Przejdź do głównej zawartości

Zaczynam odliczanie :) 7

Wczoraj w drodze z pracy do domu skorzystałam z okazji, że nie ma ze mną ogona w postaci dwóch marudzących osobników płci męskiej i pojechałam na zakupy do Lidla (jak dobrze, że mam go po drodze :P). Spokojnie pochodziłam sobie między półkami, wzięłam to co było potrzebne, pilnując się jednocześnie, żeby nie przesadzić z ilością, bo za tydzień ruszamy na nasze polskie Karaiby ;) więc brałam tylko to co najpotrzebniejsze do wyjedzenia resztek z lodówki. Dotarłam do kasy, zapłaciłam, wzięłam gazetkę i pojechałam do domu. Wieczorem przypomniałam sobie o gazetce i zaczęłam ją przeglądać (bo lubię, o!). Przerzuciłam kilka stron i normalnie zdębiałam. Patrzę jeszcze raz na zawartość stron i datę. Artykuły szkolne - zeszyty, pisaki, kredki itp. W POŁOWIE LIPCA!! Czy to nie jest lekka przesada? Ledwie wakacje się na dobre zaczęły, a sklepy już sprzedają zeszyty na powrót do szkoły? Bez sensu... Jeszcze trochę i od września będziemy słuchać "Last Christmas", coby się wczuć w nastrój (chociaż kto wie, może lepiej nie pisać tego w miejscu publicznym, bo jeszcze komuś spodoba się ten pomysł). Masakra jakaś. Ja rozumiem, że takie rzeczy kupuje się z wyprzedzeniem - ale w połowie lipca?? Pamiętam jak w zamierzchłych czasach, kiedy chodziłam do podstawówki, w tak zamierzchłych, że obowiązywał jeszcze system 8+4 (hmm... choć w sumie skoro wróciliśmy do punktu wyjścia w systemie edukacji, to mogę udawać, że to wcale nie było tak dawno, a co!) i kiedy jeździłam jeszcze na zorganizowane wakacje wyglądało to nieco inaczej. W lipcu zawsze jeździłam na kolonię lub obóz, a na początku sierpnia ruszaliśmy z rodzicami nad morze. Wracaliśmy zazwyczaj tuż po połowie sierpnia, niecałe 2 tygodnie przed końcem wakacji. Zawsze zatrzymywaliśmy się w takim dużym Tesco niedaleko domu i robiliśmy zakupy, żeby uzupełnić lodówkę po dwóch tygodniach nieobecności w domu. I wtedy braliśmy też zeszyty i inne pierdoły potrzebne do szkoły. Ale to było kilkanaście dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Sklepy powariowały, naprawdę. Choć w sumie muszę przyznać, że kilka razy zdarzyło się, że obok pamiątek z wakacji typu muszelki i inne kurzołapy przywiozłam też podręczniki szkolne :P W mieście kilka km od miejscowości, do której zawsze jeździliśmy była taka księgarnia, w której zawsze można było dostać te podręczniki, których u nas za cholerę nie można było namierzyć. Więc nie było innej opcji, trzeba było brać i już. Ale to się nie liczy :P Tak swoją drogą w przyszłym tygodniu czeka nas jeszcze wypad do Rossmanna po kosmetyki potrzebne na wyjazd, bo jak wczoraj przeglądałam szafki stwierdziłam, że wszystko jak na złość się kończy i trzeba uzupełnić zapasy.

A co u nas? Mężu dostał swoją bez-kluczową nauczkę. Co prawda nie zmókł, ale potulnie czekał na tarasie i chyba dotarło do Niego co zrobił źle, jako że po południu jeszcze raz w mało kulturalny sposób wytłumaczyłam mu o co chodziło. W każdym razie przeprosił (kilka razy i to jeszcze jak! :P) i jest ok. Ogarniamy w domu i koło domu co jest do ogarnięcia przed wyjazdem i ruszamy wypoczywać. Ja urlop mam już od poniedziałku, więc zaczynam wtedy wielkie pranie, a chłopaki będą mieli kategoryczny zakaz zużywania większej ilości ubrań niż to absolutnie konieczne. Stęskniłam się już za morzem. Cieszę się, że jedziemy, naładujemy baterie na cały rok i pooddychamy TYM powietrzem. Całe życie spędzam wakacje nad morzem i zawsze, absolutnie ZAWSZE pierwsze co robię po wyjściu z auta, to głęboki wdech. Zaciągam się tym powietrzem jak ćpun i zawsze jestem w szoku, że mam tak pojemne płuca. U nas w połowie tego wdechu już by mnie zatkało, a tam można ciągnąć i ciągnąć :) Cudownie :)

