Przejdź do głównej zawartości

Dream Job :P



W sumie zastanawiałam się czy pisać o tym na blogu, bo ten temat do przyjemnych u mnie nie należał przez dobrych kilkanaście miesięcy, ale w sumie przecież postanowiłam sobie, że nie chcę, żeby to miejsce było tylko słodyczą płynące, lecz poruszające różne codzienne tematy, a te wiadomo - raz są słodkie, a innym razem niekoniecznie. I temat mojej pracy jeszcze do niedawna należał zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Jak wiecie (albo i nie wiecie, bo grono czytelników od tamtej pory trochę się zmieniło) w styczniu 2015 roku wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim. W zasadzie wróciłam to za dużo powiedziane, bo spędziłam tam tylko miesięczny okres wypowiedzenia. W każdym razie po prawie 8 latach pracy postanowiłam zmienić firmę. I tutaj zaczęły się schody. Druga praca okazała się być totalnym niewypałem ze względu ze knującego popieprzonego ciula, którego mieliśmy w zespole i jeszcze bardziej popieprzonego ciula - "menadżera". Po 7 miesiącach tam stwierdziłam, że to jednak nie jest TO, szkoda mojego czasu i nerwów i postanowiłam poszukać czegoś innego. Udało mi się znaleźć pracę praktycznie kilka ulic dalej, w "firmie z tradycjami", przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Jak czas później pokazał, byłam i ogromnym błędzie. Owszem, tradycje to tam były, ale niekoniecznie takie, którymi można byłoby się chwalić. Była to firma produkcyjna, która istnieje już prawie 170 lat. No i jak ktoś wybierze się tam na halę produkcyjną, gdyby nie stroje, mógłby pomyśleć, że cofnął się w czasie o tych 170 lat. Syf, kiła i mogiła, warunki fatalne, a płace takie, że szkoda gadać. Zresztą nie tylko na produkcji. Ja pracowałam w "biurowcu", który mieścił się w osobnym budynku. Ten był trochę bardziej współczesny, głównie piętro, na którym urzędowało szefostwo. Pozostałe biura może tyłka nie urywały, ale były całkiem przyzwoite. Gorzej z ludźmi. Tak na dobrą sprawę na palcach JEDNEJ ręki mogłabym policzyć normalne osoby, serio. I to głównie osoby, które pracowały tam krótko, tak jak ja. Pracowało się beznadziejnie. Szefostwo było jakieś totalnie oderwane od rzeczywistości, kompletnie nieobliczalne osoby, które własne g*no by zjadły, byle tylko zarobić więcej i więcej. mówiąc krótko dwoje całkowicie bezwzględnych ludzi. Najpierw miałam jedną bezpośrednią szefową, która kompletnie nie miała o niczym zielonego pojęcia, a na koniec okazało się, że była fałszywa do granic możliwości. Po trzech miesiącach mojej pracy tam została zwolniona i pojawiła się "nowa", która pracowała tam od 11 lat. I zaczęła się jazda bez trzymanki. Wszystko robiłam źle (choć zajmowałam się tą działką już ładnych parę lat i większość rzeczy miałam w małym paluszku), a jak już zmieniłam daną rzecz tak, jak sobie księżna życzyła, to i tak było źle. W czerwcu kończyła mi się umowa, Myślałam, że zostanę zaproszona na audiencję do najwyższego z najwyższych, ale usłyszałam tylko przez telefon, że Pani Iza z kadr przekaże Pani szczegóły. Ok, poszłam, ale już od progu po jej minie widziałam, że jest nie halo. Owszem, zaproponowano mi umowę na całe kolejne 3 miesiące i uwaga! za 50% tego co miałam do tej pory. Bo tak. I jestem w 100% pewna, że to była zasługa szanownej szefowej. Jako, że był to ostatni dzień mojej umowy, poszłam do biurka, trzęsącymi z nerwów rękami wypisałam obiegówkę, rozliczyłam się z kadrami, zebrałam swoje rzeczy i bez słowa wyszłam. Tego dnia było mi ciężko psychicznie, bo to nie jest nic przyjemnego z dnia na dzień zostać na lodzie, ale co zrobić, tak bywa. Następnego dnia już inaczej na to patrzyłam, bo stwierdziłam, że nie ma tego złego i tym lepiej dla mnie, że mnie tam nie ma. Niedługo później zaczęły się moje problemy zdrowotne, więc wpadłam w niezły dołek, ale na szczęście wyszłam z tej sytuacji z tarczą i chwilę później na spokojnie zaczęłam szukać pracy. I tak we wrześniu trafiłam tu, gdzie jestem teraz. Boję się mówić to głośno, ale w końcu jest tak, jak być powinno. Jest to firma produkcyjna, jak większość w naszym regionie (a jest tego w okolicy naprawdę mnóstwo), 10 minut jazdy od domu, blisko do przedszkola. Mam fajne i ciekawe stanowisko za uczciwe pieniądze, fajne towarzystwo i przede wszystkim święty spokój. Szef jest naprawdę bardzo ludzki, nie ma żadnego problemu, kiedy potrzebujemy wyjść wcześniej czy wziąć dzień wolnego, ma fajne i przyjacielskie podejście do wszystkich pracowników. Mój angielski nigdy nie był dla mnie problemem, od pewnego momentu był dla mnie dosłownie drugim językiem ojczystym ale tutaj rozwinął się jeszcze bardziej nie tylko ta wersja formalna, ale i nieformalna. Większość osób, które tu pracują to obcokrajowcy (są tylko 4 osoby z Polski i kilka na produkcji). U nas w biurach mamy 3 Amerykaninów, 1 Hiszpana, 2 Japończyków i 1 Anglika :) Więc jest pole do rozmów po angielsku i poznania wielu ciekawych zwrotów, co mnie bardzo cieszy :)
Na początku nie byłam przekonana do tej propozycji pracy, bo kompletnie nie znałam tej firmy, nie słyszałam o niej żadnych opinii, bo dopiero ruszała (byłam 2 zatrudnioną osobą), ale teraz jestem bardzo zadowolona, że tutaj trafiłam i mam nadzieję, że zostanę tutaj jeszcze bardzo długo :))

