Przejdź do głównej zawartości

Krótko, ale mimo wszystko pozytywnie ;)

Dzisiejszy dzień od rana był taki, że miałam ochotę pierdzielnąć drzwiami i iść w cholerę. I bez kija nie podchodź. Bo najpierw Junior wstał lewą nogą i urządzał jazdy, bo nic mu nie pasowało począwszy od sposobu rozsmarowania dżemu na chlebie, na kolorze skarpetek kończąc. Ok, zdarza się. Zacisnęłam zęby i wyłączyłam umysł na jęki dobiegające do moich uszu co kilka sekund, choć ciśnienie systematycznie mi rosło i osiągnęło już imponujący poziom. Ale już jak Mężu zaczął swoją litanię (zadzwoń tu i tu, zapytaj o to i o to, a i jeszcze mogłabyś sprawdzić czy...), to już nie zdzierżyłam i powiedziałam, że nie będę się bawić w głuchy telefon i przekazywać jednej stronie co powiedziała druga. Oczywiście mój komentarz wywołał wielkie mężowe oburzenie zwieńczone stwierdzeniem "jakoś inne kobiety (i tu oboje wiemy kogo miał na myśli, bo wczoraj o niej rozmawialiśmy) potrafią załatwić takie rzeczy". Osz ty kurde...%&$&%$$$... tutaj przegiął pałkę dość konkretnie. Powiedziałam mu, że jak mu nie pasuje, to niech sobie taką babę znajdzie i się z nią ożeni, o!. I jednak pierdzielnęłam tymi drzwiami i wyszłam do łazienki. W tym czasie Mężu się zebrał i pojechał do roboty. Ogarnęłam siebie, Juniora i wyszliśmy. Ja zadowolona, bo w robocie sobie odpocznę psychicznie. No i zapięłam Młodego w foteliku, wsiadam sobie do samochodu, patrzę... a tam w korytku leżą mężowe klucze od domu, a drugie są u mnie w torebce... hłe hłe hłe... i momentalnie mi się humor poprawił :)))))))) A czemuż to, spytacie? Bo Mężu wychodzi dziś wcześniej z pracy, a od 15:00 ma padać deszcz... hahahahahaha!!! Jak to mówią - zemsta jest słodka, o!

Miłego weekendu! ;)

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Wiem :))) i tym razem nie mam ani krzty wyrzutów sumienia :)))

      Usuń
    2. Niestety nie, bo jednak nie padało, ale przez godzinę siedział na tarasie, bo my z Juniorem pojechaliśmy sobie jeszcze do sklepu. A że kolejka była długa... :P

      Usuń
  2. Haha :) Oj potrafią czasem Ci mężowie jednym zdaniem popsuć humor.
    A co do kluczy...Dobrze mu tak! A co.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co za żona :D Zemsta najlepiej smakuje na... mokro :P?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żona jak żona, ale co za mąż!! :P
      Na mokro jest zdecydowanie najsłodsza. Ma szczęscie, bo poki co nie pada

      Usuń
  4. Czasem tak to już jest dzień szalonych hormonów jak ja to mówię

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehehe... Az sie zlosliwie usmiechnelam! Nienawidze jak moj maz wyskakuje z "A zona Zdzicha to zawsze..." (tu wtracic dowolne)! Zwykle odparowuje, zeby poszukal sobie w takim razie takiej laski, ale "karma" opisana w Twoim poscie jest o niebo lepsza! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jakbym mojego słyszała i moją odpowiedź. Powiem krótko - satysfakcja z karmy była cudowna :)))

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...