Przejdź do głównej zawartości

Etap pierwszy (prawie) zakończony

Moje drogie, wyobraźcie sobie, że kończymy właśnie powolutku I trymestr. Jejuuu, słyszałam, że druga ciąża mija szybciej, ale nie myślałam, że aż tak. Jestem teraz na takim etapie, którego w ciąży najbardziej nie lubię. Ten mój brzuch nie jest już taki normalny, nie jestem w stanie go wciągnąć, ale nie jest też jeszcze taki typowo ciążowy. Wyglądam bardziej jak przejedzona klucha i jak ktoś nie wie jaki jest tego powód, to raczej się nie domyśli, prędzej stwierdzi "Ale się spasła". Serio, nie mogę się już doczekać TEGO PRAWDZIWEGO bebzola. W sobotę wygrzebałam kilka ubrań jeszcze z czasów Juniorowego pobytu w brzuchu. Problem jest taki, że większość tamtego czasu przypadło na lato, a teraz na zimę, więc wykorzystam na razie tylko jedne spodnie i maksymalnie ze 3 bluzki. Te spodnie miałam jeszcze odłożyć na jakiś bliżej nieokreślony czas, ale dziś w pracy stwierdziłam, że pierdzielę, niewygodnie mi już siedzieć w takich normalnych, bo guzik mi się wpija, a nie będę przecież pomykać po firmie w rozpiętych gaciach :P Póki co ratuję się gumką recepturką :P Jeśli maj będzie ciepły, to mam jeszcze trzy superowe sukienki, ale kto to wie jak to z tą pogodą będzie. Zobaczymy. Więc wszystko wskazuje na to, że trzeba ruszyć na allegrowe łowy (chyba, że ktoś ma namiary na jakiś fajny sklep internetowy). W weekend obskoczyłam kilka H&Mów, ale nic mi się nie podobało, a na koniec stwierdziłam, że 129 zł za bluzkę, którą ponoszę przez kilka miesięcy na pewno nie dam. Więc przerzucam się na zakupy online. Coś w sam raz dla mnie, czyli dla osoby która reaguje ciężką alergią i stanami depresyjnymi na myśl o zakupach ubraniowych. Już taka moja natura... ;)

Junior pognał dziś do przedszkola jak na skrzydłach. Ja nie wiem co oni tam robią, ale jest przeszczęśliwy jak idzie do przedszkola. Tydzień temu miałam dzień wolnego i mówię mu, że zostaniemy sobie razem w domu, a on spojrzał na mnie oburzony i mówi "Jak wolne?? Ja idę do przedszkola!!" Ale ponieważ był przeziębiony to jednak został. Dobrze, że tak tam pędzi. To znaczy że jest mu tam dobrze i lubi przedszkole. Zresztą nawet dziś rano opowiadał mi, że ma tylu kolegów i tak fajnie się bawią. Dobrze, oby tak dalej. Za to o szkole nie chce słyszeć. Za każdym razem na wzmiankę o szkole mówi, że on do szkoły chodzić nie będzie, tylko będzie pracował a dziadkiem. Hmm... chciałbyś Synu :P

Pogoda u nas prezentuje dziś wszystkie możliwe opcje.Rano był mróz, że aż zęby dzwoniły po wyjściu z domu. Póżniej niby sie ociepliło, ale zaczęło wiać i padać - na zmianę deszcz i śnieg. A teraz są popielate chmury i słońce świeci jak w szczycie lata. Super. A wczoraj wieczorem mieliśmy burzę i to tak całkiem znienacka. Oglądaliśmy sobie film z Mężowatym i nagle jak nie huknie błyskawica i grzmot w tym samym momencie, aż oboje podskoczyliśmy. Dobrze, że nie oglądaliśmy horroru :P

Powiem Wam, że niedługo zacznę dopiero 4 miesiąc ciąży, a już mam lenia. W sensie, że do roboty mi się nie chce chodzić. W sumie ostatnio nawet się nad tym zastanawiałam. Jak powiedziałam szefowi, że jestem w ciąży powiedziałam mu, że postaram się być najdłużej jak to możliwe biorąc pod uwagę mój stan zdrowia. I tak najpierw planowałam sobie, że będę pracować do końca marca (termin mam na pierwsze dni czerwca), ostatecznie jednak stwierdziłam, że pobędę tu do końca lutego, jeśli wszystko będzie ok. A dziś mam takiego niechcieja, że nie wiem jak ja tu wysiedzę jeszcze 3 miesiące :P  Nie jestem typem, który biegnie na L4 od razu po zrobieniu testu (choć to też sprawa indywidualna, bo jeśli kobieta z przyczyn zdrowotnych na to L4 iść musi czy też pracuje w niekorzystnych warunkach, to bez dwóch zdań jest to jedyne logiczne rozwiązanie). W każdym razie wracając do tematu. Z Juniorem w pakiecie pracowałam do połowy 6 miesiąca, tak jak planuję teraz. A ile faktycznie wytrzymam to się okaże. Nie wiem, może to przez to, że miałam jednak prawie 5 lat mniej, albo przez jesienno-zimową pogodę za oknem, ale ciężko mi się zebrać do pracy. Najchętniej zakopałabym się w dresiku pod kocykiem z kubkiem gorącej herbatki. Ach... marzenia...

Komentarze

  1. Mam fajne spodnie ciążowe, ale jasne i też cienkie, choć w zimie też w nich chodziłam. Z bianco :) Jakby cuś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas leci ;) a ciaze innych jeszcze szybciej!
    Mysle, ze leniwiec siedzi w tobie nie tylko ze wzgledu na ciaze- ten brak slonca, zimno i wilgoc nie pomaga, a wrecz przeszkadza ...nawet mnie- choc w ciazy nie jestem :)
    Fajnie, ze Junior ma taka frajde w przedszkolu- to chyba najfajniejszy czas dziecinstwa- wolnosc, brak obowiazkow i ta dziecieca radosc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to prawda, ani się nie obejrzę i będzie połowa, a później to już z górki.
      Też się cieszę, że Junior jest taki zadowolony z przedszkola, oby jeszcze tak często nie łapał przeziębień...

      Usuń
  3. Gumka recepturka to byl tez moj patent na ciazowy brzuch za duzy na zwykle spodnie, a za maly na te ciazowe. ;)

    Ja pracowalam do samego porodu w obu ciazach i szczerze, z perspektywy czasu nie wiem jak to wytrzymalam! :D

    Moje Potworki niby szkole lubia, niby ciagle cos sie tam dzieje, ale dniem w domu absolutnie nie pogardza. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, gumka receptura, to świetny patent ;) Ja powoli zaczynam przekonywac sama siebie, że spodnie ciazowe to chyba jednak nie taki glupi pomysl, bo po kilku godzinach siedzenia przy biurku jest mi troche niewygodnie i spodnie gniota mnie w brzuch. A w tych ciążowych to jednak zupełnie inny komfort.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...