Komentarze

  1. Też w pierwszej chwili poczułam oburzenie, a potem pomyślałam o tych rodzicach, których nie stać na końcu sierpnia, żeby kupić wszystko na raz i ta akcja nabrała sensu.
    My wyjeżdżamy za trzy tygodnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na to z tej strony ma to sens, nie zaprzeczam

      Usuń
  2. Tak z jednej strony to jakieś szaleństwo tak samo jak kolędy już po 1 listopada a z drugiej rzeczywiście dla wielu rodzin to ułatwienie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Nad tym ułatwieniem zastanawiam się w sumie od wczoraj i wydaje mi się, że z tym to chyba tak nie do końca jest, bo jesli ktos ma problemy z zakupem przyborów i zeszytów, to chyba nie ma większego znaczenia czy jest to lipiec czy sierpień. Po prostu problem jest problemem bez względu na termin, a zakupić te rzeczy niestety trzeba.

      Usuń
  3. Artykuły szkolne - zeszyty, pisaki, kredki itp. W POŁOWIE LIPCA!! Czy to nie jest lekka przesada? Nie.ZAWSZE tak było..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy ZAWSZE, ale na pewno tak jest od jakiegoś czasu.

      Usuń
    2. Masz racje kfiatushku, ostatnio jak szukałam wakacyjnej kiecki w sklepie widziałam już zimowe parki! i też odnoszę wrażenie, że z roku na rok jest coraz szybciej to wszystko, Co do morza to na pewno naładujecie baterie, ja siedzę teraz w pracy i jak żałuję, że jeszcze kilka dni temu tak narzekałam na tą niepogodę nad morzem...oddałabym teraz bardzo dużo, żeby raz jeszcze przejść się w kurtce deszczowej po plaży :-) pięknego wypoczynku :-* na pewno taki będzie, Ania z Viva la życie :-)

      Usuń
    3. Zdecydowanie wszystko zaczyna się za szybko i na dobrą sprawę psuje klimat kiedy przychodzi na to coś pora. Bo dla przykładu jeśli słyszysz kolędy i świąteczne piosenki od początku listopada i przez dwa miesiące patrza na ciebie świąteczne dekoracje, to kiedy rajdzie przychodzi czas świąt wszystko zdąży sie juz opatrzec. Podobnie z zeszytami w połowie lipca czy zimowymi ubraniami w sierpniu.
      Będę wysyłać ci pozytywne fluidy znad morza ��

      Usuń
  4. U nas tez supermarkety maja juz specjalne dzialy wydzielone na przybory szkolne. I z zazdroscia zerkam na pierwszych, poki co pojedynczych, rodzicow odhaczajacych kolejne punkty. A ja? W szkole Potworkow, listy wyprawkowe wysylaja dopiero w polowie sierpnia!!! :/ W zeszlym roku latalam na ostatnia chwile z obledem w oczach, szukajac segregatorow w wyznaczonych kolorach! Ech... :/

    Milego wypoczynku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszych szkołach listy wyprawkowe dostępne są w internecie przez cały rok szkolny

      Usuń
  5. mnie też to zazwyczaj dziwi... o już szkoła... o już Święta te czy tamte, a z drugiej strony zawsze chcę wszystko kupić wcześniej a nie biegać w ostatniej chwili żeby nie spiętrzać wydatków więc może i to ma swój sens
    Mam nadzieję, że odpoczywacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod tym względem jakis nens to pewnie ma, ale dla mnie to i tak zdecydowanie za wczesnie :P

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...