Przejdź do głównej zawartości

Nie mam pomysłu na tytuł :P

Kiedy minęły te 2 tygodnie od ostatniego posta to ja nie mam pojęcia. Wydawało mi się, że dopiero co pisałam, a jak spojrzałam na datę to aż się zdziwiłam.
U nas w zasadzie ostatnio niewiele się dzieje, dlatego chyba nie pisałam, ale nie chcę robić zbyt długich przerw, więc jestem ;)
W ciągu tych ostatnich dni zaliczyliśmy Mężowe urodziny. Kupiliśmy z Juniorem prezent, schowaliśmy go głęboko i czekaliśmy na TEN dzień.  Nasze dziecko pod tym względem jest prawdziwym mistrzem, bo zawsze dochowuje tajemnicy i nie pusci pary z buzi choćby nie wiem co. Tak było np. na Dzień Mamy. Kilka dni wcześniej w drodze z przedszkola kupił z babcią kubek z napisem Kocham Cię Mamo, schowali go u babci i czekali. Junior nie pisnął ani słówka, że coś dla mnie ma, więc miałam prawdziwą niespodziankę. Naprawdę go za to podziwiam, bo w sumie to jeszcze małe dziecko, a potrafi dochować sekretu kiedy trzeba :) W przeciwieństwie do swojego Taty, bo ten to zawsze albo wygada od razu, a w przypadku prezentów, wręcza je od razu po kupieniu, ewentualnie następnego dnia, bo już nie może wytrzymać :P
No ale wracając do tematu, to urodziny się udały, moje ciasto może troszkę mniej, ale gościom podobno smakowało. Albo tak tylko mówili przez grzeczność :P
Później był dzień Wszystkich Świętych i muszę Wam powiedzieć, że dla mnie jakiś dziwny był w  tym roku. To, że było zimno, to już standard i wcale mnie nie zdziwiło, ale jakoś nie odczuliśmy tej atmosfery. W tym roku jakoś zabrakło tej magii, którą tak lubię w tym święcie. Ludzi na cmentarzu było mniej niż zazwyczaj (albo tak mi się wydawało), z rodziny spotkaliśmy tylko kilka osób i to też tylko w przelocie. Może to dlatego, że sami nie byliśmy długo, bo kropił deszcz, było strasznie zimno i nie chcieliśmy przeziębić Juniora, który dodatkowo tego dnia kompletnie nie miał humoru i dawał tego wyraz na każdym kroku. Juniora nie przeziębiliśmy, ale mnie już tak :)) Tak więc kicham, prycham i generalnie jestem pociągająca. Ale jeszcze tylko jutro i będę mieć 3 dni wolnego na wykurowanie.
Junior trochę nam się rozbrykał w przedszkolu - w tym gorszym tego słowa znaczeniu i rozrabia. Wzięliśmy go w obroty, do znudzenia tłumaczymy, że tak nie wolno, aż w końcu dotrze do tej mądrej łepetynki. On wie, że źle robi. Pani potwierdza, że jak Młody narozrabia, to zaraz przytula poszkodowanego i przeprasza, ale musimy nad tym popracować bo tak nie może być. Poza tym Panie bardzo Go chwalą, ale jednak wolałabym nie wysłuchiwać skarg na Niego. To pewnie taki etap i musimy go przetrwać, ale nie możemy dopuścić do tego, żeby za bardzo się w tym zachowaniu rozkręcił, bo będziemy mieć wtedy duży problem.
Dziś mam drugą wizytę u Doktorka. Będziemy podglądać Pędraka. Ciekawe co tam u Niego albo u Niej słychać. Zrobiłam zalecone badania, wyniki idealne nie są, ale z Juniorem było podobnie, więc pewnie wyląduje na prochach, tak jak wtedy. Najważniejsze, żeby Pędrak dobrze się rozwijał, resztę przecież można przeżyć. Poza wynikami przechodziłam istną huśtawkę nastrojów. Albo wpadałam w nerwy jak któryś z moich chłopaków mnie wkurzał w domu, albo płakałam (np. jak mówiłam dwójce znajomych, że jestem w ciąży). Także pełen kalejdoskop uczuć. Najgorsze były te nerwy. Teraz już jest lepiej, ale wystarczyła iskra, ba! iskierka nawet, żebym wybuchła. Naprawdę, wszystko mnie wyprowadzało z równowagi i wcale dobrze się z tym nie czułam. Z innych rzeczy to rzygać nie rzygałam, ale mdliło mnie 24 godz / dobę. Straszne uczucie, ale w sumie gorszy był kwaśny posmak w buzi, praktycznie co chwilę i nic na niego nie pomagało. W końcu kupiłam sobie siemię lniane i piję codziennie i niby jest trochę lepiej. Oby jak najdłużej. Jednak to prawda co mówią, że każda ciąża jest inna :) I wiecie co? To dopiero 10 tydzień (lub 11 wg kalendarze, dziś się okaże), a ja już się nie dopinam w dżinsy. Czy to prawda, że w drugiej ciąży brzuch pojawia się szybciej??

Komentarze

  1. Nie pamiętam :P chyba mi się później pojawił w drugiej, ale za to ruchy czułam bardzo szybko, bo koło 11!! tygodnia. Poważnie, nie ściemniam, lekarz przyznał nawet, ze to możliwe. Z kolei ja drugiej ciąży nie czułam, zupełnie bezobjawowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm... mi wszystkie kolezanki o tym brzuchu mowia i faktycznie jakos szybko go mialy w drugiej ciazy. O ruchach tez slyszalam, ze pojawiaja sie szybciej. Ja póki co nic nie czuje, ale kto wie kto wie, może niebawem. Póki co pizze bym zjadla :P

      Usuń
  2. Ważne tajemnice muszą zostać w ukryciu... :) może to taki okres buntu

    OdpowiedzUsuń
  3. Kazda ciaza jesz inna- to fakt, czasami nawet lepiej bo przeciez rozne one bywaja ;)
    To juz prawie trymestr za Toba :)
    Czekam na wiadomosci po wizycie u lekarza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, jeszcze chwila i pierwszy trymestr bedziemy miec z glowy

      Usuń
  4. Nasz Młody tez się w przedszkolu rozbrykał ale to faktycznie chyba taki moment w życiu. Trzeba cierpliwie tłumaczyć ;) i pic meliskę:)
    Trzymajcie się wszyscy ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Kwiatuszku! :)
    Tak dawno mnie u Ciebie nie było, myślałam, że już nie piszesz. A tu tyle nowości.

    Przede wszystkim gratuluję maleństwa. I jednocześnie życzę, aby ciąża przebiegała prawidłowo.

    Junior to już duży chłopczyk, a Wy wpaniali rodzice bardzo dobrze go wychowujecie, widać to po Twoich wpisach, jaki z niego dobry człowiek rośnie. A,że musi czasem brykać, taki urok dzieciństwa :)

    Życzę miłego dnia i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jestem. Cieszę się, że zagladasz i zapraszam częściej �� i bardzo mi miło słyszeć takie ciepłe słowa

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...