z tym Maluchem zrobić, bo nie miałby kto z nim zostać. Urlop wychowawczy BEZPŁATNY przy kredycie raczej nie bardzo wchodzi w grę, chyba, że zmieniłaby się sytuacja u Męża w pracy w przyszłym roku, co po cichu jest planowane i wtedy można byłoby się nad czymś takim ewentualnie zastanowić. Ale, że w życiu różnie bywa i plany się zmieniają, to może nic z tego nie wyjąć. A jeśli faktycznie nic by z tego nie wyszło, zostaje nam żłobek, bo nie znamy żadnej zaufanej osoby, której byłabym skłonna powierzyć dziecko. A wiadomo - jak żłobek, to i choroby, a jak choroby, to i L4 w pracy i tu przechodzimy do kolejnego punktu

- Po moich zawirowaniach z pracą cieszę się ze stabilizacji, którą udało mi się po tych ciężkich miesiącach wypracować. I tu rodzi się problem w związku z moją ewentualną ciążą, bo to oznaczałoby kolejną rewolucję. Teraz jest fajnie, mam spokojną i naprawdę wymarzoną pracę, ALE umowę mam na czas określony i skończyłaby mi się w trakcie ciąży. Wiadomo, w takiej sytuacji, umowa jest automatycznie przedłużana do dnia porodu, ale co dalej? Kto przedłużyłby mi umowę w takiej sytuacji? Marne szanse... Gdybym miała teraz umowę na czas nieokreślony, to w ogóle nie byłoby czym się martwić, a tak? Skończyłaby mi się umowa, dostałabym zasiłek macierzyński, a później co? Zostałabym całkowicie na lodzie.

I taki mamy dylemat... nie do pozazdroszczenia :( Zazwyczaj, gdy słyszymy to pytanie, albo nie odpowiadamy w ogóle, albo stwierdzamy krótko "Może kiedyś" i ucinamy temat. Bo co innego mamy powiedzieć?
Ja powoli zaczynam godzić się z myślą, że zostaniemy we troje - Junior i my, a z drugiego dziecka nici, choć bardzo nie chcę, żeby to się tak skończyło. Najlepiej byłoby "wpaść" i nie rozkładać tematu na czynniki pierwsze, tylko co dalej?

Komentarze

  1. Widzisz... ja dziś o tym samym miałam napisać post ale jakoś mi nie wyszło. Mamy podobne dylematy. Nasz Młody będzie miał teraz 3 lata więc różnica wieku byłaby mniejsza niż u Was, ale mój wiek ( identyczny z Twoim ) tez podpowiada że niedługo może być za późno.
    U nas z umowami jest odwrotnie - Małżu ma na określony i trochę jest stres...
    Jak nas pytają kiedy kolejne odpowiadam "w swoim czasie" bo cóż można więcej powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, bo tu nie ma żadnej "prawidłowej" odpowiedzi. Bardzo chciałabym, żeby do naszej rodziny dołączył ktos jeszcze, ale obawiam się, że to może nie być takie proste.

      Usuń
  2. My z mężem jesteśmy przykładem, że różnica wieku nie gra roli, jeśli chodzi o kontakt z rodzeństwem. L. ma siostrę starszą 9 lat i znacznie lepszy kontakt, niż ja z moją, gdzie różnica lat jest tylko 4 ;) Ludzie są różni, geny niczego nie gwarantują.

    To jest tylko Wasza decyzja i nikt się nie powinien wtrącać. Nasze rodziny na szczęście są na tyle dyskretne, żeby nie pytać kiedy pierwsze ;) I całe szczęście, bo to wrażliwy temat.
    Dodam jeszcze, żebyście docenili, że w ogóle możecie mieć drugie dziecko. Dla niektórych to nie jest takie proste i oddaliby wiele, każdą umowę o pracę czy pieniądze, żeby móc mieć taki dylemat jak Wy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, z tą różnicą wieku bywa różnie i nie ma tu zasady. Masz rację.
      Tak naprawdę to nie wiemy czy możemy mieć drugie dziecko. Póki co się nie pojawiło, choć wydaje mi się, że już dawno powinnam zajsć w ciążę. Zobaczymy co życie przyniesie

      Usuń
  3. Ehh. Decyzja o pierwszym dziecku jest bardzo często trudna,a co dopiero o drugim.
    U nas jest różnica 2 lata i 9mcy. Widząc 15miesieczniaczke i prawie 4latka,ich psoty,kłótnie,a jednocześnie tą niesamowitą troskę o młodszą siostrę,wiem że podjęłam najlepszą decyzję w życiu.

    Znów jestem niejako wykluczona z zawodu,znów zaczynam od zera. Też mam kredyt. Aktualnie czekam na decyzję o przyjeciu mnie do pracy w klinice (od lutego). Ja mam o 11lat starszą siostrę,półtora roku temu zmarła nam mama,relacje są dobre,dzwonimy do siebie,spotykamy ale to nigdy nie będzie bliska relacja. Jednak 11lat to przepaść pokoleniowa.

