Przejdź do głównej zawartości

Nasze życie z prawie-czterolatkiem.

Zbieram się i zbieram, że by coś napisać, ale cholercia czasu jakoś mało. W domu zaczął się sezon ogródkowy - więc sadzenie, koszenie wyrywanie chwastów, projektowanie. Poza tym trzeba odgruzowywać chałupę po niektórych zabawach Juniora, choć przyznaję, że ostatnio dzielnie mi w tym pomaga. I dobrze, niech się uczy, a co! W pracy też jakiś młyn się zrobił, bo coraz bardziej się rozkręcamy, przyjmujemy co chwilę nowe osoby, więc trzeba ogarnąć związaną z tym papierologię, oprócz tego rekrutacje na różne stanowiska i 8 godzin mija. Ledwie starcza mi czasu, żeby zajrzeć co u was, a na pisanie u siebie już tego czasu nie ma. Ale, jako że tą chwilę mam teraz postanowiłam usiąść na tyłku i napisać cokolwiek, bo stwierdziłam, że jak nie teraz to nie wiem kiedy :P
Ten post nasunął mi się niejako sam z siebie w trakcie pisania poprzedniego. W zasadzie można powiedzieć, że Ida mnie natchnęła swoim komentarzem. No bo tak - jeśli zdecydujemy się na drugie dziecko albo jeśli los zdecyduje za nas ;P będzie to oznaczało kolejną zmianę o 180 stopni. Wrócimy wtedy do pieluch, nocnego karmienia, nocnych pobudek, ząbkowania i innych tego typu "rozrywek".
Niby doskonale już to znamy i nie straszne są nam tego typu atrakcje, ale przyznaję, że już się przyzwyczailiśmy do wygody jaką stwarza życie z prawie-czterolatkiem :) (co nie znaczy, że z tego powodu się nie zdecydujemy :P w grę wchodzą inne czynniki jak już wspominałam).
I dziś własnie ma być o tym jak wygląda nasze życie z prawie-czterolatkiem :)
Wiem, że każdy to mówi i że to banał, ale wydaje mi się, jakby dzień narodzin Juniora był wczoraj. No ewentualnie tydzień temu :P A tu jakimś cudem za cztery miesiące z haczykiem moje małe kurczątko skończy 4!!! latka. Jako noworodek i niemowlak nie sprawiał kompletnie problemów - ominęły nas męczące i bolesne ząbkowania, kolki i gorączki. Później zaczęły się schody, bo w wieku około 17 miesięcy zaczął się u Juniora bunt dwulatka, który (przyznaję) w różnym nasileniu trwa do dziś i tak już podobno będzie już do 18-stki :P A jaki jest sam Junior? Przede wszystkim odkąd zaczął chodzić do przedszkola niesamowicie się zmienił. Zrobił się bardziej otwarty na inne dzieci, przynosi z przedszkola różne zabawy, w które bawi się z sąsiadami i każdego dnia zauważamy, że ma niesamowitą pamięć. Kiedy czytamy mu znajomą bajkę, potrafi bez zająknięcia dokończyć rozpoczęte zdanie z książki i to na wyrywki. Kiedyś sprawdzałam czy to przypadek i otwierałam książkę na różnych stronach, zaczynałam czytać zdanie, a Junior dokańczał. Byłam w ciężkim szoku i w sumie jestem do tej pory :P Zna już wszystkie literki, które powoli zaczyna składać ze sobą i potrafi odczytać niektóre proste wyrazy. Umie liczyć do 14, śpiewa piosenki, mówi wierszyki - jednym słowem przedszkole BARDZO mu służy (pomijając choróbska). Zrobił się też bardzo samodzielny, bo jak jest głodny, to sam sobie weźmie jakąś przekąskę albo powie, że coś by zjadł. Sam chodzi do toalety, sam je obiad i generalnie nam dorasta.  Co dla nas jest niesamowicie wygodne, bo nie trzeba skakać koło Niego co chwilę i można wiele rzeczy w tym czasie zrobić czy po prostu usiąść na chwilę z książką i kubkiem herbaty w ręce i po prostu odpocząć. Możemy też spokojnie wyjść gdzieś z Mężem bez obaw, że będzie za nami rozpaczał, a jak nocuje u Dziadków to już w ogóle jest luksus, bo Junior cały w euforii, że jedzie spać do Dziadków, a my w euforii, że mamy wolny wieczór, wolną chatę i nikt nam nie zrobi pobudki o 6 rano :P Pomijam fakt, że później takiego podróżnika ciężko jest ściągnąć do domu, ale to już inna para kaloszy :P Żeby nie było tak słodko i cukierkowo potrafi też konkretnie pokazać różki, kiedy wpada w histerię z tylko sobie znanego powodu albo z powodu prostych trzech liter "NIE", kiedy jojczy i nic mu nie pasuje, bo "Mamo nudzi mi się/nie będę tego jadł/nie będę tego robił/nie chcę tych butów" i generalnie wszystko jest na "nie", kiedy jest kompletnie głuchy na jakiekolwiek nasze prośby i kiedy wystawia naszą cierpliwość na granice wytrzymałości :P
Także teges... fajnie było z malutkim Juniorkiem i fajnie jest już z takim odchowanym. I często dopada mnie taka nostalgia, że to tak szybko mija i trzeba łapać każdą chwilę, bo ani się nie obejrzymy, będzie już całkiem duży. A że już za moment Dzień Mamy, to tak mnie wzięło za rozmyślania. Na wielu blogach pojawia się takie jakby podsumowanie z "wykonania projektu MAMA" i sama zaczęłam się zastanawiać jaka ze mnie Mama. Cóż staram się jak mogę. Czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej. Czasem sama mam ochotę pizdnąć się w łeb, a czasem stwierdzam z satysfakcją, że nawet mi to mamowanie wychodzi. I wiem, że tak jest, nikt nie jest idealny i ma lepsze i gorsze dni. Ale za każdym razem kiedy widzę uśmiech na buzi Juniora i słyszę "Kocham Cię Mamo" myślę sobie, że chyba jednak daję radę :)
No nic... póki co wracam do rzeczywistości, bo robota wzywa. Postaram się napisać jeszcze w tym tygodniu, jeśli czas pozwoli. Jak zwykle miałam pełną głowę pomysłów na posty, a teraz pustka. Standard :P
Miłego popołudnia Wam życzę ;)

Komentarze

  1. Oj, jak ja znam takie dylematy... My w końcu "zamknelismy warsztat" z Mężonem, bo się ciut późno zrobiło, do czterdziestki bliżej niż dalej, a Młoda już wyrośnięta. Mnie też rodzinka molestowała o drugie, teraz już się chyba przyzwyczaili. Może gdyby nie ten życiowy zakręt na który mnie wywaliło, byłabym szczęśliwą matką dwojki. A tak, jestem szczęśliwa mając jedno. Wiesz, do mnie w argumentach najbardziej przemawia czas. Przez pracę ciągle mam go mało, za mało dla jednego dziecka, więc co bym dała drugiemu? A co do bycia... Może po prostu być "wystarczająco dobrą mamą" żeby sobie niczego nie zarzucać?😀 Dla naszych dzieci i tak jesteśmy najlepsze... bo jedyne 😀 całusy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa kochana... Zobaczymy jak nam się wszystko poukłąda. Najważniejsze, że to jedno już JEST. I dzięki temu nie mam takiej spiny. Bardziej podchodzę do tego na zasadzie "Będzie to super, a jak nie to będzie mi bardzo szkoda, ale co zrobić - taki lajf"

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...