Znalezione obrazy dla zapytania job

Komentarze

  1. Cieszę się że w końcu udało Ci się trafić do dobrej Firmy :) Oby pracowało CI się nadal tak dobrze a może jeszcze lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby dalej było tak dobrze jak jest teraz, a nawet lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Praca nie każda daje nam poczucie spełnienia czy np. godność ale ważne żeby szukać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tego co zauważyłam ostatnio coraz trudniej znaleźć miejsce, w którym pracownik czułby się dobrze. W sumie to zależy też od tego czego dana osoba szuka

      Usuń
  4. Im więcej czytam historii o poszukiwaniach i doświadczeniach w pracy, tym bardziej odczuwam jak bardzo jestem "uprzywilejowana" z racji branży, którą wybrałam. I już nawet nie chodzi o pieniądze, bo i z tym w IT bywa różnie, ale o to, że spotykam naprawdę fajnych ludzi na różnych szczeblach i w różnych firmach. Pewnie, czasem zdarzy się jakiś idiota, ale na ogół jest na tyle płaska struktura, a każdy skupia się na swojej działce, że nie doświadczyłam kopania pod kimś dołków, gierek itd. A jeśli się zdarzają to bardzo szybko rozchodzi się o tym fama i wiadomo, że ludzie nie będą chcieli tam pracować.

    Trzymam kciuki, żeby ta praca okazała się taką na lata :) Dobrze mieć spokojną głowę w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam to nieszczęście, że nawet przy tej plaskiej strukturze takie kopanie dołków było na porządku dziennym. Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała żeby ta praca była tą na lata...
      A co do twojej pracy - doceniaj to ci MSZ bo jak sama widzisz nie tak łatwo o dobre miejsce do pracy i życzliwych ludzi w tych czasach. Taka rzeczywistość...

      Usuń
  5. Zadowolenie z pracy to podstawa, bo czasem nawet pieniądze nie są w stanie zrekompensować strat psychicznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebys wiedziała. To co przeszłam w poprzedniej pracy kosztowało mnie tyle nerwów, że nikomu tego nie życzę. Tak naprawdę dopiero teraz psychicznie wychodzę na prostą. Po wielu miesiącach...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...