Przejdź do głównej zawartości

W Nowym roku

Miesiąc mnie tu nie było. Wstyd mi. Zbierałam się już od tygodnia, żeby napisać i jak widać trochę mi to zajęło. Nawet nie wiem kiedy ten tydzień mi minął. Lusia zrobiła się bardzo mobilna, śmiga na pupie po całym domu i nawet na sekundę nie mogę spuścić jej z oczu, miałam huk roboty przed świętami, później święta, kilka dni między świętami a sylwestrem i mamy Nowy Rok. A jak nam minął ten czas? Hmm po części nie tak jak planowaliśmy.
 Z robotą w domu zeszło mi praktycznie do świąt, bo sama z Lusią niewiele byłam w stanie zrobić, więc zostawały mi te 2-3 godzinki po powrocie Mężowatego z pracy. A w tak krótkim czasie ciężko było zaszaleć z porządkami. Ale wszystko co planowałam zrobiłam. Jedną sobotę nawet poświęciliśmy na wypad na wrocławski jarmark bożonarodzeniowy i... nigdy więcej, serio. Byliśmy tam dwa lata temu i było bardzo dużo ludzi, ale to co działo się teraz to po prostu armageddon. Do samego Wrocławia jedziemy jakieś 30 minut, po czym dojazd od granic miasta do centrum zajął nam jedynie 1,5 godziny. Później kolejne 30 minut, żeby zaparkować. A jak doszliśmy na miejsce, to po 10 minutach się ewakuowaliśmy. Lusia wystraszona w wózku darła się wniebogłosy, Junior nic nie widział i był dosłownie tratowany przez ludzi i Mężu musiał go nieść, więc stwierdziliśmy, że to nie ma sensu i uciekliśmy z pierwszą boczną uliczkę, byle dalej od jarmarku. Samo miejsce bajka, atmosfera też, ale płynięcie z tłumem i przerażenie dzieci skutecznie nas zniechęciło do całej  imprezy. Nasi znajomi, którzy pojechali tydzień później powiedzieli dokładnie to samo.
Przed samymi świętami dzieci trochę smarkały, Junior dodatkowo paskudnie kaszlał, więc skończył na antybiotyku. Na szczęście pomógł i w święta był już w pełni sił. Nie chcieliśmy ich ciągać po sklepach, żeby ich bardziej nie doprawić, więc Męźu dostał listę zakupów w w dłoń i ruszył do sklepów. A ja w tym czasie dostałam telefon, że zmarła siostra mojej mamy i... świąteczną atmosferę szlag trafił. Ciocia na nic nie chorowała, miesiąc temu robiła wszystkie badania i miała książkowe wyniki, aż 21 grudnia po prostu upadła w domu i było po wszystkim. Szok dla wszystkich, bardzo ją lubiłam i wszyscy to przeżyliśmy. Pogrzeb był pierwszego dnia po świętach, więc kolejne dni minęły na organizowaniu wszystkiego i czekaniu na ten smutny dzień. W święta każdy starał się jak mógł, żeby było fajnie, szczególnie dla dzieci, no i to były pierwsze święta Lusi, ale mimo to wiadomo, że gdzieś tam w powietrzu wisiało coś innego. Po pogrzebie mieliśmy jeszcze gości u siebie, później musieliśmy załatwić z Mężem kilka spraw, na które nie było czasu wcześniej i tak dotrwaliśmy do Sylwestra. My już tradycyjnie świętowaliśmy w czwórkę trochę w Warszawie, trochę w Zakopanem :P Ale powiem Wam, że tym razem północ wyglądała u nas inaczej niż zawsze. W tym roku wszyscy sąsiedzi wyszli przed domy z szampanem i wszyscy składali sobie życzenia. Ja pilnowałam dzieci w domu, więc z tym szampanem przyszli do domu. Nikt się z nikim na to nie umawiał, a powiem Wam, że tak fajnie to wyszło, że mam nadzieję, że to się utrzyma w kolejnych latach i będziemy miec taką małą tradycję.
2 stycznia Junior wrócił do przedszkola, Mężu wrócił do pracy, a my z LuLu do naszej rutyny i dziecko wreszcie może się wyspać o swoich zwykłych porach :P

Co nam przyniesie ten 2019 rok? Mam nadzieję, że tylko dobre rzeczy. Przed nami mój powrót do pracy, Lusia zostanie z nianią, a Junior idzie do zerówki. Także czeka nas prawdziwa rewolucja. Oby udana.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...