Przejdź do głównej zawartości

Rozłożyło nas na łopatki

Najpierw chory był Junior, później sprzedał chorobę Mężowi, a sam wyzdrowiał. Mężu odchorował swoje i też szybko wyszedł na prostą. Junior wrócił do przedszkola, a po czterech dniach obudził się w nocy z gorączką. Przez weekend  siedzieliśmy w domu z gorączką przez bite dwa dni, wczoraj poszliśmy z ciekawości do lekarza, żeby sprawdzić czy mu przechodzi. Szmery w oskrzelach. Jeszcze nie zapalenie, ale blisko. Dostał antybiotyk i mam nadzieję, że postawi go na nogi. A wczoraj po południu rozłożyło mnie. Najpierw bolała mnie głowa, ale myślałam, że przez to ze prawie całą noc nie spałam. Po południu doszła powódź z nosa, ból gardła i gorączka choć ja jestem gatunkiem bezgorączkowym. Nie pamiętam kiedy miałam ostatnio. Trzęsłam się tak, że nie byłam w stanie się przykryć. Dziś na szczęście jest o niebo lepiej. Jednym słowem sezon chorobowy w pełni.

Poza tym wszystko ok. Mniejsza bryka, ja wreszcie posegregowalam ubranka po Juniorze i o dziwo większość ubranek do mniej więcej roku wykorzystamy, bo są całkowicie neutralne. Trzeba tylko dokupić trochę dziewczecych wyjściowych rzeczy i tyle. Muszę jeszcze zrobić listę pozostałych rzeczy do kupienia i tyle. Będziemy mogli spokojnie czekać. Mam wrażenie, że ostatnio czas zdecydowanie przyspieszył, mniej więcej od 20 tc. Teraz mamy już 24 tc. Z Juniorem chyba tak szybko mi nie leciało. Ale wtedy nie miałam tego małego absorbujacego zabijacza czasu 😜

Komentarze

  1. Zdrówka, zdrówka, zdrówka :*
    Niestety i u mnie wszyscy chorują.. ja jakoś jeszcze się trzymam, ale pewnie kwestia czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnostwo zdrowka dla Was!!!

    U nas tez chorobowo... Nik caly styczen walczy w uszami, ja w zeszlym tygodniu zatoki, a dzis rano Bi obudzila sie z lekka chrypka. Nawet M. narzeka, ze cos go bierze, ale w sumie "bierze" juz trzeci dzien i wziac nie moze, wiec moze po prostu mu przejdzie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki 😉
      No ten Wasz Nik to biedny jest z tymi uszami. Mam nadzieje, że wreszcie mu przejdzie, bo ileż można chorować. Jak M. do tej pory nie wzięło, to już go chyba nie weźmie. Będzie miał kto koło was skakać 😁

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...