Przejdź do głównej zawartości

Grrr

Niedziela u dziadków. A w zasadzie 15 minut u dziadków, bo trzasnęłam drzwiami aż się ściany zatrzęsły.
Czy tak trudno jest zrozumieć, że 5-letni Junior nie wymaga już karmienia jak mały dzidziuś?
Czy tak trudno zrozumieć, że ten sam Junior za kilka miesięcy idzie do zerówki i staramy się nauczyć go jak najwięcej, żeby był jak najbardziej samodzielny i sobie tam poradził?
Czy tak trudno zrozumieć, że skoro my- rodzice wprowadzamy jakieś zasady, to dziadkowie maja się ich trzymać?
Czy trzeba ignorować moje uwagi, że Junior ma jeść sam przy stole, a nie być karmiony na podłodze w czasie zabawy?
Czy to, że wymagam żeby ktoś się tego trzymał, a ciągłe ignorowanie moich uwag podnosi mi ciśnienie do 300 należy skwitować "ty jesteś nienormalna"?
Mam dość, myślę, że na długo.

Kurtyna.

Komentarze

  1. " Milosc dziadkow" moze zrobic krzywde.... niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Szczególnie toksyczna

      Usuń
  2. A może oni niedowidzą i pomylili z Lusią? A tak poważnie, to nawet nie ma co z nimi rozmawiać, jak widzę. A jakby tak Junior im powiedział, że jest duży? może by tu trafiło?
    Ja mam problem z moim ojcem, który co widzi Córę, to się pyta ile nowych szóstek ma i nie widzi w tym nic złego. A ja z kolei widzę i to dużo, bo dziecko w końcu nie będzie dostawać szóstek, to raz, a dwa inne oceny też nie są złe. Ale wyjaśnić się nie da, bo się czepiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najwyraźniej. Ja już z Juniorem rozmawialam na ten temat, bo on nie wiedział co się dzieje ,więc my wytlumaczylam i myślę, że następnym razem może coś wypalic w tym stylu. Choć nie wiem kiedy ten następny raz będzie. Obawiam się, że dziś przyjadą do dzieci na mikolajki, ale specjalnie zostawiłam sobie na dziś cały kod prasowania ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byli, na szczęście z moją babcią więc skupilam się na rozmowie z nią 😜 Za to teściowa zablysnela. Przez cały wieczór wrzucala obrazki z Mikołajem na fb, ale drogi do wnuków nie znalazła. Brak słów na to wszystko

      Usuń
  4. Wdech-wydech, wdech-wydech. Tylko spokój nas uratuje!!! Tak to już z tymi dziadkami jest :(((((

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach teściowe... ( i teście) można napisać o nich księgę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teściowa to twmat na osobną epopeje. Tu główną role grają moi rodzice.

      Usuń
  6. Dziadkowie nie trzymają się zasad.
    Szkoda nerwów. I tak zawsze to Ty będziesz ta zła. Jak to dobrze że ja już nie muszę swoich teściów oglądać :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...