Przejdź do głównej zawartości

10 rzeczy, których o mnie nie wiecie

W listopadzie minie 9 lat odkąd prowadzę bloga. Piszę z mniejszą lub większą częstotliwością, w zależności od sytuacji i wydawałoby się, że już dobrze mnie znacie, a jednak (jak to mówią) diabeł tkwi w szczegółach. I tak sobie pomyślałam, że dziś o kilku takich szczegółach wspomnę. Niby całkowite pierdoły, ale właśnie takie pierdoły tworzą człowieka. A więc do dzieła.

1. Uwielbiam pisać i dostawać papierowe, odręcznie pisane listy. Co prawda już wieki żadnego nie dostałam, ale nie zmienia to faktu, że lubię. Na strychu mam spore pudełko listów, które pisałam z koleżankami, które poznałam na wakacjach w czasach liceum. Pisałyśmy o wszystkim i o niczym, ale fajnie było znajdować koperty w skrzynce na listy. Czasem, jak pokłócimy się z Mężem, siadam wieczorem nad kartką papieru i piszę mu co mi leży na sercu. Tak jest łatwiej, bo i ja powiem wszystko, co mnie boli, a on to wszystko później przeczyta. Na spokojnie. Co prawda doprowadzam go tym do szału, bo on woli jednak rozmowę face to face, ale póki co to działa.

2. Nienawidzę bitej śmietany. Wiele osób to dziwi, ale nie lubię i już. Konsystencja mi nie odpowiada. Nawet pijąc kawę z pianką muszę ją porządnie wymieszać, żeby pozbyć się pianki :P

3. Najlepiej zasypia mi się na brzuchu, najlepiej z kołdrą naciągniętą na uszy. Nawet w największe upały.
 
4. Był taki moment, że chciałam mieć trójkę dzieci, ale po pełnej przygód ciąży z Lusią chyba jednak spasuję.

5. Nauczyłam się prowadzić samochód w wieku 6 lat. Prowadzić to za dużo powiedziane, ale samodzielnie ruszyłam maluchem dziadka na pustym placu kompletnie nie widząc dokąd jadę :P a Mężu pierwszy raz siedział za kółkiem jak mial 17 lat. Ha! 
 
6. Mężu zaraził mnie pasją do powieści Agathy Christie. Co prawda on woli film, ale autor ten sam. 

7. Kiedy miałam 15 lat od wiosny aż do jesieni, kiedy tylko pogoda pozwalała, co weekend robiłam ok 100 km na rowerze, w tygodniu po 20 dziennie. Brakuje mi tego. Może nie aż tak długich dystansów, ale ogólnie jazdy na rowerze. Ostatnio nie bardzo miałam możliwość jeździć, ale mamy zamiar wrócić do tego na wiosnę. Z dwójką pasażerów :P

8. Z moją najlepszą przyjaciółką znamy się od 6 roku życia. Poznałyśmy się przy trzepaku kilka dni po przeprowadzce na nasze osiedle i tak już zostało. Miałyśmy swoje wzloty i upadki, ale przyjaźnimy się już 27 lat. A dwa tygodnie temu została chrzestną Lusi :)

9. Nie lubię wielkich miast. A może raczej nie tyle nie lubię, co nie mogłabym w takim mieszkać. Zakupy czy spontaniczny wypad do stolicy Dolnego Śląska na obiad/kolację/lody/kino (wybierz właściwe) od czasu do czasu jak najbardziej, ale nigdy w życiu nie chciałabym tam mieszkać. Mieszkamy na tyle blisko wielkiego miasta, ze w jego centrum możemy być w ciągu 40 minut. Przyznaję, ze był moment, że miałam ochotę rzucić w cholerę nasz domek na wsi i wrócić w podskokach całe 3km do rodzinnego miasteczka, ale już mi przeszło. To było zaraz po przeprowadzce i nie zdążyłam się wtedy jeszcze przyzwyczaić do tej ciszy wokół. A teraz uwielbiam poranki, kiedy Lusia ucina sobie drzemkę, a ja wychodzę na taras z kawą i napawam się ciszą. Wszyscy sąsiedzi są wtedy w pracy i jest bosko.

10. Uwielbiam zapach świeżutkich firanek. I okna też lubię myć. Ot, takie zboczenie :)
 
Miłego weekendu!
 
Aha, jeszcze coś mi się przypomniało. Widziałyście to? Jeśli nie, koniecznie obejrzyjcie filmik. 
 
Pan Młody ryczy, goście ryczą, a ja usmarkana po pas.
 
Jeszcze raz miłego weekendu!!



Komentarze

  1. Też lubię myć okna. I prasować też lubię.
    A mojemu blogowi niedługo stuknie 11 lat, a w ogóle blogowaniu więcej. Szkoda, że tamten blog odszedł wraz z Onetem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię prasowac �� i też zaczynałam na onecie w zupełnie innej erze blogowania ...

      Usuń
  2. Ja też bloga piszę ładnych parę lat.
    Listy także uwielbiałam pisać. Miałam w gimnazjum przyjaciółkę z którą pispałyśmy do siebie w wakacje, a później w LO gdy poszłyśmy do różnych szkół :)

    Bitą śmietanę uwielbiam!

    Śpię na boku lub na brzuchu z kołdrą między nogami :P

    Też chciałam mieć trójkę dzieci... kiedyś ...


    Uwielbiam zapach wanilii, zielonej herbaty, cytrusów i cynamonu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uwielbiam zapach nowych książek i gorącego chleba albo ciasta 😍

      Usuń
  3. :) z listami mam podobnie ale to już chyba nie te czasy ;)

    Przyznam, że zazdroszczę Ci tej wiejskiej ciszy :) mimo wszystko ja mam swoją może na balkonie ale też w zielonym klimacie lasu i pięknych widoków ( w zasadzie ostatnio ciszę mącą mi sroki i jakieś inne drące się ptaszysko :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to już nie czasy na papierowe listy, ale mimo wszystko sentyment pozostał 🙂
      Mieszkanie na wsi na swoje plusy i minusy ,ale cisza zdecydowanie zalicza się do plusów

      Usuń
  4. Ja tez uwielbiam listy i rowniez posiadal takie pudlo ze stara korespondencja. Z dwiema kuzynkami mieszkajacymi 5 godzin ode mnie, pisywalysmy do siebie w dziecinstwie bardzo regularnie. Teraz zrywam z tych listow boki, ale przyznaje, ze jedna z nich ma ogromny talent do pisania. Teraz zreszta na pisaniu zarabia. ;)
    Ja tez nie lubie wielkich miast. Wole moje zadupie, chociaz to bardziej przedmiescia niz wioska. :)
    Ja nadal chce trojke dzieci, ale czas sie chyba pogodzic z tym, ze zostane przy dwojce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak śmiesznie jest po latach czytać jakie człowiek miał kiedyś "problemy"
      My niby mieszkamy na wsi, ale do naszego miasteczka mamy tylko 3km, więc to żadna odległość a cisza nieporownywalna

      Usuń
  5. 9LAT? Ładny wynik. Ja dopiero 5.
    Do liceum pisałam listy z moim kuzynostwem ze Skierniewic. Potem nastał czas telefonów. smsów...
    Bitą śmietanę lubię ale rzeczywiście- chyba mało osób znam, które by nie lubiły. Moja mama lubi ale nie za bardzo może :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sama się dziwię że piszę już tak długo. Co prawda z małą przerwą, ale jednak ��

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...