Ufff cieszę się, że dotarłyście i mam nadzieję, że tu z nami zostaniecie 🙂
Miałam napisać wcześniej, ale jak zwykle plany planami, a życie życiem. Standard. Tym razem powaliło mnie meeega przeziębienie Dawno nie czułam się tak źle, jak tym razem. Jeszcze w poniedziałek wszystko było ok, jedynie lekko drapało mnie w gardle. Za to we wtorek od rana rzeźnia. Katar z nosa płynął szeroką strugą, a ja nie miałam siły kiwnąć palcem. Z daleka obserwowałam Lusię, żeby jej nie zarazić, choć średnio nam to wychodziło bo 10-miesięczny bobas nie jest jeszcze samowystarczalny. Jakoś przetrwałyśmy pół dnia. Jak zbierałyśmy się do przedszkola po Juniora i ubierałam Lulu byłam cała mokra jakbym dopiero co przebiegła maraton. No, ale nic. Juniora z przedszkola odebrać trzeba. Na powietrzu zrobiło mi się o niebo lepiej, ale to tylko pozornie, bo po powrocie do domu zaległam w pozycji horyzontalnej i czekałam na męża. A głowa bolala mnie tak, jakby ktoś włożył ją w imadło i coraz mocniej zaciskał. Masakra. I tak było przez dwa dni. Wczoraj było już o wiele lepiej, nawet ogarnęłam z grubsza chałupę. A dziś jest już prawie ok, pomijając katar. Już widzę co Mężu by wyprawiał, gdyby padło na niego 😜 Lusia niestety coś tam chyba ode mnie załapała, bo troszkę jej pociekło z noska, ale zastanawiam się na ile to rzeczywiście katar, a na ile wpływ mają na to wychodzące górne jedynki. Obie na raz.
Musimy się wykurować, bo za dwa tygodnie jedziemy na chrzest kuzyna moich dzieci i wypadałoby stawić się w pełni sił. Zwłaszcza, że będę tam poniekąd na świeczniku, bo będe chrzestną tego młodzieńca.
Poza wirusami u nas spokój. Jedyne co psuje nam humor to pogoda za oknem, bo można juz zwariować. Przez ostatnie dwa tygodnie non stop u nas albo wieje, albo pada. Albo jedno i drugie. Naprawdę oszaleć można. A to, ze mieszkamy na totalnym wygwizdowie w samym środku pola nie ułatwia sprawy. Mamy przepiękne widoki, ale wieje tu tak, że łeb chce urwać.
Junior zaczął naukę poloneza na zakończenie przedszkola. Raz w tygodniu na lekcji wf mają próbę i z tego co Junior mówił, będzie to dość skomplikowany układ. Za dużo nie chce powiedzieć, "bo to niespodzianka", ale kilka słów udało mi się podstępem z niego wydusić.
Powoli dojrzewam też do zmiany Lusiowej fury. Wiosna idzie, dziecię coraz większe przydałaby się typowa spacerówka. Nowy wózek wybrany, zdjęcia naszego obecnego zrobione, tylko nie mogę się przełamać, żeby wystawić ogłoszenie 😜 szkoda mi go, bo to będzie znaczyć, że moja córcia jest już taaaaka duża. No bo w sumie jest... Roczek za pasem. A właśnie, macie może jakieś sprawdzone przepisy na tort malinowy? Chętnie poczytam 😉
Miłego weekendu dziewczyny.
Miałam napisać wcześniej, ale jak zwykle plany planami, a życie życiem. Standard. Tym razem powaliło mnie meeega przeziębienie Dawno nie czułam się tak źle, jak tym razem. Jeszcze w poniedziałek wszystko było ok, jedynie lekko drapało mnie w gardle. Za to we wtorek od rana rzeźnia. Katar z nosa płynął szeroką strugą, a ja nie miałam siły kiwnąć palcem. Z daleka obserwowałam Lusię, żeby jej nie zarazić, choć średnio nam to wychodziło bo 10-miesięczny bobas nie jest jeszcze samowystarczalny. Jakoś przetrwałyśmy pół dnia. Jak zbierałyśmy się do przedszkola po Juniora i ubierałam Lulu byłam cała mokra jakbym dopiero co przebiegła maraton. No, ale nic. Juniora z przedszkola odebrać trzeba. Na powietrzu zrobiło mi się o niebo lepiej, ale to tylko pozornie, bo po powrocie do domu zaległam w pozycji horyzontalnej i czekałam na męża. A głowa bolala mnie tak, jakby ktoś włożył ją w imadło i coraz mocniej zaciskał. Masakra. I tak było przez dwa dni. Wczoraj było już o wiele lepiej, nawet ogarnęłam z grubsza chałupę. A dziś jest już prawie ok, pomijając katar. Już widzę co Mężu by wyprawiał, gdyby padło na niego 😜 Lusia niestety coś tam chyba ode mnie załapała, bo troszkę jej pociekło z noska, ale zastanawiam się na ile to rzeczywiście katar, a na ile wpływ mają na to wychodzące górne jedynki. Obie na raz.
