Przejdź do głównej zawartości

Monday

Długi "Bożociałowy" weekend minął nam jak z bicza strzelił i w sumie nie tak do końca bezczynnie, bo cały czas mieliśmy co robić, ale i wypocząć była okazja. W ciągu tych 4 dni zdążyliśmy:
czwartek - kościół, kino, pobliska stadnina koni (bo przecież koniki trzeba nakarmić mamo!). A później słodkie nicnierobienie w ogródku przeplatane spacerem z psem / graniem w piłkę / badmintona / skakaniem na trampolinie / delektowaniem się kawką na leżaczku
piątek - zakupy ubraniowe (katorga dla mnie, nienawidzę kupować ciuchów, zwłaszcza, że ostatnio troszku mi się przytyło tu i ówdzie i wpadłam w ciężką depresję z tego powodu!, na nowo zaczęłam biegać, jestem na diecie MniejŻreć i chyba muszę się przeprosić z naszym basenem), zaliczyliśmy też 2 markety budowlane na L i na C, bo z tego słodkiego lenistwa zachciało mi się metamorfozy salonu, a Mężu o dziwo przyklasnął mojemu pomysłowi i tak oto staliśmy się posiadaczami puszki turkusowej farby, którą mam zamiar pomalować jedną ścianę w salonie. Pozostałe zostaną białe jak do tej pory. Już nie mogę się doczekać efektu.
sobota - posprzątaliśmy dom, a po południe spędziliśmy na imieninach u teściowej (hurra... :P)
niedziela - z samego rana zebraliśmy się naszą trzyosobową gromadą do IKEŁY :) No to to ja rozumiem i uwielbiam. Gdyby ktoś mi powiedział jedziemy na zakupy - wybieraj albo ciuchy albo IKEA, w pół sekundy wybieram i siedzę w aucie gotowa do drogi do Ikei :D i jestem przeszczęsliwa, że mam ją 20 minut samochodem od domu. Bosko. Tym razem zaopatrzyliśmy się w różne pierdółki typu miseczki, słoiczki itp., czyli to, co tygryski lubią najbardziej :)
A dziś "szara" rzeczywistość, czyli z powrotem za biurkiem. Czy taka znowu szara, to nie wiem, bo pierwszy raz od dość dawna lubię chodzić do pracy i nie dostaję wysypki w niedzielny wieczór na myśl, że rano trzeba będzie się zwlec do roboty i co tam tym razem zastanę. I bardzo lubię to uczucie. Mamy tu naprawdę fajnych ludzi i ta praca przebija pozostałe o głowę. No oprócz tej pierwszej, która w dalszym ciągu jest dla mnie niedoścignionym ideałem, szczególnie z perspektywy czasu. Ale o pracy napiszę może innym razem, bo to będzie dłuższa opowieść.
Junior za 2 tygodnie zaczyna wakacje od przedszkola i oficjalnie przejdzie do grupy Średniaków. I dumny jest z tego powodu jak paw. Bo i sala nowa, i zabawki inne "takie dla dużych dzieci:, i zajęcia nowe. Tylko Pani zostaje ta sama i całe szczęście, bo Junior ją uwielbia.
Pora kończyć, bo raporcik wzywa i ugotowała mi się woda na kawę. Obiecuję odezwać się jeszcze w tym tygodniu. Miłego poniedziałku ;)

Komentarze

  1. Ja moją 16miesieczniaczke zapisałam na wrzesień 2018. Będzie razem z juniorem w grupie. Miejmy nadzieję że dzięki obecność i brata akceptacja przedszkola będzie łatwiejsza niż w jego przypadku.

    Ps. Tez kocham ikeę🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee jak będzie miała brata pod ręką to na pewno będzie jej łatwiej ☺

      Usuń
  2. Ikea...uwielbiam ;) Tylko, że mam do niej daleko to taka wyprawa zawsze jest przyjemnością. A zakupy ubraniowe robię najczęściej online. Denerwuje mnie łażenie po galerii w tłumie ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie mimo tego, że mam ją blisko, to i tak zawsze jest przyjemna wyprawa, niemalże swięto :P
      Ja ostatnio też coraz częsciej kupuję ciuchy przez internet, bo raz, że taniej, a dwa jak chodzę po sklepach, to jakos nic mi się nie podoba. A w necie jakos z tym łatwiej :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...