Przejdź do głównej zawartości

Jak to jest z tym diskiem z pola :P

Ostatnio w TV puszczali 25-lecie "diska z pola". Jako że mój Junior jest wiernym fanem jednego przeboju nie było wyjścia - trza było oglądać. A że Jego hicior był ostatni, więc oglądaliśmy ponad dwie godziny bez możliwości zmiany kanału, bo przecież dziecię czeka na swój hit. Whatever... W każdym razie ubawiliśmy się do łez przy każdej starszej piosence bo za każdym razem było "ooo pamiętam to, u ... na weselu to grali". A że jeszcze pokazywali fragmenty teledysków, można było się nieźle pośmiać z mody i teledysków wczesnych lat 90. Nie powiem, wieczór tak Mężu, jak i ja uważamy za udany. Junior szczególnie, bo bawił się jak na dobrym weselu :) W każdym razie już następnego dnia zaczęły się pojawiać komentarze "gwiazd" innych nurtów. A to, że nie słuchają w ogóle, ABSOLUTNIE i w ogóle co za pytanie, że nie ich klimaty i że muzyka do kiełbasy. No ok przyznaję, że może wysokich lotów to to nie jest, teksty też nie za bardzo ambitne. Ja generalnie wolę trochę inny gatunek, ale bez bicia przyznaję, że i kilka kawałków "diska z pola" w ucho mi wpadło i wcale się tego nie wstydzę. Tylko zawsze zastanawia mnie jedno i Mężu przyznał mi racje. No bo jak to jest - że skoro ABSOLUTNIE NIKT TEGO NIE SŁUCHA, to jak to się dzieje, że na pierwszym lepszym weselu, imprezie typu sylwester, andrzejki itp, jak zagrają "disko z pola", to nie dość, że wszyscy świetnie się bawią (znacznie lepiej niż przy tzw. ambitnej muzyce) to jeszcze w dodatku znają słowa większości piosenek? Ale przecież NIKT nie słucha... :)))))
No a poza "diskiem z pola" u nas płynie sobie dzień za dniem. Jutro Junior kończy kolejny rok przedszkola. Szczęka mi opada za każdym razem jak sobie pomyśle, że za dwa lata takie to to małe pójdzie do zerówki... Ale że jak? Przecież on się dopiero urodził.... Za dwa lata... Masakra. A to zleci tak szybko, że nawet nie zauważymy kiedy. Szok po prostu.
Dziś mam w planach wreszcie skosić trawę, Przez ostatnie trzy dni dzień w dzień padało, ba! lało i trawa urosła jak szalona. A że mokro i padająco, to kosić nie było jak. Mam nadzieję, że dziś nie lunie przynajmniej dopóki nie skończę, bo jeszcze 1-2 dni i kosiarką nie wjadę na podwórko :P
Od jutra oficjalnie zaczynam odliczanie do urlopu. W zasadzie mogę zacząć już dziś, bo równo za 4 tygodnie o tej porze będę liczyć minuty przed "dzwonkiem" na urlop. Bo urlop zaczynamy w tym roku nietypowo w piątek, bo tak udało nam się zarezerwować pokój. No i fajnie :)
A poza tym wieczorami nadrabiam zaległości czytelnicze. No tak mnie ostatnio ciągnie do książek. Od kwietnia przeczytałam już chyba 15 :) a jeszcze 5 nowiutkich, pachnących świeżą farbą czeka w kolejce na regale. Wczoraj zaczęłam kolejną. Muszę sobie coś na urlop kupić :D Wciągnęły mnie ostatnio książki Charlotte Link. Thrillery, które czyta się jednym tchem. Kilka wieczorów i 500 pęka. Naprawdę polecam jeśli ktoś szuka inspiracji. Tymczasem uciekam skończyć jedną rzecz i lecę do domu.

Komentarze

  1. Hahah, tak to jest z disco-polo :) Nie słucham, ale znam niektóre teksty na pamięć :D I nie tylko z d-p, inne "obciachowe" piosenki również.

    Jak czytam opowieści o koszeniu to przypominam sobie dlaczego nie chcę mieć domu ;) Trzymam kciuki za pogodę!

    A Charlotte Link też polecam, przyjemna lektura, o ile ktoś lubi takie klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Ja też znam ��
      Ja bardzo lubię kosic trawę bo można c się przy tym zmęczyć ale i jednoczenie odpocząć psychicznie ☺

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...