Przejdź do głównej zawartości

Bezsenność nie w Seattle

Tak, dopadła mnie małpa. Prawie tydzień mało co śpię w nocy. Cały dzień chodzę zmęczona, a że w dzień w życiu na zasnę, po południu jestem ledwo żywa jak zombie, a jak przychodzi pora spania to koniec. Po spaniu. I nie mogę zasnąć. A jak już zasnę, to budzę się po dwóch, góra trzech godzinach i przewracam się z boku na bok. A później od nowa. Zmęczona już jestem jak nie wiem, ale nie mogę nic na to poradzić. Znacie dobry sposób, żeby spać normalnie?

Kolędę dziś mamy. Ciekawe co to za ksiądz przyjdzie. Ciekawe, bo nowy jest i nie wiemy jak to u niego wygląda. Długo pewnie nie zabawi, bo zaczyna od nas, a ma do zaliczenia sporo  domów. Także zobaczymy. Dobrze, że już dziś przyjdzie, będziemy mieć z głowy.
Powiem Wam, że ostatnie dwa tygodnie mieliśmy na mega obrotach. Ruszyliśmy z kopyta do realizacji planu "kończymy chałupę" i jesteśmy na dobrej drodze. Jeździliśmy po sklepach (ikea rządzi 😁), kupowalismy, skręcalismy, ustawialismy, a później sprzatalismy. Ale efekt jest mega. Mogę śmiało powiedzieć, że efekt przeszedł moje wyobrażenia. W pewnym momencie myślałam, że wyjdzie kaszana i że to nie ten kierunek, który chciałam, ale Mężu się uparł i trzymał się twardo pierwszej wersji i dobrze, bo wyszło super. Góra prawie skończona, zostało założyć listwy i jedne drzwi zrobić, bo muszą być na zamówienie, ale to może w przyszłym miesiącu. No i kilka drobnych rzeczy na zewnątrz jak przyjdzie wiosna. I wreszcie usiądziemy na doopce. Po 3,5 roku mieszkania 😜 także jest dobrze.
Miałam wziąć zaraz psa i iść na dluuugi spacer, ale po pierwsze primo pogoda dzis do bani, a po drugie primo muszę trochę dom ogarnąć na tego księdza, więc spacer taki raczej symboliczny będzie, bo później po Juniora do przedszkola. Także kończę, bo trzeba ruszyć zadek do roboty. Już prawie 10, a ja w lesie. Miłego dnia.

Komentarze

  1. Zazdroszczę Wam. U nas droga jeszcze daleka, w listopadzie minęło 3 lata, a góra w prochu jeszcze :( Na razie mamy więcej kasy, niż czasu i tak to wszystko leci przez to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam... niestety nie da się wszystkiego od razu i tak trzeba dlubac mieszkając. My mieliśmy to szczęście, że mieliśmy dużo zrobione jak się wprowadzalismy, ale reszta i tak zajęła nam mnóstwo czasu. Żeby wprowadzić się na gotowe naprawdę trzeba mieć worek pieniędzy. A najlepiej kilka 😜

      Usuń
    2. My startowaliśmy w takim razie prawie z zera, dużo się udało, ale...

      Usuń
    3. Nasi sąsiedzi maja się wprowadzać lada dzień a maja praktycznie goły beton w środku, więc będą mieć podobnie jak wy. Niestety mimo szczerych chęci nutę sa się zrobić wszystkiego od razu, ale za to jak każda zmiana później cieszy ��

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...