Przejdź do głównej zawartości

Wieści od Pędraczka - cz. 2

W środę byłam na wizycie u Doktorka. U Pędraka wszystko ok, ma już 3,5 cm długości, serduszko pięknie bije i generalnie wszystko jest w porządku. Z moim ciśnieniem wszystko wydaje się być ok, ale i tak sama dla siebie nadal je sprawdzam. Lepiej dmuchać na zimne.Gorzej z moimi wynikami. Morfologia w porządku, wszystko w normie, gorzej z wynikami moczu, bo nie wyszły za dobre. W każdym razie mam je powtórzyć i wtedy zobaczymy co dalej. Prawdopodobnie dostanę jakiś antybiotyk i tyle. W ciąży z Juniorem było tak samo. Cały czas coś było nie tak z tymi wynikami, a morfologia była książkowa. Tym razem Doktorek pobrał mi też cytologię, więc znowu będę się stresować wynikami. Ja tak zawsze mam. Nie lubię robić takich badań, bo później siedzę i myślę jakie wyjdą mi wyniki. Ale robię, żeby nie było. Także zobaczymy na następnej wizycie. Ja ogólnie czuję się całkiem dobrze, czasem tylko boli mnie głowa i muszę się położyć, a tak to jest ok. No i jeszcze mam jedną niefajną dolegliwość, nie jest to typowa zgaga, ale taki dziwny kwaśny posmak w ustach bez pieczenia w przełyku. Nie wiem jak to dokładniej określić. Póki co nie odkryłam jeszcze skutecznego sposobu na to. Woda pomaga tylko na chwilę, soki owocowe powodują tylko mega wzrost tej kwaśności i tyle. Jeśli któraś z Was miała coś takiego i zna sposób jak to dziadostwo przegonić, będę wdzięczna za rady :))

Junior strasznie się cieszy z Malucha. Zastanawialiśmy się jak będzie reagował, ale póki co jest naprawdę super. Oby tak mu zostało jak dzidziuś już się urodzi. Junior odłożył już dla Pędraczka całe pudło swoich zabawek z "młodych" lat i co chwilę opowiada co będą razem robić itd. Super :)

A tak w ogóle to zapomniałam Wam wspomnieć, że moja przyjaciółka jeszcze z czasów dzieciństwa też jest w ciąży, tylko rodzi dwa miesiące przede mną. Także będziemy mogły sobie chodzić razem na spacerki i pewnie nasze dzieci będą chodzić razem do szkoły. Jej córka jest o 7 miesięcy młodsza od Juniora, są już z dwóch różnych roczników, więc w przedszkolu są w dwóch różnych grupach. Znają się z takich naszych spotkań, ale te drugie maluchy mają szansę na wspólną szkołę. Super :) Fajnie by było, gdyby też się zaprzyjaźniły :)

A poza tematami dzieciowymi, przez ostatni tydzień całą trójką chodzimy zasmarkani. Przyplątało się do nas przeziębienie i nie chce puścić. My z Juniorem wychodzimy już na prostą. Juniorowi już prawie nic nie jest, ja jeszcze trochę kaszlę i mam resztki kataru, ale już jest git. W porównaniu do piątku, kiedy to zdychałam całkowicie i najchętniej cały dzień bym przespała (ale, że byłam sama z Juniorem, to nie było takiej opcji), dziś już czuję się całkiem dobrze. Do następnego razu kiedy Junior przywlecze coś z przedszkola.

A jeszcze coś mi się przypomniało odnośnie Pędraczka. Wreszcie odważyłam się powiedzieć w pracy. Co prawda dwie osoby wiedziały już wcześniej i to właśnie one cały czas mi truły, że muszę powiedzieć szefom. No i w końcu się odważyłam. Na początku byli w ciężkim szoku, później mi gratulowali, a teraz się śmieją, że to będzie nasze pierwsze "firmowe" dziecko". Tak więc przecieram szlak jak jakiś pionier ;) Umówiliśmy się, że popracuję do wiosny, a w międzyczasie znajdziemy kogoś na zastępstwo, żebym miała czas tą osobę dobrze przeszkolić. No chyba, że sytuacja zmusi mnie do pójścia na zwolnienie wcześniej. Do marca chciałabym dociągnąć, ale zobaczymy jak będzie.
Miłego tygodnia! :)

Komentarze

  1. Mimo katarku i przeziebienia dobre wiesci!
    Ciesze sie, ze i Starszak i w pracy- wszyscy ciesza sie z Baby!
    Pozytywne nastawienie jest najwazniejsze- wiec nie zamartwiaj sie na zapas i nie martw o marzec czy inny termin- ciesz sie na ile to mozliwe tym blogoslawionym stanem :)
    Na "zgage" nie mam rady ale wiem, ze zwykle migdaly ze skorka podgryzione ot, tak neutralizuje takie objawy-moze warto sprawdzic czy Ci pomoga?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zrobię :)))
      Migdały jadłam w ciąży z Juniorem i w sumie tak średnio mi pomagały, a jeśli już to na chwilę, ale kto wie, może tym razem okażą się zbawienne. Muszę je dziś kupić.

      Usuń
  2. Ciesze sie, ze szefostwo zareagowalo tak pozytywnie! Ja tez "przecieralam szlaki" w ciazy z Bi w mojej starej pracy! ;)

    Ja odwrotnie - mocz zawsze mialam w porzadku, za to morfologia spadala. Pod koniec ciazy z Nikiem dorobilam sie nawet lekkiej anemii i zaraz po porodzie podawali mi zelazo.
    A tutaj cytologii w ciazy sie nie robi. Dopiero pod koniec robia wymaz, zeby sprawdzic czy nie trzeba bedzie podac antybiotyku podczas porodu naturalnego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez się cieszę, choć strasznie się denerwowałam zanim to z siebie wydusiłam.
      Dziś odebrałam najnowsze wyniki morfologii i są idealne, hemoglobina 12,3, reszta w normie. w poniedziałek reszta wyników, a za tydzień wizyta u Doktorka.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...