Musimy się wykurować, bo za dwa tygodnie jedziemy na chrzest kuzyna moich dzieci i wypadałoby stawić się w pełni sił. Zwłaszcza, że będę tam poniekąd na świeczniku, bo będe chrzestną tego młodzieńca.
Poza wirusami u nas spokój. Jedyne co psuje nam humor to pogoda za oknem, bo można juz zwariować. Przez ostatnie dwa tygodnie non stop u nas albo wieje, albo pada. Albo jedno i drugie. Naprawdę oszaleć można. A to, ze mieszkamy na totalnym wygwizdowie w samym środku pola nie ułatwia sprawy. Mamy przepiękne widoki, ale wieje tu tak, że łeb chce urwać.
Junior zaczął naukę poloneza na zakończenie przedszkola. Raz w tygodniu na lekcji wf mają próbę i z tego co Junior mówił, będzie to dość skomplikowany układ. Za dużo nie chce powiedzieć, "bo to niespodzianka", ale kilka słów udało mi się podstępem z niego wydusić.
Powoli dojrzewam też do zmiany Lusiowej fury. Wiosna idzie, dziecię coraz większe przydałaby się typowa spacerówka. Nowy wózek wybrany, zdjęcia naszego obecnego zrobione, tylko nie mogę się przełamać, żeby wystawić ogłoszenie 😜 szkoda mi go, bo to będzie znaczyć, że moja córcia jest już taaaaka duża. No bo w sumie jest... Roczek za pasem. A właśnie, macie może jakieś sprawdzone przepisy na tort malinowy? Chętnie poczytam 😉
Miłego weekendu dziewczyny.
Też mam ząbkujące dziecko 😁 Córze 6 idzie.
OdpowiedzUsuńCoś wisi w powietrzu, bo mnie też tak położyło, masakra. Życzę, żeby przeszło do chrztu
No to witaj w klubie ��
UsuńMasakra to zdecydowanie za mało powiedziane.Katar już puszcza, ALE...przez niego wyskoczyło mi meeega zimno... Pod nosem. Wyglądam cudownie. Juz przysycha i modlę się, żeby zniknęło do chrzcin.
Z tortem nie poradze, bo w ich pieczeniu stawiam dopiero pierwsze, baaardzo niepewne kroki. ;)
OdpowiedzUsuńU nas pada malo, ale pogoda jest strasznie zdradliwa. Slonko grzeje juz przyjemnie, ale jak wiatr zawieje, to az ciarki przechodza, taki zimny!
Ja nadal smarcze i mam chrype, a Nik smarcze i kaszle. Juz drugi tydzie. :/ Kaszle tez Bi. Tylko malzonek, skubany, trzyma sie w zdrowiu, wlasciwie to cala zime sie trzymal. Niesprawiedliwe... ;)
U nas przez całą zimę był spokój pomijając angine Juniora. Dopiero ostanio dopadlo mnie. Lusia trochę smarkala, ale u niej to chyba sprawka zębów
OdpowiedzUsuńNiestety tortu malinowego nigdy nie robiłam więc nie pomogę :-/
OdpowiedzUsuńChoroby współczuję, to jest masakra, jak człowiek ledwo żyje i musi się zajmować dzieckiem. Chłop to w ogóle by sobie już akt zgonu wystawił :)
U nas Kiwu od 3 dni ma katar i jeden dzień miała stan podgorączkowy i nie wiem czy to nie na zęby właśnie. Nie widzę, żeby tam coś się działo.... ale nie wiem. Czekamy więc na rozwój wydarzeń.
Pozdrawiamy :*
Chyba znalazłam fajny przepis, więc będę próbować.
UsuńNo choroba przy dzieciach to masakra. Masz rację, facet by tego nie przeżył ��
Powiem Ci, że w ciągu tygodnia Lusia dorobila się dwóch górnych jedynek i katar zniknął z dnia na dzień, więc to musiało być to
U nas także pogoda nieciekawa. Dzisiaj leje cały dzień.
OdpowiedzUsuńWspółczuję choróbska.
Kuruj się tam ;)
Co do tortu. Ja zrobiłbym tak jak śmietankowy z tym że do masy wmieszałabym zblendowane maliny i odrobinę malinowego syropu dla ładnego różowego kolorku, no i na p0ewno bym dodała też całe maliny do dekoracji ;) z resztą świetny kolorek zrobi odrobinkę soku z buraka.
No właśnie ja nienawidzę bitej smietany, więc ta opcja odpada. Znalazłam przepis z mascarpone i fruzelina malinowa i ten będę robić
Usuń