    Myślę że trzeba usiąść,przemyśleć a co gdyby,zacząć odkładać w razie co gdyby tej pracy zabrakło po ciąży już w jej trakcie. Podejść do całej sytuacji z głową. Widać że chcecie. I tego wam życzę🙂


    Hebamme.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 11 lat to dużo, dlatego chciałabym, żeby nie było aż takiej różnicy.
      Odkładać będziemy jak skończą nam się dosć spore wydatki, których w tej chwili trochę mamy. Myslę, że po wakacjach będziemy mieć te tematy za sobą i będziemy mogli mysleć o oszczędzaniu, ale to i tak nie do końca rozwiązuje sprawę. Są osoby, które wychodzą z założenia, że "Bóg dał dziecko, to da i na dziecko". Ja mam zupełnie inne podejscie w tej sprawie, dlatego mamy swiadomosć wszystkich "za" i "nie teraz"
      Nie wiem, musimy wszystko dokładnie przemyśleć. Zresztą - plany to jedno, a życie to drugie, zobaczymy co nam przyniosą kolejne miesiące.

      Usuń
  4. Bardzo zbliżone dylematy. To znaczy jeśli chodzi o samo podjęcie decyzji, bo u nas sytuacja zawodowa jest ok. Ja boję się wrócić do pieluch, karmienia piersią i ogólnie tego, że znów życie mi się wywroci do góry nogami, kiedy dopiero niedawno doszłam do równowagi. Średnio mi się chce znów zamknąć się w domu na rok. No i drugie dziecko to jest już podwójna praca, dużo cięższa niż z jedynym. Teraz jest mi dobrze, mogę powiedzieć, że tak mi wygodnie. Waham się cały czas, bo w głębi duszy nie chce by mój syn był jedynakiem. Ale z drugiej strony dla mnie osobiście ten pierwszy rok to trudne chwile, do tego z około 3- latkiem przy nodze. Nie wiem czy dałabym radę. W ogóle ten temat to tabu dla mnie. Zawsze chciałam co najmniej dwójkę. Teraz widzę to zupełnie inaczej. Boję się po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doskonale Cię rozumiem z tym powrotem do pieluch (i o tym będzie mój kolejny post). Ja generalnie bardziej obawiam się konsekwencji, o których tu napisałam. Nie boję się, że byłoby ciężko albo, że musiałabym siedzieć przez rok w domu. To dla mnie nie problem, ale jak sama napisałas ciężko nam podjąć decyzję biorąc pod uwagę te argumenty. Zobaczymy...

      Usuń
  5. Między Mną a najstarszą siostrą jest 18 lat różnicy. Mimo, że do 28 roku życia wychowywałyśmy się w domu rodzinnym, nie potrafiłyśmy nawiązać ze sobą bliższej więzi. Nie zwierzamy się sobie. Rozmawiamy i owszem, czasem od święta pójdziemy razem do sklepu, ale nic ponadto. Mam też drugą siostrę, z którą różnica wiekowa to 16 lat i też tak samo jak z pierwszą siostrą, spotykamy się na rodzinnych uroczystościach, rozmawiamy, ale nic wielkiego.. owszem, martwimy się o siebie jak coś się dzieje, szanujemy się itp, czasem jakieś sprzeczki wiadomo, ale zażyłości ja nie czuję, z bratem o 2 lata starszym również.

    A co do ciąży, nigdy nie będzie odpowiedniego momentu, na pierwsze, drugie czy trzecie, bo zawsze będzie "to coś" na nie. Moim zdaniem jeśli chcecie to nie ma na co czekać, młodsi nie będziecie, Wasz synek coraz starszy. Jakoś to wszystko się poukłada, ważne, że Twój Mąż pracuje, więc nie macie tragedii. 500 + też pewnie dostajecie. Jakieś dodatki i inne finansowe sprawy też. Ludzie mają sto razy gorzej od was i decydują się na dziecko,i żyją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiadomo jak to będzie z tymi więziami między rodzenstwem, bo to zależy od człowieka. Dzieci z różnicą wieku 1-2 lata mogą mieć ze sobą dużo gorszy kontakt niż te, między którymi jest 10 lat różnicy. I odwrotnie. Tu nie ma reguły.
      Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że zawsze będzie jakiś argument na nie, dlatego postanowiliśmy zdać się na los. Co ma być to będzie.
      Z 500+ nie korzystamy, bo mamy 1 dziecko, więc siłą rzeczy nam nie przysługuje, tym bardziej, że oboje pracujemy i mamy dochód, z innych dodatków też nie korzystamy :)
      Wiem, że ludzie decydują się na dziecko w dużo trudniejszej sytuacji i chwała im za to. W naszym przypadku staramy się odpowiedzialnie podejsć do sprawy. Zresztą planować sobie można, a życie często i tak płata figle :)
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...