Przejdź do głównej zawartości

Grunt to dobra organizacja

Muszę wam powiedzieć, że strasznie mnie rozleniwiło to moje L4, zwłaszcza na tym etapie leżącym. Wtedy wiadomo musiałam leżeć i pachnieć, bo nie wolno mi było robić nic innego. Siła wyższa. Później były święta, więc też czas maksymalnego rozluźnienia, między świętami a Nowym rokiem, a także w kilka pierwszych dni tego roku mieliśmy trochę do ogarnięcia, więc wypoczywać za bardzo się nie dało. Ale w końcu nadszedł ten tydzień, chłopaki odesłani do pracy i do przedszkola, a ja wreszcie mam upragniony spokój przez kilka godzin. Ale... w poniedziałek nie potrafiłam się w tym odnaleźć. Nie umiałam zorganizować sobie dnia w taki sposób, żeby go całkowicie nie zmarnować. I tak zaczęłam robić kilka rzeczy, ale niewiele z nich skończyłam, a wieczorem miałam wyrzuty sumienia, że bez sensu przebimbałam tyle godzin. We wtorek musiałam wyskoczyc na chwilę do pracy, żeby wytłumaczyć coś koleżance, która mnie zastępuje, więc ten dzień trochę był już bardziej poukładany, a później przeczytałam wpis Ani z viva la życie i jakby , ktoś zapalił światło. Lista rzeczy do zrobienia na dany dzień. No jasne, dlaczego na to wcześniej nie wpadłam?? W pracy funkcjonuję własne na takiej zasadzie. Mam swój kalendarz, w którym zawsze piszę listę rzeczy do zrobienia w danym dniu i po kolei odhaczam to, co już zrobiłam. I to się zawsze sprawdza, bo nie umykają mi różne drobiazgi. I za rada Ani wczoraj zrobiłam sobie taką listę od razu do piątku. Wczoraj zrobiłam wszystko co zaplanowałam i bardzo dobrze się z tym czułam. Lista rzeczy na dzis już czeka i aż chce mi się zabierać za to co mam zrobić, bo mam niesamowitą satysfakcję z tego kiedy lista zaczyna się kurczyć. Jasne, że mam też czas na zwykle leniuchowanie, przecież muszę korzystać póki mam taką możliwość. Ale teraz mam pewność, że dzięki dobremu planowi wreszcie zrobię np porządek w dokumentach, który odkładam już zdecydowanie za długo. Albo uzupełnię album Juniora. Albo przejrzę jego ubranka, bo znowu wyrósł z mnóstwa rzeczy. I tak dalej... także wracam na swoje tory i bardzo mi z tym dobrze.

A tymczasem dotarliśmy do półmetku ciąży. Jestem teraz w połowie 20 tygodnia i można powiedzieć, że mamy już z górki. Maluch coraz śmielej sobie poczyna w brzuchu, brzuch też rośnie. W sumie myślę, że jak na 5 miesiąc mam ten brzuch całkiem spory. Moja koleżanka jest teraz w 8 miesiącu i ma niewiele większy 😜 nic złego się nie dzieje, dobrze się czuje, choć czasem czuje się strasznie ciężko. Przy myciu zębów wyglądam jak wampir, bo krwawia mi dziąsła, ale jest ok. No i w kościele płaczę na kolędach 😁 w środę wizyta u Doktorka, usg połówkowe i może dowiemy się co tam Pędrak chowa między nóżkami 😜

A jeszcze powiem wam tylko jaj było na kolędzie. Byliśmy w szoku. Z poprzednim księdzem była to wizyta na zasadzie wpaść, odklepać modlitwę, zawinąć kopertę i w długą. Rok temu był u nas dokładnie 4 minuty. Sprawdzałam 😜 Nowy ksiądz przyszedł z uśmiechem na twarzy, na spokojnie, rozmowa na luzie i bardzo sympatyczna, Junior dostał smakołyki, czym ksiądz ostatecznie go kupił. Siedział 15 minut i naprawdę byliśmy mile zaskoczeni, że tak może wyglądać kolęda.
Dobra koniec gadania, czas zebrać się w sobie i realizować listę 😜  miłego dnia.

Komentarze

  1. Zgadzam sie! Plan do odhaczenia mobilizuje a na koncu satysfakcjonuje ;)
    Ja tez jeszcze leniuchuje....ale za chwilke ruszam odgruzowac chalupke- Chlopaki wracaja w sobote :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz mam przerwe. Dwie rzeczy z dzisiejszej listy zrobione, reszta dopiero po południu, bo Mężu musi mi zdjąć firanki 😜 a resztę rzeczy załatwie jak pojadę po Juniora do przedszkola. Teraz relaks 😁

      Usuń
  2. Ponoć w drugiej ciąży brzuch bardziej rośnie ;)
    My też w tym roku mieliśmy bardzo miłą kolędę ale dla mnie to akurat była norma - w naszym domu rodzinnym zawsze tak było więc szok miałam gdy Ksiądz w ubiegłym roku wpadł na 5 minut i poszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że nie tyle bardziej, co zdecydowanie szybciej �� kilkanaście lat temu mieliśmy takiego proboszcza, który znał nas od dziecka i kolęda z nim zawsze była bardzo miła. Później trochę się popsuło.

      Usuń
  3. No i jak, pokazal maluszek kim jest? ;)

    Nie do wiary, ze to juz polmetek! Te "obce" ciaze strasznie szybko mijaja! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko obce �� mi mija w ekspresowym tempie.
      Maluszek pokazał �� jutro napiszę ��

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...