Przejdź do głównej zawartości

O prawie-czterolatku

Zbierałam się do tego posta od środy. Napisałam cztery zdania i nie miałam kiedy go dokończyć, ale wreszcie się udało :)
Za odrobinę ponad miesiąc Junior skończy 4 (!) lata, a że dawno o Nim nie pisałam, to pomyślałam, że przydałoby się małe sprawozdanie.
To prawda, że upływający czas najlepiej widać po dzieciach. Jak dziś pamiętam jak szalał w moim brzuchu i wpychał mi stopy pomiędzy żebra. W sumie nadal wpycha mi stopy miedzy żebra kiedy siedzi koło mnie i ogląda jakąś bajkę, tylko teraz już od zewnątrz :P
Junior ma 102 cm wzrostu i waży 17 kg. Więc jest taki w sam raz :)
Kiedy patrzę na Niego naprawdę nie mogę się nadziwić, że jest już taki duży. Od półtora roku chodzi do przedszkola. Miał mały kryzys, kiedy rok temu we wrześniu zmieniła im się wychowawczyni. Płacz był przez 2 miesiące, bo tęsknił za poprzednią Panią, ale teraz w przedszkolu świata nie widzi poza obecną Panią (która nawiasem mówiąc jest naprawdę super!). Ma swoich dwóch ulubionych przedszkolnych kolegów, o których opowiada praktycznie na okrągło. Nawet jak bawi się z ulubionym sąsiadem (w sumie jedynym w jego wieku) to opowiada mu o swoich kolegach z przedszkola :P Na szczęście z sąsiadem dogadują się równie dobrze.
Odkąd Junior jest przedszkolakiem zmienił się niesamowicie. Jest bardziej otwarty na nowości, ma praktycznie fotograficzną pamięć, łapie wszystko w lot. Widać, że ma typowo analityczny umysł, choć lubi też malowanie farbami czy zabawy ciastoliną. No i uwielbia czytać (to akurat po mamusi :P). Codziennie musimy obowiązkowo pochłonąć dwie opowieści na dobranoc i jak się uda to czytamy też po południu.
Bardzo szybko łapie angielski i staram się to wykorzystywać. Lubi oglądać bajkę "Dora i przyjaciele" i podłapał z niej już mnóstwo angielskich słówek. Staram się przemycać ich coraz więcej w trakcie zabawy i widać, że łatwo wchodzą Mu do głowy. Sam często pyta jak co się nazywa po angielsku i powtarza po kilka razy, żeby zapamiętać.
Ma mega wyobraźnię. Potrafi opowiadać takie niestworzone historie w tak przekonujący sposób, że czasem sama już nie wiem czy mówi prawdę, czy zmyśla :P
Może nie jest niejadkiem, ale ma swoje ulubione dania, a do wszelkich nowości podchodzi z duuuużym dystansem i bardzo trudno go przekonać do spróbowania nowych rzeczy. Bo przecież nie lubi :) Ma takie dni, że skupie jak wróbelek, ale są i takie, gdzie nie nadążam robić mu różnych przekąsek, bo ciągle jest głodny :P
Jest baaardzo wrażliwy. Jak komuś dzieje się krzywda, od razu leci przytulać i pocieszać. A jak słyszy coś smutnego, potrafi się żałośnie rozpłakać w poczuciu solidarności :P
Kocha Lunę. Pierwsze co robi po powrocie z  przedszkola, to biegnie się z nią przywitać. I generalnie uwielbia się z nią bawić. Z wzajemnością.
Jest mega śmieszkiem i żartownisiem i jest pierwszy do wygłupów i jak to On mówi "robienia psikusów"
Żeby nie było tylko słodko, Junior ma oczywiście też swoje mroczne oblicze.
Jest strasznie uparty. Jak coś sobie wbije do głowy, to będzie robił wszystko, żeby postawić na swoim. W mało istotnych kwestiach raczej odpuszczamy, ale też staramy się nie pozwalać wejść sobie na głowę.
Zagonienie Go do sprzątania graniczy z cudem. Czasem zdarza Mu się posprzątać ot tak po prostu, ale zazwyczaj każde sprzątanie okraszone jest mega marudzeniem i narzekaniem jakie to jest trudne... Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, Synu :P
Bunt dwulatka przerodził się w bunt czterolatka i czasem zdarzają się histerie o nic, zazwyczaj pod wieczór, kiedy po całym dniu wrażeń bateryjki są już na całkowitym wyczerpaniu i ciężko jest ogarnąć rzeczywistość. Na Juniora najlepszym sposobem jest przeczekanie albo odwrócenie uwagi. Im bardziej zwraca się uwagę na Jego lamenty, tym bardziej On się nad sobą rozczula i coraz bardziej się nakręca. Więc czasem albo nie reagujemy wcale, albo próbujemy Go zagadać czymś innym, żeby zapomniał o co Mu chodziło. Zazwyczaj robimy to drugie, no chyba, że nasze nerwy też są już na wyczerpaniu, wtedy po prostu się wyłączamy :P
Generalnie Junior jest naprawdę świetnym chłopcem, który wiele nas już nauczył i na pewno jeszcze wiele nauczy. I w sumie nie pamiętam już jak to było, kiedy Go nie było :)))


Komentarze

  1. Pięknie napisałaś o swoim dziecku, aż się wzruszyłam. Mam wrażenie, że jak to pisałaś uśmiech nie schodził Ci z twarzy! I pewnie miałaś problem z opisaniem tej całej wyjątkowości swojego synka, bo oddać w niewielu przecież słowach to, jakim jest cudem, to tak, jakby nie powiedzieć nic :) I jeszcze coś, mam wrażenie, że łączy nas bardzo wiele...Mój synek też w październiku kończy 4 lata i wciąż "przymierzam się" do tej czwórki z przodu...powiedz mi KIEDY to zleciało? Czas przyspieszył, dla mnie to zdecydowanie za szybkie tempo ;-) Pozdrawiam Kfiatushku, Ania z vivalazycie.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, bardzo trudno jest opisać swoje dziecko w kilkunastu zdaniach. Mam wrażenie, że opisałam tylko niewielki ułamek tek, co mogłabym jeszcze opisać. Nie mam pojęcia kiedy to zleciało. Wydaje mi się, że im Junior jest starszy, tym czas szybciej płynie...

      Usuń
  2. Fajny chlopaczek!

    Z opisu bardzo przypomina mi Kokusia. On tez jest bardzo wrazliwy, ale jednoczesnie cholernie uparty. ;) I pamiec tez ma rewelacyjna, ale raczej sluchowa.

    Masz racje, czas plynie stanowczo za szybko. Czlowiek chcialby zatrzymac te malenstwa, takie fajne, pocieszne, slodkie... A one nie chca przestac rosnac. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak.
      Wiesz, jak czytam o Kokusiu też mam wrażenie, że są z Juniorem do siebie podobni.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...